Food book #1 Co zjadam w ciągu tygodnia

Zrobiłam kolejny eksperyment. Może nie tak spektakularny jak denko 2018 (roczne zbieranie pustych opakowań po kosmetykach), ale dla mnie równie pomocny. Wszystko po to, żeby dalej budować siebie, jako świadomego człowieka.

Przez ostatni tydzień robiłam zdjęcia swoich wszystkich posiłków. Bynajmniej nie dlatego, że jem codziennie piękne i wyrafinowane dania. Mam kilka jedzeniowych kompleksów, z którymi chcę się zmierzyć. A przez narzucone wyzwanie potrafię do siebie efektywniej dotrzeć. Podejmuję się zmiany, ale w formie, która do mnie pasuje. Kręcą mnie zdjęcia, więc ważny jedzeniowy projekt przemyciłam pod niewinnym wyzwaniem fotograficznym.

Zaczęłam interesować się jedzeniem. Trwa to długie miesiące, ale ciągle nie wdrażam w życie wiedzy, którą ciągle zdobywam. To banał, ale chcę jeść zdrowiej, świadomiej, zrzucić 5 kg, jeść mniej cukru, pić dużo wody, nauczyć się jeść warzywa. Takie podstawowe jedzeniowe tematy, o których raz na jakiś czas myślą ludzie. A niestety przez edukację, wychowanie, kulturę i tempo życia w większości nie potrafimy się w nich odnaleźć. Ja nie potrafię.

Jestem takim typem, który musi odhaczać postępy (nieodhaczone = niezrobione). Jak ćwiczę - zapisuję to w tabeli, ilość wypijanej codziennie wody zapisuję w aplikacji, w kalendarzu zapisuję zadania do zrobienia po to, żeby móc je wykreślać po zrobieniu. Tylko w ten sposób widzę przed sobą jednoznaczne wyniki, coś fizycznego, z czego mogę być dumna. To mnie motywuje.

Podejmując fotograficzno-jedzeniowe wyzwanie chcę w efekcie:

  • nie podjadać między posiłkami,
  • nauczyć się konstruować wartościowe porcje jedzenia - sprawdzam ich wielkość, kaloryczność i zasobność makroskładników, żeby mieć pojęcie, ile zjadam - nigdy mnie tego nie nauczono,
  • schudnąć (pół kilograma/tydzień), bo założyłam sobie lekki deficyt kaloryczny (1400 kcal/dobę),
  • sięgać częściej po telefon, żeby zrobić zdjęcie - bardzo lubię zdjęcia, a za mało ich robię,
  • ćwiczyć systematyczność i kończenie zadań, których się podejmuję.

Poniżej przedstawiam efekty z ostatniego tygodnia - zdjęcia każdego zjedzonego posiłku wraz z notatką spisywaną na gorąco. Zachowywałam się naturalnie, nie robiłam specjalnych zakupów, ani nie gotowałam w sposób pokazowy, jadłam to, co zwykle jadam kontrolując wielkość porcji, ilość warzyw i cukru. Uważam, że tylko ten mało inwazyjny sposób może mi pomóc w poprawie sposobu odżywiania, kontrolowaniu wagi i samopoczucia. Każda restrykcja, którą narzuca na mnie ktoś lub ja sama działa na mnie jak płachta na byka. Znam się, wiem, że żadna radykalna dieta nie jest dla mnie.

Projekt planuję pociągnąć do miesiąca. Wnioski z tego etapu (pierwszy tydzień) spisałam na końcu.

