Co zobaczyć w Bitez?

Szukając atrakcji w naszej małej tureckiej mieścince - jeszcze z poziomu komputera przed wyjazdem - wszystkie źródła odsyłały nas do list atrakcji w Bodrum. Wcale się nie dziwię, że nikt nie chce go zwiedzać. Oddalone o kilka kilometrów Bitez to praktycznie przedmieście głównego kurortu tego wybrzeża, z założenia dzielnica sypialna dla turystów. Dlatego chcąc wyjść z hotelu na spacer, nie decydując się od razu na wyjazd dolmuszem (tureckie MZK albo nawet PKS) do Bodrum, można by pomyśleć, że jesteśmy skazani na deptak z restauracjami i moim ukochanym plastikiem, zwanym pamiątkami.

Zanim zdążysz się rozejrzeć poza bramę hotelu, już zgarnia Cię naganiacz, zachęcający do dalekiej wycieczki do Pamukkale (albo innej atrakcji kraju oddalonej o setki kilometrów), mimo że ledwie poznałeś hotelowy ogród. A jak w pakiecie dostaniesz jeszcze gratis seans w pianie w łaźni tureckiej to kto Cię namówi na spacery po prowincji. Nas namawiać nikt nie musiał. Jako amatorzy chodzenia, błądzenia, zawracania i ponownego spacerowania - okolicę musieliśmy poznać kompleksowo. Już pierwszego dnia z daleka widzieliśmy wieżę, będącą najwyższym punktem okolicy murowaną basztę z czerwoną flagę. Stała się naszym celem. Jak się wkrótce okazało - celem na dwa dni :-) Pierwsze podejście zakończyło się bowiem fiasko - wybraliśmy intuicyjną drogę pod górę, która zakończyła się na ogrodzeniu przed samą basztą ze wszelkimi możliwymi tabliczkami ostrzegającymi, zakazami wstępu i dziesiątkami (nie przesadzam) kamer. Zdjęcia robione z góry w tym poście (klik) pochodzą właśnie z nieudanego pierwszego podejścia. Podejścia w znaczeniu dosłownym. Po pięciu dniach udało się dotrzeć do informacji, że teren nad którym góruje nasza niedościgniona wieża to strzeżone osiedle, przez które trzeba się przebić. Swoją drogą - piękne osiedle, które było atrakcją samą w sobie. Ale żadną tajemnicą jest, że trasa do celu często okazuje się większą frajdą niż sam cel. Tak było i tym razem. Kamienne schodki przecinające wzgórze z prywatnymi willami, pięknie zagospodarowane nabrzeże z pomostami, dopieszczone ogrody i spacerujące żółwie (!) - zrobiły na nas wielkie wrażenie. Sam taras widokowy z założenia był chyba dobrym pomysłem, ale etap realizacyjny trochę Turkom nie wyszedł. Widok na okolicę i morze przesłaniał wielki betonowy dach, a sam taras ogrodzono wysokim pleksi. Wycinając z krajobrazu te elementy - na zdjęciach wyszedł nawet ładnie ;-)

Te zdjęcia dziś obchodzą miesiąc.

Zolwie_001

Zolwie_002

Zolwie_003

Zolwie_004

Zolwie_005

Zolwie_006

Zolwie_007

Zolwie_008

Zolwie_009

Zolwie_010

To co mam na sobie to 100% mojego codziennego wakacyjnego stylu. Ubrania tylko z naturalnych materiałów, kapelusz, okulary i skórzane sandałki nie do zdarcia - w neutralnych kolorach - dobrze komponują się z przyrodniczymi plenerami i dają dużo komfortu w upale. Wieczory w kombinezonach i na szpikach to kompletnie inna historia, powolne kolacje i wieczory w trybie stacjonarnym sprzyjają temu, żeby dobrze wyglądać. Jednak czas spędzany na pieszych wycieczkach musi opierać się na wygodnym ubraniu. Aż dziwne, że nie wzięłam ze sobą trekkingów ;-)

Zolwie_011

Zolwie_012

Zolwie_014

Zolwie_015

Zolwie_016

Zolwie_017

Zolwie_018

Zolwie_020

Zolwie_021

Zolwie_023

Zolwie_024

Zolwie_025

Zolwie_026

Zolwie_027

Zolwie_029

Zolwie_030

Zolwie_031

Zolwie_034

Zolwie_035

Zolwie_036

Zolwie_037

Zolwie_039

Zolwie_040

Zolwie_041

Zolwie_042

Zolwie_043

Zolwie_044

Zolwie_045

Zolwie_046

Zolwie_047

Zolwie_049

sztruksowe spodenki: Wrangler | bluzka: .dzky by Maciej Sieradzky | sandałki: prezent z Włoch od Mamusi | bransoletki i kapelusz: tureckie sklepy | torebka z frędzlami: Badura

Zdjęcia: Kinga i Marcin Malinowscy z www.whiteberry.com.pl <3