Denko 2018 – recenzja kosmetyków zużytych w ciągu roku

Wymyśliłam sobie długoterminowy projekt - Projekt Denko. Polegał na tym, że przez kalendarzowy rok zbierałam puste opakowania po kosmetykach, które zużyłam. To forma kosmetycznego podsumowania roku 2018. Wspierając się workiem kosmetycznych śmieci opowiem, co mi się sprawdziło w ciągu roku, co zmęczyło, jakie nowe kroki pielęgnacyjne wprowadziłam, jakie idee stały mi się bliskie, z czego rezygnuję.

W praktyce to recenzja kosmetyków, które zużyłam w ciągu 2018 roku. Absolutnie wszystkich kosmetyków.

Założenia porządkowe dla projektu:

  • niekoniecznie wszystkie kosmetyki rozpoczęłam, ale wszystkie skończyłam w 2018 roku
  • nie kupowałam kosmetyków danego typu, dopóki w domu miałam niezużyty produkt danego typu
  • zużytych opakowań nie wyrzucałam, zbierałam do recenzji.

Miniony rok miał wiele słabych punktów, ale to, co mi się udało, to rozruszanie świadomości ekologicznej i konsumenckiej. Czytałam o ograniczaniu śmieci, zużywaniu zasobów, oszczędzaniu, składach produktów spożywczych i kosmetycznych. Ograniczyłam więc znacznie swój majątek, uporządkowałam mieszkanie dogłębniej niż zwykle, wprowadziłam cięcia budżetowe, zaplanowałam zużywanie i kupowanie. Przez rok pozbywałam się rzeczy w możliwie najbardziej zrównoważony sposób. Część ubrań sprzedałam na Vinted i olx, część oddałam bliskim, część wyrzuciłam do kontenerów na odzież. Podobnie przyjrzałam się zasobom akcesoriów domowych, książkom i kosmetykom. Właśnie ten ostatni dział, który dotknęły czystki, postanowiłam opisać, przeanalizować i upublicznić. I tylko na tym już się skupię.

Cele Projektu Denko:

  1. Zużycie zalegających w szafkach kosmetyków.
  2. Praktykowanie świadomych zakupów ze względów ekonomicznych (kupowanie tylko produktów niezbędnych, cieszących, o dobrym stosunku ceny do jakości).
  3. Praktykowanie świadomych zakupów ze względów ekologicznych (studiowanie składów kosmetyków, ich pochodzenia, wybór produktów lepszych dla mnie i środowiska).
  4. Recenzowanie kosmetyków, żeby ostrzegać przed kiepskimi i polecać dobre. Oczywiście warto zaznaczyć, że kosmetyki, które ja lubię, mogą być bublem dla kogoś innego, a kosmetyki, które mnie zmęczyły, mogą być ulubieńcem w innym domu.

Inne uwagi:

  • Zużyte kosmetyki w ciągu ostatniego roku nie są tożsame z moimi ulubionymi kosmetykami w ogóle. Do takich zestawień dopiero dążę, robię na nie miejsce. Ten projekt miał mi pomóc usunąć z życia konsumenckie porażki, które rozpraszały moją uwagę. I zrobić miejsce na sprawdzone, jakościowe perełki. W recenzjach pojawi się więc spora ilość przypadkowych, słabych, starych, niespójnych z moim gustem i wymaganiami produktów, które kupiłam impulsywnie lub znalazły się u mnie przypadkowo. W większości nie mają szans na nazwanie ich ulubieńcami.
  • Nie mam na celu chwalenia się zużytymi kosmetykami (bo niewiele jest tu takich, którymi chciałabym się pochwalić) i napędzania konsumenckich ochot. Wręcz przeciwnie - buntuję się na ignorancką konsumpcję, patrz -> Cele Projektu Denko.
  • Na zdjęciach mam ponad 90 sztuk opakowań po zużytych kosmetykach. Widzę brak kilku, które zużyłam, więc mogę śmiało zaokrąglić, że w minionym roku skończyłam sto opakowań kosmetyków.

Dla czytelności - na końcu postu znajdziecie moje skompresowane wnioski na temat projektu i zestawienie ulubionych kosmetyków (z cenami), z tych, które zużyłam w ostatnim roku. To wyłuskane perełki z opasłego worka zużytych śmieci.

Legenda oznaczeń, których użyłam dla czytelności:

+ zdecydowanie polecam, sama będę kupować ten kosmetyk

× zdecydowanie nie polecam, mój koszmarek

ps Jeśli przy nagłówku z nazwą produktu nie ma jednego z dwóch powyższych znaczków - kosmetyk jest wycofany ze sprzedaży, mam z nim problem moralny, jest trudno dostępny i niewarty szukania, jest zbyt specjalistyczny do polecania go wszystkim, itp.

Recenzja kosmetyków, które zużyłam w ciągu ostatniego roku

Zdjęcie 1. Oczyszczanie twarzy

denko_2018_marta_guzowska_recenzje_kosmetykow_1

+ Garnier, Płyn micelarny 3w1 skóra wrażliwa

W 2018 roku po raz pierwszy kupiłam i użyłam kosmetyku wszech czasów polskich kobiet - płynu micelarnego z Garniera do cery wrażliwej. Od tego typu kosmetyków oczekuję, żeby były... zwykłe. Bez zapachu, bez przekombinowanych dodatków, bezpieczne, neutralne, skuteczne. W tym przypadku wszystkie cechy się zgadzają, więc kosmetyk uważam za bardzo dobry. Cieżko mi się nad nim rozpłynąć, bo wymienione epitety nie wzbudzają we mnie euforii i pożądania, one po prostu muszą być. Będę bez wątpienia kupować go regularnie, z resztą - kolejna butla jest już w użyciu. Plus za dostępność wszędzie, nawet w Biedronce.

Tołpa dermo face, physio. Płyn micelarny do mycia twarzy i oczu

Mój kosmetyk kultowy, choć patrząc na zdobytą przez niego listę nagród - nie tylko mój. Bestseller Tołpy. Używam go od lat. Regularnie kupuję w Rossmannie w małych butelkach i zabieram na wyjazdy. Ma te same cechy, co Garnier, więc od minionego roku używam ich zamiennie. Do tego mam jednak sentyment - był pierwszy.

× Tołpa green olis, oczyszczanie. Płyn micelarny do mycia twarzy i oczu

Jestem fanką Tołpy, co da się zauważyć już na pierwszym zdjęciu zużytych kosmetyków. Lubię ich komunikację, szeroki asortyment, opakowania, ceny, polską metkę. Ale niestety ten produkt nie należy do moich ulubionych. To wariacja na temat płynu micelarnego, który akurat dla mnie, im jest prostszy, tym lepszy. Tutaj dodatek oleju z lnu i gliceryny nie sprzyja mojej cerze, podrażnia ją. Zostaję przy klasyku z punktu powyżej.

Płyn micelarny jest dla mnie kosmetykiem bazowym, używam go codziennie. Nie zawsze do demakijażu, bo nie maluję się codziennie, ale zawsze do jednego z dwóch etapów codziennego mycia twarzy.

Razem z płynem micelarnym zużywam dużo bawełnianych wacików. Zaczynam mieć z tym problem, bo widzę, że to codzienne źródło śmieci. Opakowań po nich zapomniałam zbierać, ale jedno na miesiąc zużywam na pewno. W tym roku chcę spróbować wariantu wielorazowych płatków kosmetycznych oraz tych z bawełny organicznej.

Tołpa dermo face, rosacal. Żel micelarny do mycia twarzy i oczu

Neutralny, porządny, zawsze dobry klasyk do mycia twarzy. Płyn i żel do twarzy z linii dermo face muszę zawsze mieć pod ręką - w domu i poza domem. Szczególnie więc kocham małe pojemności.

Tołpa green olis, matowienie. Orzeźwiający żel peelingujący do mycia twarzy

Jakie to jest dobre! Pachnie cytrusowo, więc używanie go o poranku pobudza do życia. Pilingujące drobiny to fragmenty łupin orzechów - bezkompromisowo zdzierają stary naskórek. Jestem fanką ostrych pilingów - ten rodzaj sprzyja mojej tłustej i problematycznej cerze, czuję się po nich świeżo. Nie polecałabym go posiadaczkom wrażliwych twarzy. Kolejny egzemplarz mam w łazience, bo nie chce przestawać go używać.