 

1) 19.03.2019 - wtorek - 1436 kcal

  • 8:57 Śniadanie 246 kcal

Chleb w jajku z warzywami (nie śmiem nazwać tego tostem francuskim)

W składzie - ostatnia kromka zaschniętego ciemnego chleba, ostatnie jajko, lekko przeterminowany szpinak, przedojrzaly pomidor. Tosta posypałam solą kala manak - dla mikroelementów. Dania z jajkiem to jedyne miejsce, w którym jestem w stanie jej używać - za bardzo śmierdzi jajkami, żeby moc nią posypać coś innego. Śniadanie z resztek. Bez przyjemności, z rozsądku. Dobre dla ciała, dobre dla portfela, dobre dla planety - bez marnowania. Męczyłam się, ale po wszystkim czuję, że zjadłam wartościowy posiłek.  Zmusiłam się, trochę w ramach pokuty za wczorajszą wieczorną pizzę w łóżku.

  • 11:59 Drugie śniadanie 173 kcal

Sałatka owocowa 

Świeże owoce (kiwi, pół banana, garść mrożonych malin) z łyżką chudego mielonego twarogu i wiórkami kokosowymi w ramach posypki. Myślę, że zdecydowanie smaczniejsze byłoby użycie mascarpone zamiast twarogu i cukrowej kolorowej posypki.

 

  • 14:36 Lunch 440 kcal 

Przystawki po francusku

Spełniłam marzenie o francuskim rogaliku z wytrawnymi dodatkami - brie, szynka prosciutto, orzechy, żurawina, rukola. Im jestem starsza tym bardziej fascynują mnie takie słodko-wytrawne połączenia smaków. Nie daj boze, zaraz zacznę jeść pizzę z ananasem.

15:03 cały dzień jestem na lekkim jedzeniowym niedosycie. Gdybym nie zaczęła prowadzić tego skrupulatnego fotograficznego dziennika pozeralabym dwukrotnie większe porcje i bez przerwy zaglądała do lodowki. Nigdy nie wyznaczałam sobie godzin posiłków. Jadłam, jak mi się zachciało, czyli ciagle. Samo liczenie kalorii nie robi na mnie większego wrażenia, przekraczanie dziennej dawki kcal powoduje dyskomfort, owszem, ale bynajmniej nie jest przeszkodą przed jedzeniem. 

 

  • 17:02 Obiad 550 kcal

Makaron z pesto

Makaron pełnoziarnisty z kupionym pesto czerwonym, szpinakiem, parmezanem, rukolą. Pesto bez smaku, przez co wrażenia z obiadu mam raczej średnie. Najedzona z niedosytem.

  • 19:01 Przekąska 27 kcal

Kostka gorzkiej czekolady

Zawsze, gdy o 17:00 próbuję zjeść ostatni posiłek, dopada mnie wieczorem wielka ochota na jedzenie. Dziś już zużyłam limit przewidzianych kalorii i mogłam pozwolić sobie na coś naprawdę małego. Ale ta kosteczka uratowała mój spadek energii i nastroju.

21:21 Nie mogę doczekać się jutrzejszych zdjęć! 

 

#2 - 20.03.2019 - środa - 1383 kcal

  • 9:36 i 11:30 Śniadanie i drugie śniadanie 711 kcal

Naleśniki z masłem orzechowym, bananem, chudym twarogiem, malinami, miodem

Do ciasta dodałam łyżkę mąki kokosowej, wydaje mi się, ze było przez to treściwsze; naleśniki usmażyłam na oleju kokosowym. Nie dałam rady zjeść wszystkich trzech na raz. Dojadlam 1/3 dania na drugie śniadanie.

  • 15:35 Lunch 163 kcal

Kanapka z awokado 🥑

Naleśniki utrzymały długo moją sytość i dopiero zaawansowanym popołudniem sięgnęlam po kanapkę. Zużyłam stare potłuczone awokado - po wykrojeniu ciemnych uszkodzeń została mi 1/4 owocu. Awokado z promocji w Biedronce okazało się słabą inwestycją. Ale za to jestem dumna, ze znalazłam porządny zytni razowy chleb w Aldi.

 

  • 17:30 Podwieczorek 370 kcal

Ciasto marchewkowe 🥕

Podwieczorek brzmi trochę staroświecko (dziadziuś często prosił babcie żeby zrobiła mu podwieczorek, kolacji nie jadali), ale inne określenie nie pasuje mi na ten posiłek. Na kolacje jest za wcześnie, na obiad ciasto nie pasuje, na przekąskę porcja jest za duża. 

