Bitez Garden Life

To nazwa naszego tureckiego hotelu. Będąc całymi dniami poza jego terenem nie mieliśmy zbyt wielu okazji do sfotografowania naszego miejsca zamieszkania. Dzisiejsze zdjęcia zawierają jedne z nielicznych chwilek, kiedy bezczynnie leniuchowaliśmy w jego obrębie. Poprzednie widzieliście w tym poście: klik. Właściwe określenie tego miejsca to raczej zespół  piętrowych domków rozrzuconych po zielonym ogrodzie. Co było jego wielkim plusem, bo ciche zakamarki rozmieszczone z dala od centrum basenowo-restauracyjnego sprawiały, że mieliśmy gdzie się odseparować od innych gości. Wybór spośród czterech basenów prowokował przespacerowanie się do najdalszego i tym samym najcichszego. To niewątpliwe plusy podróżowanie przedsezonowego, bo albo gości nie ma wcale, albo jest gdzie przed nimi uciec.

Na zdjęciach geometryczne ścieżki przecinające zielone trawniki i drzewka, które wyjątkowo dla tego rejonu kipiały świeżą zielenią. Ubranko świeżo po poduszkowej sesji, bo przecież nie zwariowałam, żeby trzy razy dziennie się przebierać ;-)

2015.05.06_047

2015.05.06_048

2015.05.06_049

2015.05.06_051

2015.05.06_052

2015.05.06_053

2015.05.06_054

2015.05.06_055

2015.05.06_056

2015.05.06_057

2015.05.06_058

2015.05.06_059

2015.05.06_060

2015.05.06_061

2015.05.06_062

2015.05.06_063Zdjęcia: Kinga i Marcin Malinowscy whiteberry.com.pl