Dermalogica, special cleansing gel, żel do mycia twarzy

Markę Dermalogica odkryłam w tym roku podczas wizyty w salonie kosmetycznym, pracującym na tych kosmetykach. Kupiłam zestaw miniatur do użytku w domu i zakochałam się. To zaawansowane technologicznie kosmetyki do profesjonalnej pielęgnacji skóry. Nie wiem, jak, ale działają, ich stosowanie robi różnicę. Znam żel do mycia twarzy, mgiełkę nawilżającą i bazę pod podkład - wszystkie świetne. Gdyby nie były tak drogie - używałabym na okrągło. Zdecydowanie chcę ich więcej w tym roku, bo widzę, że to inwestycja w wygląd skóry.

Clinique, 7 day scrub cream, piling do twarzy

Drobny piling, według mnie ostry, znakomicie wygładzający buzię. Konsystencja nieco podobna do słynnej pasty głęboko oczyszczającej Liście Manuka z Ziai, ale ziarna tutaj są drobniejsze i jest ich więcej. Przez to ściera efektywniej, jest przyjemniejszy w użyciu, czuć opuszkami, że korzysta się z produktu dobrej jakości. Bez wątpienia będę chciała do niego wrócić.

× L'oreal Idéal Soft, Łagodzące mleczko oczyszczające

Szkoda mi energii, żeby zamieszczać tu recenzję tego produktu, tak bardzo go nie lubię. Może jego pechem jest fakt, że było pierwszym i jedynym mleczkiem, które w życiu używałam. A okazuje się, że moja skóra bezwzględnie nie toleruje konsystencji mleczek na etapie oczyszczania. Gdybym czytała trochę o produktach kosmetycznych w internecie, pewnie szybciej dowiedziałabym się, że skóra tłusta nie współpracuje z mleczkami do demakijażu, a tak - musiałam nauczyć się tego na własnej skórze. Zapycha pory, nie zmywa absolutnie niczego. Ślizgający się po buzi płatek kosmetyczny nasączony tym mleczkiem to dla mnie kosmetyczny koszmar roku.

Zdjęcie 2. Tonizacja twarzy

denko_2018_marta_guzowska_recenzje_kosmetykow_2

+ Evree, Magic rose, Różany tonik do twarzy

W minionym roku wprowadziłam etap tonizowania buzi po myciu. Jestem dumna z rozwoju mojej kosmetycznej świadomości. Jak widać - moje wybory produktowe były na tym etapie monotematyczne. Tonik różany z Evree sprawdził mi się od pierwszego użycia i nie miałam chęci sprawdzać niczego nowego. Przez rok nie zdążył mi się znudzić. Używam go po każdym myciu, dla wielokrotnego odświeżania w ciągu dnia, a także jako mgiełkę na makijaż, przez co ten wygląda świeżej i naturalniej. Mgiełka jest tania i łatwo dostępna w Rossmannie. To jeden z moich kosmetyków roku 2018.

Pierwszym tonikiem roku (i życia jednocześnie) był wspomniany egzemplarz Dermalogica, multi-active toner, ale musiałam niekontrolowanie wyrzucić opakowanie po nim. Nie kupiłam go ponownie tylko ze względu na wysoką cenę. Był tak przyjemny, że od razu zapisałam go na liście życzeń, do kupienia w przyszłości.

Po skończeniu ostatniej butelki Evree od kilku dni używam do tonizacji wody różanej z Make Me BIO. Ta zdecydowanie wygrywa składem, bo jest to stuprocentowy hydrolat z róży damasceńskiej. Niewiarygodnie łagodzi i nawilża, jest skuteczna w pielęgnacji mojej problematycznej cery. Mam z nią tylko jeden problem - jestem skażona intensywniejszym, bardziej syntetycznym zapachem róży w toniku Evree, więc ciężko znoszę tutejsze naturalne "zielone" roślinne nuty zapachowe. Czas pokaże, czy się przemogę i po którą tonizację w tym roku będę sięgać częściej. Pewne jest to, że etap używania toniku szalenie polubiłam i nie porzucę! ps W dniu publikacji tonik jest zużyty, a ja tęsknię. Był bardzo niewydajny, ale faktem jest, że go nadużywałam. Ubóstwiam produkty tego typu. Będę wracać, bez wątpienia.

Zdjęcie 3. Nawilżanie i specjalistyczna pielęgnacja twarzy

img_8575-gourmand-1200

2018 był też rokiem ser. Wszystko zaczęło się w Boże Narodzenie w 2017 roku, kiedy pod choinkę dostałam swoje pierwsze serum:

zrzut-ekranu-2019-01-14-o-14-26-41

+ Orientana, bio serum do twarzy, witamina c & morwa biała

Opakowanie wyrzuciłam. Ale o produkcie dobrze pamiętam, bo wyśmienicie służył mojej buzi. Wygładzał, leczył drobniejsze zmiany, rozjaśniał przebarwienia. Używałam go samodzielnie. Nie kupiłam ponownie, no bo musiałam zużywać zapasy...

Sera są dla mnie produktami niewydajnymi, moja buzia je lubi i z przyjemnością wchłania, a ja jej nie żałuję.

Miałam szczęście, że moja przygoda rozpoczęła się od skutecznego i zachwycającego produktu. Bo to rozkręciło fascynację tym dodatkowym krokiem pielęgnacji. Zauważyłam, że ten etap uzupełnia, albo nawet zastępuje działanie kremu.

Z biegiem roku zabrnęłam w kolejne testy. W Rossmannie kupiłam kolejno trzy produkty tego typu od Bielendy. Niestety - Bielenda u mnie w tym roku wypada słabo. Z kilku jej produktów, które zużyłam w ciągu roku chwalę w tym poście tylko jeden.

× Bielenda, Serum zielona herbata

Niestety, nie zauważyłam żadnego działania, produkt nijaki, tylko ładnie pachniał (kupiłam, bo mam słabość do syntetycznego zapachu zielonej herbaty). Producent określa je jako "multifunkcyjne", a ja średnio wierzę w produkty uniwersalne i na wszystko - tutaj się to potwierdziło. Produkt niewydajny, malutkie 15 ml zużyte w minutę.

× Bielenda, Botanic Spa Rituals Opuncja figowa + aloes Serum przeciwzmarszczkowe 

  • niewydajne malutkie opakowanie 15 ml
  • nie zapamiętałam go, nie miało w sobie nic, co by skupiło moją uwagę, żadnej przyjemności z użytkowania, produkt nijaki, jak ten wyżej
  • żadnych efektów (choć biorę pod uwagę fakt, że produkty przeciwzmarszczkowe przynoszą raczej długofalowe niż doraźne efekty)
  • bez chęci ponownego zakupu, choć nie znalazłam go w żadnym sklepie internetowym, mogło zostać już wycofane
  • rozważam natomiast sprawdzenie serum regenerującego Kurkuma + chia z tej samej rodziny

Bielenda, Super Power Mezo Serum, Aktywne serum korygujące dzień i noc

Produkt cudowny! Ratuje moją opinię o serach Bielendy. W ciągu roku zużyłam dwa opakowania i nie kupiłam więcej, tylko dlatego, że na tapecie miałam zużywanie zapasów...

Ta sama historia, co przy Orientanie - te produkty sprawiały, że nie miałam chęci sięgać po nic innego do pielęgnacji twarzy. Gdy opustoszę szafki - będę ich go używać dzień i noc.

To serum przeznaczone do cery problematycznej, szarej, z niedoskonałościami, mieszanej, tłustej, z widocznymi porami. Nie wiem, jak sprawdzi się na innych typach skóry (sprezentowałam go właśnie Mamusi, czekam na recenzję). Rozjaśnia, wygładza, nawilża, normalizuje, udoskonala. Jest tanie, łatwo dostępne, wydajne, przyjemne w użytkowaniu, pachnące, polskie. Do polecania na lewo i prawo. Z resztą - to hit internetu. Czasem mam wrażenie, że jestem ostatnią osobą w Polsce, która poznaje kosmetyczne bestsellery.

L'Occitane, lekki kojący krem masło shea 5%

L'Occitane to jedna z moich ulubionych marek. Używanie jej kosmetyków sprawia mi przyjemność, czuję że włożono sporo uwagi w ich składy, jakość, design, filozofię. Są drogie, dlatego nie mam z nimi rozbudowanej historii, ale żaden produkt, na który dotychczas postawiłam, mnie nie zawiódł.