Jestem dumna z tego, jak pyszne mi wyszło. Nie robiłam go ze dwa lata, a mogę stwierdzić, ze jest najlepsze w mojej ciastowo-marchewkowej historii. Jest wilgotne, ciężkie, sprężyste.

Myśle, ze miały na to wpływ trzy udoskonalenia - gliniane naczynie do pieczenia, namoczone wcześniej bakalie, dodanie tartego jabłka i gruszki. Chyba pora zaktualizować stary przepis na blogu.

Chyba się starzeję... Kiedyś potrzebowałam instrukcji co do grama i minuty, zeby ugotować cokolwiek. A dziś zaczynam przypominać własną babcię - składniki odmierzam na oko, wykorzystuję jakieś zapamiętane triki, piekę aż będzie upieczone... Nie wiem, czy będę umiała opisać komukolwiek ten przepis, żeby nie wyjść na babcię z mema →

 

  • 19:43 Kolacja 151 kcal

Kasza z passatą i fasolą

Mogłabym już nie jeść kolacji, bo nie czuję się bardzo głodna, ale boję się, że zgłodnieję później i rzucę się na coś nieprzyzwoitego. Więc za wczasu zjem przyzwoicie. Ach! Żebym częściej mogła poszczycić się takim rozsądkiem! 

Stwierdzam, ze posiadanie ugotowanej kaszy w lodowce ratuje tyłek, gdy chce się jeść zdrowo, a nie lubi się gotować. 

20:34 Znów nie mogę się doczekać jutrzejszego fotografowania i tego, co wymyślę, żeby było w miarę ładnie i wartościowo.

 

#3 - 21.03.2019 - czwartek - 1396 kcal

  • 8:45 Śniadanie 254 kcal

Owsianka

Płatki owsiane na mleku - danie niewymagające komentarza. Bardzo lubię ten najprostszy klasyczny wariant bez żadnych dodatków. Może to dziwić - szara owsianka nie ma najlepszego pr.

  • 10:00 II śniadanie 142 kcal

Owoce: pół banana, pół grapefruita, kiwi. Takie sałatki kocham najbardziej!

  • 13:06 Lunch 416 kcal

Rukola, szynka prosciutto, wczorajsza kasza z passatą i fasolą, humus, surowa papryka, parmezan, czyli zbieranina przypadkowego jedzenia z lodowki, nie wnosząca żadnej przyjemności w moje życie. Posiłek z rozsądku - ciepły, sycący, zbilansowany. Zdecydowanie lepiej wyglądał na talerzu niż smakował.

 

  • 13:30 Deser 180 kcal

Musiałam zjeść deser po takim mało przyjemnym obiedzie, który nazwałam lunchem, żeby obiadem moc nazwać posiłek, który będę jeść dopiero popołudniu ;)

Pyszne, ciągle świeże i wilgotne ciasto marchewkowe z wczoraj - rzadko tak mi smakują potrawy, które robię sama.

W porę się opamiętałam i zjadłam tylko pół kawałka! Brawa 👏🏻

  • 18:59 Obiadokolacja 405 kcal

Ryz z jabłkami.

Z dokładką.

 

#4 - 22.03.2019 - piątek - 1414 kcal 

  • 9:37 Śniadanie 462 kcal

Resztka ryżu na mleku z wczoraj, tarte jabłko, świeże owoce, wszystko posypane cynamonem. Bardzo satysfakcjonujące danie! Jestem fanką słodkich śniadań, zdecydowanie.

I kanapka żytnia z masłem, serem pleśniowym, ogórkiem, rukolą. 

  • 13:14 II śniadanie 309 kcal

Chleb z masłem orzechowym. Jem dziś truskawki po raz pierwszy w tym roku 🍓

 

  • 18:13 Obiadokolacja 542 kcal

Makaron w sosie serowym 

Farfalle w sosie z sera lazur, śmietany, cebuli, czosnku, szpinaku, podawany z chipsami z szynki prosciutto i świeżymi warzywami. Inspiracja na chipsy z szynki chwilę wcześniej podpatrzona u Jakóbiaka w tv. Reszta to improwizacja na podstawie zasobów lodówki. 

Pycha! Białe śmietankowe sosy do makaronu są zdecydowanie moimi ulubionymi. To ulubiony obiad minionego tygodnia, z tych zrobionych samodzielnie.

18:47 zjadłabym deserek, ale już prawie wyczerpałam limit kalorii na dziś. Czuję niedosyt po obiedzie. 

  • 18:58 Przekąska 101 kcal

Sałatka owocowa 

Tych stu kilokalorii brakowało mi do uczucia sytości. Dobrze zakończony dzień, czuję się usatysfakcjonowana. Suma kalorii znów w założonej normie. Tylko z ilością tłuszczu nieco się znów nie wyrobiłam.

 

#5 - 23.09.2018 - sobota - 1599 kcal

Dzień rozpusty! I przekraczania kalorii. A zaczęło się od niewinnego śniadanka.

 

  • 9:48 Śniadanie 222 kcal

Pół jabłka i pół kromki ciasta marchewkowego

 

  • 10:42 II śniadanie w trasie 592 kcal

McDonalds - tost, placek ziemniaczany, makaronik, cappuccino 

 

  • 16:47 Obiad 784 kcal

Włoska pizza z pieca - L’Antico Forno (Toruń) - pyszna!

Mała margherita (20cm) i średnia marinara (32cm) - obie na pół.

 

#6 - 24.03.2019 - niedziela - 2169 kcal

Kolejny dzień z przesadzonymi kaloriami. Tym razem wszystkiemu winna jest Babcia.

 

  • 9:47 Śniadanie 254 kcal

Kupne płatki z mlekiem.

 

  • od 13:00 do 15:10 Obiad i deser u Babci 390 + 1144 + 218 kcal

Obiad u Babci - rosół, placki ziemniaczane i orzechowiec 

Nie mam pojecia, ile zjadłam kalorii, ale wiem, że mnóstwo. Trochę jestem przerażona. Mój brzuch przy tym wcale nie czuje się przejedzony. Mogłabym zjeść dwa razy tyle. Przyswoiłam ponad 1700 kcal na jednym posiedzeniu, a ilość pożywienia w brzuchu wcale nie robi na mnie wrażenia. Naprawdę nie wiem, co placki ziemniaczane mają w sobie, ze mogę je jeść w każdej ilości. Dzisiejszy dzień może posiadać spore niedoszacowanie, ale trudno. Nie umiem za bardzo liczyc kalorii w babcinych posiłkach. Nie codziennie jestem u Babci i niecodziennie spełniają się moje jedzeniowe zachcianki. Chcę odpuścić rozsądek. Od jutra wracam do grzecznej jedzeniowej gry.

 

  • 18:30 Kolacja 163 kcal

Surówka z jabłka i marchewki 

Ulubiona, od babci, jedzona z łakomstwa. Zdjęcie paskudne, ale totalnie oddające chwilę.

 

#7 - 25.03.2019 - poniedziałek - 1388 kcal

Dojadam zapasy z lodówki po weekendzie.

Najbliższy tydzień spędzam sama w Toruniu i przyrządzam jedzenie tylko dla siebie. Pozytywem tej sytuacji jest fakt, że sama się lepiej dyscyplinuję. Nie jem nic dla towarzystwa, ani z zazdrości. Mniej się staram, mniej gotuję, więc posiłki w najbliższych dniach będą prostsze.