Produkty marki z masłem shea (linia Karite i Shea butter) są mi najlepiej znane, przez to ulubione. Zużyty właśnie krem jest lżejszą opcją klasycznego bestsellerowego kremu silnie odżywczego z 25% masłem shea. Tak duże stężenie masła jest dla mojej tłustej skóry zdecydowanie zbyt obciążające, więc bardzo ucieszyłam się, gdy odkryłam pięcioprocentową alternatywę. Ciągle mam też przy sobie nawilżającą pomadkę i krem do rąk z tych maślanych linii - ciężko je czymś zastąpić, więc... ich nie zastępuję i regularnie kupuję. Polecam z najczystszym sumieniem.

Ale do rzeczy - sam krem jest produktem bazowym, po prostu bardzo dobrym, neutralnym kremem nawilżającym. To taki bezpieczny wybór, gdy nie chce mi się myśleć nad specjalistyczną pielęgnacją, gdy muszę odbudować warstwę ochronną skóry zmęczoną trudniejszymi czasami. Uważam, że dobrze znaleźć dla siebie taką niezawodną neutralną bazę pielęgnacyjną, która ratuje.

× Tołpa green olis, nawilżanie. Nawilżający krem wygładzający 

Tołpę uwielbiam, zaznaczę jeszcze raz. Ale linia oils w większości mi niestety nie służy. Ani płyn micelarny, ani kremy z olejkami nie współpracują z moją buzią. Z tym kremem również się nie polubiłam - był za tłusty dla mojej tłustej cery. Kupiłam go na szybko w Biedronce z braku kremu w domu. Finalnie zużyłam go wmasowując w szyję, dekolt i resztę ciała.

Mizon, Nawilżanie, Żelowa maska do twarzy

Kolejny impulsywny zakup z Biedronki, tym razem bardziej udany. Używanie go może nie przyniosło cudownych efektów, ale zapewniało mi codzienną przyjemność. To maska na dzień, której nie trzeba zmywać. Ma żelową lekką konsystencję, przez co używa się jej jak serum. Taki codzienny lekki nawilżacz. Nie wiem, czy zapewni nawilżenie skórze suchej, ale dla skóry tłustej ta forma pielęgnacji to złoto!

Miodowa seria Mizona zawiera też żel do mycia twarzy i kremową maskę na noc. Mam wszystkie, ale ta dzienna żelowa jest faworytem. Kupiłam zapasowe opakowania, bo seria pojawia się w sklepie tylko sezonowo.

Tołpa by Mariusz Przybylski, Aqua, Nawilżający krem-woda

Produkt już niedostępny, więc nie ma sensu się na nim długo skupiać. Bardzo lekki, wodnisty, jak serum - więc dla mnie idealny. Wpadł mi w oko, bo opakowanie ma dobry design. Miałam ochotę na trochę luksusu, a w skali Tołpy ta linia była nieco-jakby-luksusowa. Oszczędzałam go tak długo, aż przestał pachnieć, a zaczął śmierdzieć. Więc wyrzucam niezużyty. Niech to będzie opowieść z morałem dla osób, które, tak jak ja, oszczędzają lepsze rzeczy na później. Pewnie polecałabym, gdybym zużyła na czas i byłby ciągle w sprzedaży.

× Oillan balance, Ochronny krem wzmacniający naczynka

Krem zupełnie nie dla mnie, za tłusty, za ciężki. Nie toleruję olejków na swojej buzi. Wyrzucam niezużyty. Zdobyłam już doświadczenie, że określenia "krem ochronny", "krem wzmacniający naczynka" raczej mi się nie będzie sprawdzał, nie celuję już w produkty tego typu.

× Ziaja Oczyszczanie Liście Manuka Krem nawilżający i krem mikrozłuszczający z kwasem migdałowym na noc

Ziaja ma swoje plusy - jest tania, polska, łatwo dostępna. Linia Liście Manuka jest dla mojej skóry odpowiednia, nawet ją lubię, ładnie pachnie. Te kremy też były poprawne w używaniu. Nie miałam wysokich oczekiwań, więc się niespecjalnie zawiodłam. Ale raczej nie będę już jej, Ziai, kupować. Czuję, że przestała być dla mnie dość dobra. Składy ma słabe, a ja chcę iść w lepszą stronę świadomości i ekologii. W tej chwili używam pasty do głębokiego oczyszczania i czuję, że to jedyny produkt, do którego mam ochotę wracać.

La Roche-Posay, Anthelios XL, fluid z filtrem 50+

Ultra lekki fluid z filtrem przeciwsłonecznym 50+. Cudeńko! Do całorocznego używania, dla cer problematycznych, tłustych. Ma lejącą konsystencję, wchłania się błyskawicznie, jest niewyczuwalny na skórze, nietłusty, niebielący, niekomedogenny.

Kilka lat temu był unikatem na rynku z taką konsystencją, ale w obecnych czasach, gdy świadomość ochrony przeciwsłonecznej jest wyższa - pojawiło się wiele równie dobrych produktów. Nawet Nivea ma świetny lekki matujący krem przeciwsłoneczny do twarzy, którego z resztą aktualnie używam.

× Hada Labo Tokyo, nawilżająca maska na tkaninie

Nie lubię. Nie tylko tej konkretnej, ale w ogóle nie lubię masek w płacie/w płachcie/na tkaninie. Jej pech, że zachowałam akurat jej opakowanie. Nie lubię uczucia zimnej mokrej ścierki na twarzy. Jeśli maseczka w płacie trafia w moje ręce - robię ją, licząc, że tym razem się zachwycę. Niestety nigdy jeszcze się to nie wydarzyło. Ta forma podania produktu nie jest dla mnie, potwierdzone info. Moje ulubione produkty tego typu to glinkowe klasyczne maseczki do zmywania.

Nie będę recenzować próbek, bo nie uważam ich za miarodajne. Zużyłam ich w ciągu roku sporo, ale tylko nieliczne zachowałam, bo na tyle mi się spodobały, że mam ochotę sięgnąć po pełnowymiarowy produkt. Były to:

  • maseczka - Sensai Cellular Performance Anti - Aging mask (Douglas 359zł/100ml)
  • krem pod oczy - Origins GinZing refreshing eye cream to brighten and depuff (Sephora 125zł/15ml)
  • żel nawilżający - Biotherm Homme Aquapower (iperfumy 135zł/75ml)

Zdjęcie 4. Makijaż

img_8568-gourmand-1000

× Mixa BB krem łagodzący przeciw zaczerwienieniom

Kiepski kolor, konsystencja, działanie, efekt na skórze. Nic mi tu nie pasuje. Wyrzucam niezużyty. Niestety, na podstawie doświadczenia, nie mam dobrego zdania na temat drogeryjnych kremów z pigmentem.

× Clinique Superdefense CC Cream

Clinique bardzo lubię, a to mój nie pierwszy i nie ostatni produkt od tej marki. Kremu nie zużyłam głównie ze względu na kolor - jest za ciemny mimo najjaśniejszego odcienia. Formułę ciężko mi ocenić, bo nie mogłam się na niej skupić. Co zabawne, pamiętam jak dziś, że pani sprzedająca mi tego dnia kosmetyki stacjonarnie odradzała zakup tego kremu, sugerując, że będzie za ciemny. To ja się na niego uparłam. W końcu go wyrzucam, żeby przestał być moim wyrzutem sumienia. Bardzo podoba mi się kształt opakowania  - spłaszczone, poręczne, niepopularne. Żałuję, że nam nie wyszło.

× Skin 79 Krem BB Super+ Bublesh Balm Triple Function Green SPF30+

Skin 79 bardzo lubię, a to mój nie pierwszy i nie ostatni produkt tej marki. Kremu nie zużyłam głównie ze względu na kolor... z tym, że ten jest za jasny, za biały, za różowy. Z przykrością wyrzucam nieskończony.

Naturalnie nasuwa się skojarzenie, żeby je zmieszać, skoro jeden jest za jasny, drugi za ciemny. Próbowałam. Ta mieszanka nie ma prawa się udać - formuły są inne, powstają smugi, a dopasowywanie proporcji kolorystycznych to koszmar. Nie mam żadnej przyjemności z takich eksperymentów. A wychodzę z założenia, że pielęgnacja i makijaż mają być przyjemnością. Gdyby produkty były nowe - spróbowałabym użyć przyciemniacza i rozjaśniacza do podkładu. Ale fakt, że są ze mną po kilka lat składnia mnie do ucięcia sentymentów i pożegnania.

+ Skin 79 Krem BB Super+ Orange SPF30+

Idealny krem BB! Pasuje mi kolor i formuła. Używam zamiast podkładu, bo delikatny efekt makijażu jest tym, co faworyzuję. Uwielbiam do podróży jego małe tubki, w zasadzie kupuję tylko je. Wracam do niego regularnie i tęsknię za każdym razem, gdy się skończy.

To bestsellerowy kolor tego produktu w Polsce, bo jest najbardziej zbliżony do standardowego, lekko żółtego odcienia skór Polek, więc moja opinia jest tylko kroplą w morzu dobrych opinii. Można uznać wybór tego kremu za statystycznie bezpieczny. Warto sprawdzić! Małe opakowania można znaleźć w Rossmannach, kosztują 20 złotych.

Trzy na cztery używane przeze mnie ostatnio kremy BB okazały się porażką. Nie testuję na razie nowych, zostaję przy tym.

Dermalogica, hydrablur primer, baza wygładzająco-nawilżająca

Cudo! Pierwsza baza pod makijaż, jaką w życiu użyłam i od razu strzał w dziesiątkę! Nie mam ochoty testować nic tańszego, bo nie wierzę, że coś innego może tak działać.

Moja buzia nie jest gładka, ma drobne blizny, przebarwienia, rozszerzone pory, łatwo się czerwieni - generalnie nic ciekawego. Ta baza pokrywa ją satynową w dotyku warstwą, błyskawicznie ujednolicając koloryt. Baza w tubce jest jasno szara, widać w niej drobinki. To one w kontakcie ze skórą zmieniają kolor i wygładzają buzię. Zdarzało mi się nie nakładać na nią już kosmetyku kolorowego - tak byłam zadowolona z wyglądu twarzy. Na pewno kupię pełnowymiarowe opakowanie.

Maybelline, The Colossal Volum' Express 100% black 

Bardzo dobry tusz do rzęs z naturalną dużą szczoteczką. Wracam do niego od lat. A chęci eksperymentów z innymi kończą się z reguły rozczarowaniem i szybką tęsknotą do tej klasyki.

Urban Decay, Eyshadow Primer Potion (kolor Eden)

Próbka, którą dostałam do palety Naked, używałam ponad rok i nie zużyłam - tak wydajny jest to produkt. Zaczęłam mieć w tym roku zdanie, że bazy poprawiają wygląd makijażu i przyjemność z jego tworzenia. Nie uważam ich już za zbędny, przereklamowany etap. Mam ochotę na więcej baz.

Clarins, Eclat Minute Pinceau Perfecteur, korektor rozświetlający (mój kolor 00)

To już moje drugie zużyte opakowanie. To produkt, którego brak odczuwam. Widzę, jak ładnie rozświetlał skórę wokół oczu zwłaszcza teraz, gdy go nie mam.

Z wiekiem i problemami pogłębiają się moje cienie pod oczami. Używam cienkiej warstwy korektora kryjącego i na niego korektor rozświetlający. Ten produkt nie jest w stanie sam zakryć dużych cieni, ale jako świetliste rozjaśniające wykończenie jest niezastąpiony. Ma działanie nawilżające, a ja lubię detal pielęgnacyjny w kosmetykach do makijażu.

Opakowanie, konsystencja, działanie sprawiają mi przyjemność. Dzięki temu produktowi i kilku testowanym próbkom, ta francuska marka szalenie mnie do siebie przyciąga.

Chanel, Le Dissolvant Douceur, zmywacz do paznokci z olejkiem arganowym

Nie przesadzę, jeśli powiem, że u Chanel nawet zmywacz do paznokci pięknie pachnie i jego używanie sprawia luksusową przyjemność. Nie jest to produkt nagłej potrzeby, więc raczej nie pobiegnę szybko po kolejną butelkę. Ale nie mam do niego najmniejszego zarzutu, jestem nawet zafascynowana, że da się stworzyć luksusowy produkt tak przyziemnego zastosowania. Kupiony na lotnisku za kilkanaście euro.

Chanel Rouge Coco Shine szminka nawilżająca

Ideał! Tęsknię za nią codziennie. Miała wszystkie cechy mojej szminki doskonałej (wymieniam je niżej), jest moim wzorcem.

Nawilżająca, nie wymaga precyzyjnej aplikacji, pięknie pachnie, pięknie wygląda na ustach, opakowanie to luksusowy skarb.

Na szminkę Chanel wydałam 149 zł kilka lat temu i nie żałuję ani jednej złotówki. Zużyłam do dna z rozkoszą. Dziś kosztuje 175 zł, ale ciągle uważam ją za wartą ceny.

Bobbi Brown, Nourishing Lip Color, szminka nawilżająca (mój kolor Blue Raspberry)

Dokładnie ta sama historia, co wyżej. Produkt wart każdej złotówki, eksploatowany z przyjemnością do denka. Z pewnością będę dalej szukać ideałów tej ligi.

ps Szminki używam na co dzień, nie od święta, więc mam kilka warunków, które musi spełnić:

1) musi dać się szybko nałożyć, często bez lusterka, intuicyjnie

2) musi pełnić funkcję pielęgnacyjną, najlepiej jeśli zawiera składniki nawilżające, nie jestem fanką wysuszających zastygających matowych pomadek

3) opakowanie musi mi się podobać

4) kolor musi być zbliżony do koloru moich warg, żebym czuła się komfortowo wśród ludzi - lubię się wyróżniać, ale nie ekstrawagancją. Noszę zgaszone chłodne róże, wpadające we fiolety lub brązy. Dla większości osób te kolory wydają się ciemne, ale w rzeczywistości to podrasowany kolor moich ust. Dzięki temu czuję się naturalnie, ale wyraźnie. Jasne odcienie nude nie pasują do mnie, bo razem z jasnymi włosami i cerą, sprowadzają moją twarz do bezkształtnej bryły bez konturów. Idealnej czerwonej szminki na specjalne okazje jeszcze dla siebie nie znalazłam. A soczyste intensywne kolory testowałam i nigdy nie czułam się w nich dobrze, wszystkie rozdałam, więc już nie będę ich kupować.


Bourjois Rouge Edition Velvet szminka matująca

Próbując zapełnić lukę po zużytych ulubionych i jedynych szminkach, kupiłam właśnie coś bardzo ciekawego - Bourjois Rouge Velvet The lipstick (odcień 13 Nohalicious - idealny w moich kolorystycznych kryteriach). Przy rozprowadzaniu na ustach pomadka zachowuje się jakby była kremowa, co daje mi komfort i łatwość użytkowania. Nakładana jest przyjemnie chłodna, kojarzy mi się z konsystencją suchego olejku. Po chwili lekko matowieje, ale nie zastyga, pozostaje elastyczna. Nie spotkałam się dotychczas z tak ciekawie nieokreśloną konsystencją, ale zdaję sobie sprawę, że nie mam dużego makijażowego doświadczenia. Pomadkę wypatrzyłam u siostry - zachwyciłam się jej wykończeniem na ustach, dobrałam więc kolor dla siebie i okazała się trafionym strzałem również na mnie. Wróżę nam owocną przyszłość, od początku jestem zachwycona. To na razie mój jedyny zakup wyprzedażowy tego roku (54,99zł 30zł iperfumy).

Zdjęcie 6 i 7. Pielęgnacja włosów

img_8571-gourmand-1000

Kevin Murphy, Repair-Me.Rinse, regenerujący szampon i odżywka do włosów

To od lat moje hity do pielęgnacji włosów. Pisałam o nich kiedyś osobną recenzję. Wracam do tego zestawu regularnie, choć nie tak często jak bym chciała, tylko ze względu na wysoką cenę. Żaden szampon ani odżywka nie robią moim wymagającym, suchym, puszącym się włosom tak dobrze. Już użycie samego szamponu działa przełomowo - pielęgnacja włosów staje się w końcu skuteczna i satysfakcjonująca. Żaden inny produkt do włosów w historii życia tak na mnie nie działał. Odczuwam przepaść pomiędzy takimi kosmetykami profesjonalnymi, a drogeryjnymi. Nie przesadzam.

Warty podkreślenia jest fakt, że marka Kevin Murphy jest proekologiczna, ma świetne i skuteczne składy produktów, jej produkty zdobywają corocznie ważne nagrody, a od 2019 roku wszystkie opakowania produktów wykonywać będzie z recyklingowanego plastiku wyłowionego z oceanów. Dla mnie to idealna kombinacja zalet. Takich produktów chcę używać!