 

  • 10:06 Śniadanie 418 kcal

Sok i płatki z mlekiem

Drugi dzień z rzędu na śniadanie jem płatki Fitness. Miałam ochotę je kupić i zjeść, pomimo świadomości, że zawierają cukier (14%). Uważam, że nie jest to najgorsza możliwa płatkowa pozycja na rynku. Oczywiście nie jest też najlepsza. Ale gdybym rzuciła się od razu na stuprocentowo zoptymalizowane posiłki, to szybko bym poległa z tęsknoty za cukrem.

Do tego świeży sok grejpfrutowy. A jeśli już piję sok, to Marwit. 

 

  • 13:37 Obiad 490 kcal

Sałatka z rukoli z gruszką, serem brie, niebieskim serem pleśniowym, orzechami, grzankami, łyżeczką oliwy. Ulubiona!

  • 13:41 Deser 174 kcal

Żelki

Uzależnienie od cukru nie daje za wygraną. Przegrałam z nim, bo w domu miałam paczkę żelek. Niepotrzebnie. Plusem jest to, że zjadłam pół opakowania, nie całe. Kiedyś mi się to nie zdarzało. Widzę w sobie dobrą zmianę.

 

  • 17:23 Podwieczorek 209 kcal

Kasza z humusem

Gotowiec z Biedronki. Naprawdę niezły. Znów jestem z siebie dumna, bo zjadłam pół opakowania, nie całe. Zaczynam zauważać, że jedzenia nie trzeba pochłaniać na opakowania, żeby się najeść.

  • 18:48 Przekąska 96 kcal

Jabłko z cynamonem

Jednak muszę zjeść coś na kolację, choćby małego - nie udaje mi się zjeść ostatniego posiłku o 17 - za bardzo lubię jeść.

Założona zredukowana suma kalorii na poniedziałek zrealizowana bez zarzutu.

 

Wnioski po tygodniu wyzwania jedzeniowo-fotograficznego:

  • Nie podjadam między posiłkami! Wcale, nic, zero! Grzecznie czekam na kolejne posiłki, które średnio wypadają co 3 h. To prawdziwy przełom, pierwszy taki tydzień w moim życiu - nie przesadzam.
  • Po analizie makroskładników - jem za mało białka i za dużo tłuszczu - za mało kurczaka, za dużo sera.
  • Tłuste i słodkie jedzenie pozwala zjeść bardzo dużo kalorii bez uczucia sytości (patrz: pizza, Mc, placki ziemniaczane, ciasto) - a ja za często ulegam tej podstępnej grupie. Dwa fastfoodowe dni na tydzień to za dużo.
  • Nie mogę mieć słodyczy w domu - mam z nimi trudną relację. Jak są, to je jem, a nie chcę. Po co się obciążać? Lepiej ich nie kupować.
  • Jak mi na czymś zależy i sprawia mi to przyjemność - nie mam problemu z samodyscypliną. Mówię o ciekawym dla mnie fotograficznym wyzwaniu. Prosta a jakże efektywna koncepcja - jestem z siebie dumna.
  • Dobrze się czuję po zdrowym jedzeniu. A lekkie cięcie zapotrzebowania kalorycznego nie jest dla mnie trudne. Czuję satysfakcję, bo widzę efekty.
  • Ciężko jest mi rozdzielić podróż od wizyty w McDonald's.
  • Niezdrowe jedzenie u babci spożywane okazjonalnie smakuje bardziej. Warto się zdyscyplinować na co dzień i zostawić sobie obżarstwo na specjalnie okazje.
  • Można jeść wszystko, ale w małych ilościach, w granicach założonego zapotrzebowania kalorycznego i chudnąć - to dla mnie super odkrycie.
  • Muszę jeść rzeczy, które lubię - nie jestem typem, który może komponować posiłki z rozsądku. Za bardzo kocham jedzenie.
  • Moje ulubione posiłki tygodnia: zapiekany ryż z jabłkami, sałatki owocowe, makaron w sosie śmietanowym, obiad u babci, włoska pizza, ciasto marchewkowe.

Jestem ciekawa, czy narobiłam Wam ochoty na jakieś danie? ;-)