Natura Siberica, organiczny rokitnikowy szampon nawilżający

Natura Siberica to marka-odkrycie mojego roku. Jest marką ekologiczną, bardzo lubię jej filozofię, składy kosmetyków, łatwą dostępność, zrównoważone ceny. Jak na produkty drogeryjne, to marka warta uwagi, gdy dla kogoś liczą się używane w kosmetykach surowce i sposób produkcji. W tym roku używałam (jeszcze nie zużywałam) sporo jej produktów, ale akurat linia do włosów nie zachwyciła mnie najmocniej.

 Szampon był bardzo dobry, zużyłam go z przyjemnością. Moje włosy go lubiły. Czułam, że dawał im wygładzenie i nawilżenie, dobrze mył, odświeżał zapachem, nie plątał włosów, pienił się - nie są to cechy powszechne w szamponach naturalnych, więc plus!

I w tym miejscu muszę zakończyć pozytywy serii, będzie tylko gorzej.

× Natura Siberica, organiczna rokitnikowa nawilżająca maska do włosów

Była bardzo przeciętna. Nie umiem o niej powiedzieć nic miłego, była tak nijaka. Nie zauważyłam żadnego działania. Ale mam bardzo przesuszone, wymagające włosy, na włosach normalnych może coś robi...

× Natura Siberica, organiczna rokitnikowa odżywka w sprayu

To dla mnie prawdziwy koszmar. Naturalne składy bez silikonów podane w formie sprayu bez spłukiwania nie sprawdzają się na moich trudnych włosach. Były poplątane bardziej niż zwykle, matowe, wręcz sztywne i posklejane. Nic mi w niej nie pasowało. Frustrowałam się zużywając ją.

Mimo stosowania jednocześnie całej linii produktów (mam jeszcze niezużyty piling do skóry głowy) nie zauważyłam żadnej poprawy stanu włosów. Większość produktów (3/4) nic nie robiła, wręcz irytowała. To poprawne produkty codzienne, takie, którym nie stawia się wygórowanych oczekiwań. Raczej dla włosów normalnych, niż wymagających. Z całej linii wart ponownego zakupu jest dla mnie tylko szampon. Nie wiem, czy do niego kiedyś wrócę, na razie za nim nie tęsknię, no i sama marka ma jeszcze wiele innych produktów do sprawdzenia. Plus dla linii za świeży pobudzający zapach, ale to dla mnie trochę za mało.

Gliss Kur, odżywki w sprayu

Używane są przeze mnie od czasów nastoletnich. Ulubioną jest niezmiennie wersja różowa z płynnym jedwabiem. To typowe produkty z silikonami - oblepiają włosy, chronią je przed uszkodzeniami i doraźnie wygładzają, ułatwiając rozczesywanie. Można zarzucać im wiele, ale praktyczny fakt jest taki, że tylko one ratują mnie przed wyrwaniem sobie wszystkich włosów podczas szczotkowania. Chętnie bym zamieniła te odżywki na coś o lepszym składzie, ale jeszcze nie znalazłam nic działającego.

× Szczotka do włosów Tangle Teezer Salon Elite

Jak wiecie po powyższym opisie - mam problem z włosami, głównie z ich plątaniem. Uległam więc modzie sprzed kilku lat na Tangle Teezer. Był obietnicą innowacyjnego podejścia do czesania włosów - procedury przeze mnie znienawidzonej. Szybko zauważyłam, że funkcję rozczesywania realizuje raczej tak samo jak moje dotychczasowe niemarkowe szczotki. Do tego niezwykle irytował mnie ciągłym wypadaniem z dłoni i robieniem wielkiego hałasu na kafelkach w łazience. Wyrzucam, bo zużył się przez lata nieestetycznie - powykrzywiały mu się zęby, zabrudził się kurzem i osadem suchych szamponów. Nie będę tęsknić.

Head&Shoulders, classic clean, szampon przeciwłupieżwy

To w sumie zabawne, że go polecam, bo z założenia nie jestem fanką aż tak mainstreamowych produktów. Ale zauważyłam, że gdy kolejne testy naturalnych produktów do włosów, w które wierzyłam, okazują się katastrofą, zaczynam tęsknić do czegoś starego, sprawdzonego, skutecznego, zwyczajnie poprawnego. Gdy nie mogę zapanować nad włosami zmęczonymi naturalnymi niedziałającymi dobrze szamponami, w nosie mam pilnowanie składów, ekologię i inne idee, bo czuję, że muszę ratować swoje splątane i niedomyte włosy. Wiem, że to drastyczne słowa, ale jestem tylko prostym człowiekiem, któremu ciężko trwać w wyższych ideach, gdy nie może skutecznie umyć głowy. Szampon Head&Shoulders to właśnie taki ratunkowy produkt, obok różowej odżywki Gliss Kur. Nie chciałbym ich polecać, ale na mnie szczerze działają. Ulubiony to miętowy z odżywką.

zrzut-ekranu-2019-01-14-o-10-43-14

× Organic Shop, Organiczny regenerujący szampon, Marokańska księżna, oliwki i kwiaty pomarańczy

To najgorszy szampon tego roku. To o nim myślałam, gdy powyżej narzekałam na szampony z naturalnymi składami. To on plątał, przesuszał i nie domywał moich włosów. To on zostawiał mnie z kołtunem na głowie i łzami w oczach. To pierwszy organiczny produkt do włosów po jaki sięgnęłam w tym roku i w życiu, chcąc zmienić własną politykę zakupową. Rozczarował mnie wszystkim. Nie zatrzymałam nawet opakowania, tak bardzo chciałam się pozbyć go sprzed oczu. Zużyłam do mycia ciała.

dsc_0542a-gourmand-1200

Suche szampony to mój tegoroczny przełom pielęgnacyjny w dziedzinie włosów. Ratują mnie w podbramkowych sytuacjach.

Żebym była na 100% zadowolona ze swoich włosów - musiałabym myć je codziennie. A przy ich długości, słabej kondycji, nieidealnych codziennych kosmetykach i moich raczej niezaawansowanych technikach pielęgnacyjnych, częste mycie im nie pomaga. Jeśli więc mogę odwlec umycie głowy o jeden dzień, bez przekładania się na mój brak komfortu, to to robię. Suche szampony, poza oczywistym odświeżaniem, są też niezastąpione do układania włosów - na przykład do robienia upięć lub kucyka, gdy chcemy zwiększyć objętość na głowie. Głowy wrażliwe mogą wysuszać i podrażniać, włosy ciemne bielić i nieestetycznie matowić, ja nie widzę na sobie żadnych skutków ubocznych.

Nie widzę między nimi też większej różnicy. Wyboru dokonuję zupełnie przypadkowo - wszystko zależy od sklepu, w którym akurat jestem. Wyznaję zasadę, że każdy jest lepszy niż żaden. Najsłabiej wspominam Aussie. Najbardziej lubię + Delia Cameleo - wydaje mi się najlżejszy, najdelikatniejszy, zmiękcza włosy, nie daje tylko banalnego matu, ma w sobie coś ciekawego.

Zdjęcie 8. Mycie ciała

img_8572-gourmand-1000

W tym roku wprowadziłam też pierwsze innowacje w zakresie konsumpcji produktów do mycia ciała. Zaczęłam przemycać ekologiczne pobudki nie tylko ze względów ideologicznych, ale dlatego, że zaszła taka potrzeba. Zauważyłam, że popularne drogeryjne żele pod prysznic bardzo przesuszają skórę. Przy częstym myciu skóra staje się szorstka i swędząca. Zaczęłam sprawdzać składy produktów, eliminując wysuszające slsy i inne składniki szkodzące skórze. Pomogła w tym aplikacja zakupowa, którą skanuje się kod kresowy produktu i natychmiast otrzymuje się czytelnie zinterpretowany jego skład. Używałam Cosmetic Scan, ale widzę, że nie jest już dostępna w App Store. Przy jej pomocy wyselekcjonowałam trochę ulubionych, zaufanych produktów, do których wracam. Spełniają one swoją funkcję mycia, nie zawierają szkodliwych substancji, a ich używanie jest przyjemne.

Niestety, podobnie jak w przypadku produktów do włosów, produkty do mycia z naturalnym łagodnym składem nie zawsze mają tylko plusy.

Alterra, Sensitiv Dusch-Shampoo, bezzapachowy żel myjący z Rossmanna 

Żel do mycia dla wyjątkowo wrażliwych skór. Ma idealny skład, jest tani (mniej niż 10 zł) i dostępny w Rossmannach. Pamiętam, że kilka lat temu produktów tego typu szukałam w aptekach i kosztowały dziesiątki złotych. Spokojnie używam go do całego ciała, również twarzy i stref intymnych. Na włosach nie akceptuję produktów tego typu, muszę mieć szampon, chyba że jadę na trekking do dżungli, ale to raczej okoliczność wyjątkowa. Minusem dla mnie w tego typu żelach jest fakt, że w ogóle nie pachną, a ja jednak lubię pachnieć wychodząc spod prysznica. Na pewno nie raz pojawi się jeszcze u mnie w domu. To produkt bazowy, po prostu dobry, który nie wzbudza zachwytów, ale działa, jak się od niego oczekuje. Mam więc z nim problem - nie wiem, czy go polecać, bo to produkt dość specjalistyczny. Myślę, że większość konsumentów nie potrzebuje aż tak łagodnej pielęgnacji skóry i dla takich osób może być wręcz irytujący swoją bezbarwnością.

Yope, naturalne mydła w płynie do rąk, tutaj: Naturalne mydło do rąk dla dzieci, Kokos i mięta

Ideały tej kategorii. W ciągu roku zużyłam wiele opakowań, rozdałam wiele opakowań w prezencie i poleciłam te produkty kolejnej gamie osób. Nie są najtańszym rozwiązaniem, jeśli chodzi o tak banalny kosmetyk, jak codzienne mydło do rąk, ale wartym złotówek. Te mydła nie przesuszają skóry, a wręcz nawilżają, pięknie pachną, mają doskonałe naturalne składy i ładne opakowania. Ubolewam tylko nad małą gamą i trudną dostępnością opakowań uzupełniających, bo żal mi wyrzucać porządnej plastikowej butelki z pompką po każdym zużyciu jej zawartości. Wnoszę o rozszerzenie oferty, Yope!

Natura Siberica, Silver Birch, orzeźwiające mydło w płynie 

Jak już wspomniałam - zaczęłam przywiązywać wagę nawet do tego, czym myję ręce. Ten produkt to kolejny dobry wybór, w którym wszystko mi się zgadzało. Planuję, żeby tego typu naturalne produkty stały się jak najszybciej moją codziennością.

Nie będę go szczególnie wychwalać, bo jest jednym z wielu przykładów porządnego naturalnego mydła, a niestety trudno dostępnym.

Dove, deeply nourishing, odżywczy żel pod prysznic

Sprawdzony poprawny klasyk. Jego nieidealny myjący skład równoważy zawartość kremu nawilżającego, więc jest drogeryjną alternatywą, gdy szukam czegoś niewysuszającego. Plus za klasyczny zapach.

× Johnson&Johnson, Baby Bedtime, kojący płyn do kąpieli na dobranoc

Do dziś pamiętam kąpiel, w której przedawkowałam go dla lawendowego zapachu. Ten jest naprawdę kojący, obłędnie usypiający, relaksujący. Ale płyn wysusza na wiór. To przykład zdecydowanie nieidealnego produktu myjącego. W tym przypadku jest to wyjątkowo trudne do przełknięcia, bo bycie produktem dla dzieci sugerowałoby bezwzględne bezpieczeństwo i delikatność.

× Nivea, silk mousse, pianka do mycia

Konsystencja tej lekkiej pianki mnie bardzo zmęczyła. Produkt był nieskoncentrowany, a przez to koszmarnie niewydajny. Nie kupię ponownie, pomimo sentymentu do klasycznego zapachu Nivea. Pianka ta może być atrakcyjnym produktem dla dzieci.

× Palmolive płyn do kąpieli

Bardzo zły produkt, używany w nieskończoność bez grama przyjemności. Kupiony gdzieś na szybko w chwilach desperacji i pośpiechu.

Organique, Sugar Whip Peeling, peelingująca pianka myjąca

Dostałam w prezencie pod choinkę w 2017 roku. I hit! Uderza we wszystkie zmysły! Obłędny zapach świeżych soczystych owoców, niespotykana konsystencja (przypomina mi cukrową piankę z murzynków), przyjemność użytkowania nieoszacowanie wielka! Do tego polska produkcja, dobry skład, wygodne ładne opakowanie. Niestety mój zapach owocowego koktajlu jest już niedostępny, nie mogę go więc wpisać na listę poleceń. Ale rozbudził moją ochotę na zakupy w Organique i testy innych pianek do mycia ciała - zakładam, że moje zachwyty nie opadną.

Dove, mydło w kostce

Czasem przyjdzie mi ochota na zwykłą kostkę mydła, z reguły gdy zmęczę się używaniem nielubianych wymyślnych produktów. Dove - klasyczne, ulubione, delikatne, tanie, skuteczne. Czy mydło w kostce się poleca?..

Zdjęcie 9. Nawilżanie ciała

dsc_0505a-gourmand-1200

Nie lubię kremować ciała, nie mam tego zajęcia w swoich rytuałach. Co widać po powyższym zdjęciu zużytych przez rok balsamów. Chcę się nawrócić, bo mój wiek jest coraz bardziej wymagający, a na kondycji ciała mi jednak zaczęło zależeć.

Resibo, odżywczy balsam do ciała

Cudowny prezent pod choinkę w 2017 roku. Zużyłam z przyjemnością, myślę że do niego wrócę, gdy otwarte opakowania innych balasów w końcu znikną z moich szafek. Zapamiętałam go, bo nie był bezbarwnym, męczącym mnie mazidłem. Pięknie pachniał, nie zostawiał nieprzyjemnej warstwy, pomimo bardzo bogatej konsystencji. Ma doskonały naturalny skład, co zaczęło być dla mnie ważne. Fakt używania jakościowo dobrego produktu zawsze działa dobrze na moje nastawienie do pielęgnacji - chce mi się bardziej o siebie dbać, gdy czuję przyjemność używania. Może receptą na znielubione balsamowanie okaże się po prostu znalezienie idealnego balsamu?

Skin 79, Aloe Aqua Soothing Gel, nawilżający żel aloesowy

Od lat mój pielęgnacyjny ulubieniec. Zawarłam go w kategorii "cielesnej", bo jest uniwersalnym produktem, ale równie dobrze mogłam go podsumować z produktami do włosów, czy twarzy. Nie wierzę w produkty uniwersalne. To jest jedyny wyjątek. Używam go latem na spaloną słońcem skórę całego ciała, a nawet głowy. Używam go na włosy jako całonocną maskę. Używam go na twarz, gdy wysuszę ją jakąś kuracją. Używam na podrażnione po depilacji obszary ciała. Używam zimą na wysuszoną ogrzewaniem skórę całego ciała. Gdy go mam w łazience, to używam go lekką ręką na wszystko! Dla mnie jest więc bardzo niewydajny. Ale nie znam drugiego, tak uniwersalnego i skutecznego, głównie w sytuacjach podbramkowych, nawilżacza.

Zdjęcie 10. Antyperspiranty

marta_guzowska_denko_2018_recenzje_kosmetykow_3

Mam wrażenie, że używanie antyperspirantów, tamponów, płynów do higieny intymnej i kremów do stóp jest ciągle tematem lekkiego tabu. Dziś przełamuję tabu! Używam antyperspirantów. I wszystkich innych rzeczy wymienionych powyżej.

Z antyperspirantami mam problem. Chciałabym czuć się codziennie komfortowo nie pocąc się nadmiernie wśród ludzi, ale jednocześnie zaczynam stresować się solą aluminium w składach antyperspirantów. Nie chcę zachorować na raka piersi, chcę minimalizować kontakt z substancjami potencjalnie niebezpiecznymi.

W tym roku sporo czasu spędziłam w domu, a ten tryb pozwolił mi na częstsze sięganie zaledwie po dezodorant, czyli produkt bez soli aluminium (Nivea fresh natural). Był w porządku na niewymagające codzienne dni, ale wiem, że w sytuacjach stresowych, towarzyskich, biznesowych, czy podczas podróży by mnie nie zaspokoił. Zużyłam w tym roku tylko dwa opakowania rasowych antyperspirantów (Nivea stress protect i Dove invisible dry), a i tak czuję z tego powodu dyskomfort psychiczny. Czy ktoś mierzy się z podobnym rozdarciem pomiędzy złymi-działającymi-antyperspirantami, a bezpiecznymi-niechroniącymi-dezodorantami?..

Dlatego nie chcę polecać dziś żadnego z powyższych produktów, mimo że działały, bo mam z nimi problem, nie wiem jak będzie wyglądała naszą przyszłość.

Potrzebuję polecenia skutecznego produktu przeciw poceniu bez soli aluminium, bo czuję, że zaraz rozpocznę długotrwałą i trudną drogę testów.

ps × Ziaja bloker to niezużyty zaległy koszmarek z mojej szafki. Nie chcę mieć z nim nic wspólnego. Nie działa, podrażnia. Wyrzucam.

Zdjęcie 10. Pielęgnacja dłoni i stóp

dsc_0512a-gourmand-1000

L'Occitane, kremy do rąk

Kremy do rąk to moja duża pielęgnacyjna frajda, jeśli są dobrej jakości. Zły krem do rąk jest dla mnie prawdziwym koszmarem - tłuste, niewchłaniające się, parafinowe konsystencje irytują mnie, bo ograniczają wolność. Gdy po latach porażek znalazłam więc produkty idealne, nie chcę się już od nich odczepić. Kremy do rąk L'Occitane z masłem shea to mój wieloletni hit. Na zawsze! Wszystkie zapachy kocham. Te małe tubki noszę zawsze w torebce lub kieszeni, a wielką tubę trzymam na stoliku nocnym.

Evree, Instant help, krem ratunek dla rąk

Skuteczny, przyjemny, drogeryjny krem do rąk. Rzeczywiście - potrafi uratować duże przesuszenia dłoni. Pięknie pachnie mango. A ja mam słabość do mango.

Evree, Cannabis & Papaya, energizujący krem do rąk

Myślę, że to może być tańsza alternatywa L'Occitane dla młodszych, mniej wymagających konsumentów. Nawet tubkę ma tej samej ligi. To przyjemny codzienny produkt do torebki, bez spektakularnego działania. Zapach ma ładny, choć uważam, że internetowe zachwyty nad nim są mocno przesadzone. Dla mnie przeciętniak, nie ciągnie mnie do niego. Zdecydowanie wolę obie pozycje powyżej i to je chcę polecać.

× Bielenda Comfort+ Krem opatrunek

Wszystko, czego nie lubię w kremach do rąk. Zmęczył mnie sobą do granic możliwości. Zużyłam na stopy.

× Bielenda, skarpety eksfoliujące

W 2018 roku pierwszy raz używałam skarpetek złuszczających i jestem zachwycona tym rozwiązaniem. Miałam kilka par, najlepiej zadziałały na mnie pierwsze, chyba dlatego że... były pierwsze, a ja miałam najgorszy stan stóp. Efekt złuszczający po każdych kolejnych zabiegu był coraz mniejszy. Albo tak to działa, że stan skóry się poprawia, albo sięgałam przypadkowo po coraz gorsze produkty. Bo sięgałam losowo. Te z Bielendy były najgorsze - nie odpowiadało mi to, że samodzielnie musiałam je "złożyć" - to cienkie woreczki i buteleczka z płynem zapakowane oddzielne - płyn trzeba wlać w worek i założyć na stopę. Nieprzyjemne, niewygodne rozwiązanie.

Zdjęcie 11. Pielęgnacja jamy ustnej

img_8578-gourmand-1000

Past do zębów nie zachowywałam, bo ta kategoria wydała mi się bardzo nudna. Od tego roku planuję bardziej się na niej skupić, zacząć wybierać również te produkty świadomiej. Tymczasem prezentuję te, które się wyróżniły.

WhiteON, Enzyme White, pasta do zębów

Bezpieczna wybielająca pasta do zębów z enzymem z owoców ananasa. Nie uszkadza szkliwa, jest delikatna, ale czuć jej skuteczność. Nie pieni się za bardzo, ma ciekawą konsystencję. Dostępna w Rossmannie.

Niestety, produkty do zębów z drogerii raczej niczym nie zaskakują, a tej paście się to wyjątkowo udało, czuję innowację. Będę ją kupować.

× Colgate, Sensitive Sensifoam Whitening 

Najbardziej frustrująca pasta do zębów w historii mojego życia. Opakowanie mnie przerasta - strasznie się brudzi; zużyto na nie mnóstwo plastiku, aż mam z tym problem. No i piana - ta pasta się tylko pieni. Poza tym jest tak sensitive, że nawet nie myje zębów. Bardzo przestrzegam.

Marvis, Aquatic Mint

Moje odkrycie roku. Kultowa włoska pasta do zębów, nagradzana w rankingach za efekty czyszczące. Pakowana w piękne retro tubki. Nie zawiera fluoru. Dostępna chyba tylko w internecie. Choć na pojedyncze sztuki trafiam też w Tk Maxxie. Droga - mini opakowanie 25 ml kosztuje 12 zł. Ale obok WhiteOn to mój dotychczasowy hit i przełom w dziedzinie pielęgnacji jamy ustnej. Dostępna w szerokim wachlarzu smaków. Znam tylko miętowy, niebieski - jest doskonale intensywny, inny niż te, które znam z popularnych past. Nie pieni się mocno, co dla mnie jest plusem - przez kilka minut mogę w spokoju szczotkować zęby nie martwiąc się uduszeniem pianą.

Colgate z punktu wyżej to zupełny przeciwnik - kupa piany, zero właściwości czyszczących.

Listerine, Total Care i Smart Rinse - płyny do płukania jamy ustnej

Nie sądziłam, że będę polecać takie banały, ale naprawdę czuję różnicę, gdy szczotkowanie uzupełniam płukaniem specjalistycznymi płynami. Listerine Total Care to klasyk, bardzo intensywny, wypalający policzki od środki - bardzo lubię to uczucie bezkompromisowej czystości! A gdy mam ochotę na coś łagodniejszego, jestem przewrażliwiona na pielęgnację - sięgam po wariant dla dzieci, łagodnie cytrusowy w smaku. Ma też "inteligentną" funkcję zbijania usuniętych osadów w grupy, jak obrzydliwie to nie brzmi, co ma pokazywać dzieciom przy wypluwaniu, że płukanie buzi przynosi efekt - na mnie to działa, serio polecam.

Zdjęcie 12. Pozostałe

dsc_0548a-gourmand-1000

× Carmex, Balsamy ochronne do ust 

Przestałam je lubić. Kiedyś uwielbiałam efekt mrowienia na ustach, który dają. Ale od dłuższego czasu nie mogę znieść ich tłustej wazelinowej konsystencji. Nie zmiękczają suchych skórek, tylko je oblepiają, nie nawilżają, nie robią nic przyjemnego.

Lancome, La vie est belle, perfumy

Jedne z moich ulubionych perfum. Przez rok zużyłam 50ml. Jak pewnie wiele innych kobiet, bo to przecież bestsellerowy zapach. Chyba muszę pogodzić się z faktem, że jestem typowa ;-) Ale czuję się w nim tak dobrze i pewnie, że nie zamierzam z niego zrezygnować. Słodki, kobiecy, kwiatowo-owocowy, ale z charakterkiem. Używam cały rok, na wszystkie okazje.

Przeczytałam o nim właśnie: La Vie Est Belle reprezentuje wybór własnego życia, zgodnie z sobą, wolność wyboru swojej własnej drogi do szczęścia i tego, by nie pozwolić się skrępować oczekiwaniami społeczeństwa. Ach! To o mnie.

Podsumowanie - ulubione kosmetyki 2018 roku

Dla czytelności tego ogromnego materiału chcę wyszczególnić w formie listy produkty, które polecam spośród wszystkich wymienionych. Poniżej lista najlepszych kosmetyków, które zużyłam (a nie tylko używałam) w 2018 roku i chcę zarekomendować. To produkty, do których wracam regularnie lub będę wracać, które na mnie działają i sprawiają mi przyjemność.

ps O reszcie zużytych pozycji chcę szybko zapomnieć - recenzja kosmetyków słabych nie należy do przyjemności. Projekt wymagał zrecenzowanie wszystkiego, więc to zrobiłam. Nie wiem, czy w przyszłości będę chciała pisać o bublach - wolę polecać te dobre, niż krytykować złe. Ale wiem, że internet ceni szczere, nieprzebrane opinie. Sama nie wiem, dajcie znać, jaką formę wolicie.

Tymczasem - moje ulubione kosmetyki, spośród tych, które zużyłam w 2018 roku:

Oczyszczanie twarzy:

  • Garnier, Płyn micelarny 3w1 skóra wrażliwa (internet 19zł/400ml)
  • Tołpa dermo face, physio. Płyn micelarny do mycia twarzy i oczu (tolpa.pl 25zł/200ml)
  • Tołpa dermo face, rosacal. Żel micelarny do mycia twarzy i oczu (empik.com 24zł/150ml)
  • Tołpa green olis, matowienie. Orzeźwiający żel peelingujący do mycia twarzy (tolpa.pl 17zł/150ml)
  • Clinique, 7 day scrub cream (iperfumy 106zł/100ml)
  • Dermalogica, special cleansing gel (dermalogica.pl 140zł/250ml)

Tonizacja twarzy:

  • Dermalogica, multi-active toner (iperfumy 64zł/50ml)
  • Evree, Magic Rose, tonik różany do twarzy (Rossmann 15zł/200ml)
  • Make Me BIO, woda różana (internet 15zł/100ml)

Nawilżanie i specjalistyczna pielęgnacja twarzy:

  • Orientana, bio serum do twarzy, witamina c & morwa biała (internet 50zł/30ml)
  • Bielenda, Super Power Mezo Serum, Aktywne serum korygujące dzień i noc (internet 20zł/30ml)
  • L'Occitane, lekki kojący krem masło shea 5% (pl.loccitane.com 139zł/50ml)
  • Mizon, Nawilżanie, Żelowa maska do twarzy (Biedronka, 8zł)
  • La Roche-Posay, Anthelios XL, fluid z filtrem 50+ (internet 70zł/ml)

Makijaż:

  • Skin 79 Krem BB Super+ Orange SPF30+ (internet 22zł/7g)
  • Dermalogica, hydrablur primer (internet 250zł/22ml)
  • Maybelline, The Colossal Volum' Express 100% black (Zalando.pl 29zł)
  • Urban Decay, Eyshadow Primer Potion, kolor Eden (Sephora 105zł/10ml)
  • Clarins, Eclat Minute Pinceau Perfecteur, korektor rozświetlający, kolor 00 (Douglas 129zł/2ml)
  • Chanel, Le Dissolvant Douceur, zmywacz do paznokci z olejkiem arganowym (iperfumy 89zł)
  • Chanel, Rouge Coco Shine szminka nawilżająca (iperfumy 175zł)
  • Bobbi Brown, Nourishing Lip Color, kolor Blue Raspberry (Douglas 131zł)

Pielęgnacja włosów:

  • Kevin Murphy, Repair-Me.Rinse, regenerujący szampon i odżywka do włosów (internet 130zł/250ml)
  • Natura Siberica, organiczny rokitnikowy szampon nawilżający (internet 20zł/400ml)
  • Gliss Kur, Odżywka w sprayu (internet 12zł/200ml)
  • Head&Shoulders, szampon classic clean I 2w1 szampon z odżywką menthol (internet 15zł/400ml)
  • Delia, Cameleo, suchy szampon (internet 11zl/200ml)

Mycie ciała:

  • Yope, naturalne mydła w płynie do rąk (internet 12zł/500ml)
  • Dove, deeply nourishing, odżywczy żel pod prysznic (internet 12zł/500ml)

Nawilżanie ciała:

  • Resibo, odżywczy balsam do ciała (resibo.pl 59zł/200ml)
  • Skin 79, Aloe Aqua Soothing Gel, nawilżający żel aloesowy (internet 40zł/300g)

Pielęgnacja dłoni i stóp:

  • L'Occitane, kremy do rąk (iperfumy 39zł/30ml)
  • Evree, Instant help, krem ratunek dla rąk (internet 7zł/75ml)

Pielęgnacja jamy ustnej:

  • WhiteON, Enzyme White, pasta do zębów (Rossmann 18zł/75ml)
  • Marvis Aquatic Mint, pasta do zębów (12zł/25ml)
  • Listerine Total Care i 39. Smart Rinse - płyny do płukania jamy ustnej (iperfumy 10zł/250ml)

Perfumy:

  • Lancome, La vie est belle (iperfumy 259zł/50ml)

Wybór sklepów jest przypadkowy, chciałam tylko zobrazować rząd wielkości cen. Choć podświadomie wyszczególniałam swoje ulubione sklepy. Żadnych współprac nie ma w tym poście.

img_8581-gourmand-1000

Ten projekt sprawił mi przyjemność. Chętnie go realizowałam. I dziś, gdy tym postem go zamykam, czuję satysfakcję. Włożyłam w niego wysiłek, dokonałam analizy i wyciągnęłam wnioski, a to może prowadzić tylko do zmian na lepsze.

Plusy i minusy - podsumowanie Projektu Denko:

  1. Kompleksowe porządki to wielki plus! Zużyłam większość zalegających w szafkach i frustrujących mnie otwartych kosmetyków. Niestety przez rok nie zdążyłam zużyć wszystkiego. Będę kończyć w bieżącym roku.
  2. Zakupowy detoks przełożył się na pewno na oszczędność czasu i pieniędzy. Trudno mi to zmierzyć, ale ciężko to podważyć. Czuję, ile frajdy dają mi zakupy produktów przemyślanych - naprawdę potrzebnych i dobrej jakości.
  3. Stworzyłam listę kosmetycznych marzeń - potrzeb i pragnień. Zrobiłam miejsce (w przenośni i dosłownie) na rzeczy, które są dla mnie ważne i przyjemne. Utwierdziłam się po raz kolejny w przekonaniu, że jakość daje mi dużo więcej niż ilość. Przestaję godzić się na przypadkowość. To oczywiście cechy mojego ulubionego minimalizmu, ale w temacie kosmetycznym jeszcze je zaniedbywałam.
  4. Polubiłam kosmetyki. Odkryłam, jak dużą frajdą jest dla mnie personalizowanie pielęgnacji i makijażu. Niektóre czynności pielęgnacyjne nie sprawiały mi dotychczas przyjemności, bo po prostu miałam koszmarne kosmetyki do tego celu. Wcześniej kupowałam je z przyzwyczajenia, nie szukałam nowocześniejszych alternatyw, nie czytałam recenzji, nie interesowałam się pielęgnacją ani makijażem. Zaczęło mi przeszkadzać, że jestem kosmetyczną ignorantką. Więc to zmieniłam. W tym roku uczyniłam nawet mycie zębów fajniejszym, wprowadziłam nowe kroki do pielęgnacji - tonizowanie twarzy, używanie serum, dbanie o stopy. Bo zaczęło mi się chcieć.
  5. Odkryłam, przetestowałam i polubiłam (w większości) kosmetyki ekologiczne.img_8582
  6. Zaobserwowałam, jak wielkim problemem jest jednostkowa produkcja śmieci! Gdy regularnie wyrzuca się opakowania do kosza nie mamy takiego uderzającego obrazu. Moje opakowania ledwie zmieściły się w 35-litrowym worku na śmieci. Na pewno Was też udarzyło, jak mogłam zużyć tyle kosmetyków - 100 sztuk przez 365 dni. To daje sztukę wyrzucaną co 3-4 dni. A uwierzcie - byłam bardzo powściągliwa. Jestem świadoma problemu i chcę być ekologicznie tylko lepsza.
  7. Zaledwie 50% zużytych produktów mam ochotę polecić i kupić ponownie. To obraz, jak marnych przypadkowych wyborów zakupowych dokonywałam, albo jak marne produkuje się i sprzedaje kosmetyki. Chcę zmienić te procenty, dlatego zależy mi na bardziej świadomej, mniej stratnej konsumpcji.
  8. Poza ważnymi wnioskami, projekt miał też minus. Stan mojej cery się nie poprawił, a może nawet pogorszył przez trwanie przy kiepskich produktach, ich częste rotacje, brak długotrwałego rytuału. Skupiona byłam przez większość czasu na zużywaniu i oszczędzaniu zasobów, nie na optymalnej pielęgnacji. Coś zyskałam, coś straciłam.
  9. Jestem z siebie dumna, bo zrealizowałam prosty, ale wymagający, długodystansowy projekt. Napisałam najdłuższy tekst w historii bloga.
  10. Mam ochotę robić kolejne "Projekty Denko - recenzja kosmetyków", ale myślę o częstszych cyklach. Głównie dlatego, że uciążliwie żyje się z 35 litrami śmieci w małej łazience przez rok...

Dziękuję za cierpliwość, właśnie przeczytałeś 7600 słów. Będę wdzięczna za komentarz z opinią do którejkolwiek części postu, jeśli udało mi się coś w Tobie poruszyć.