Idealny nie równa się nierealny. Komentarz do Bloga roku 2014

Przeglądałam wczoraj wiadomości, artykuły i wpisy dotyczące gali Blog Roku 2014. Nie żebym musiała być na bieżąco z modnymi wydarzeniami - po prostu kwestie dotyczące blogowej sfery dołączyły do mojej palety zainteresowań i im nie odpuszczam. Dokładniejsze info znajdziecie w artykule tutaj. Zapoznałam się z kilkoma wyróżnionymi blogami i ich właścicielami. Wiem, że to zabrzmiało jakbym zaczęła relacjonować wystawę psów, ale trochę mi się tak skojarzyło... Wszak taki bloger wystawia na ocenę publiczną efekty swojej czasochłonnej pracy, stawia czoła otrzepywanemu na siebie błotu i na końcu ktoś mu mówi, że ten cały blog to próżność i mało ambitny pomysł na życie. Nie hoduję psów. Ale wziętym blogerem będę.

Wracając do gali - przyznaję, że poza moją ulubioną Matką Polką Ferreirą (blog tutaj), nie kojarzyłam żadnego z docenionych nazwisk. Przy dwóch nieznanych mi adresach zatrzymałam się jednak na dłużej - oba zdeterminowały mi w głowie liczne tematy do przemyśleń. Przy czym, jeden z nich okazał się skrajnie w moim guście, drugi wręcz przeciwnie - głoszone w nim spostrzeżenia kompletnie nie zagrały z moją mentalnością.

Ukłon podziwu przekazuję w stronę Volanta - laureata nagrody za najlepszy blog lifestylowy (blog tutaj) - za kolejny strzał motywacyjny, który trafił we mnie wprost zza monitora. To dopiero druga blogowa osobowość, zaraz po Kominku (blog tutaj), która swoimi tekstami silnie pobudziła moje neurony do pracy, który namacalnie udowodnił, że można wszystko, i której poglądy na sens życia są spójne z głoszonymi przeze mnie. Moje szczegółowo jeszcze zdążycie poznać.

Za to Krótki poradnik jak ogarnąć życie wzbudził we mnie dziwną reakcję. Dziwną, skłaniającą się jednak bliżej negatywnej. Pierwszy kontakt, odbiór samej nazwy, pozytywna ocena stylu pisania, w końcu pierwsze przeczytane posty - spowodowały, że przybiłam Justynie wirtualną piątkę, puściłam oczko i pomyślałam, że jesteśmy podobne. Jednak im więcej czytałam, im lepiej ją poznawałam, tym bardziej się od siebie oddalałyśmy. Zbuntowałam się przy jednym z najświeższych wpisów Bez kitu, powiedziałam nie! i wiedziałam, że się nie zaprzyjaźnimy. Zainspirowała mnie jednak na tyle, żeby odnieść się bezpośrednio do poruszonego przez Nią wątku.

Justyna bardzo broni się przed złudzeniami. Uważa, że rzeczywistość jest w internecie kreowana w niewłaściwy sposób, że obrazowanie świata w sposób ładny - jest sztuczny. Zarzuca skupianie się na idealizowaniu, zamiast przedstawianiu realiów. Ma dużo racji w spostrzeżeniach na temat fanpage'y, blogów i instagramowych profili. Robienie sobie zdjęć z wessanymi policzkami, pod przedziwnymi kątami, co może wyglądać jak efekt urazu ortopedycznego, po to żeby znaleźć najlepszy punkt twarzy - jest żenujące. Wszelka manipulacja wizerunkiem, choćby przez skrajny retusz, nie jest tym, z czym się identyfikuję. Nie lubię tego, a czasem mam wrażenie, że takie zjawisko stanowi większość w internecie. To faktycznie może trochę zachwiać wiarę w ludzkość. Ale pomijając skrajności - cała masa ładnych rzeczy nie może być oceniona jako sztuczna i nierealna, tylko dlatego, że jest ładna! To, że ktoś poświęci swój czas i zaaranżuje sobie wystawną kolację, którą się pochwali na zdjęciach, że kupi sobie świeże kwiaty do domu, że stać go na buty z czerwoną podeszwą, że ma zawsze posprzątane w sypialni - nie musi oznaczać, że jest mistrzem pozorów. Nie możemy negatywnie oceniać tych, którzy mają lepiej i z góry szukać w nich podstępu. Nie musi to też oznaczać, że w głębi duszy są nieszczęśliwi, bo przecież wszystko co materialne jest powierzchowne. Nie wpadajmy w paranoję! Podziwiam ludzi, którym chce się rano zrobić piękną i zdrową sałatkę owocową, zazdroszczę tym, którzy mają rękę do dbania o kwiaty, z zamiłowaniem przeglądam nowe aranżacje mieszkań, czy płaskie brzuszki modelek. Jeśli potraktujemy to jako inspiracje, źródła motywacji - unikniemy negatywnej zazdrości, czy dołującego poczucia własnej beznadziei.  To, że ktoś dba o wizerunek, kreuje go najlepiej jak umie i wychodzi mu to z sukcesem - powinno być zielonym światełkiem dla nas, że da się to zdobyć. Ale jeśli nam się nie chce - to łatwiej wysnuć opinię, że prawdziwe życie jest inne. Że prawda jest brutalna, że życie boli. A już na pewno nie można mieć tego, o czym się marzy. Że nie da się rano wypić powolnej i ładnie podanej kawy, że jedzenie w łóżku nie może wyglądać estetycznie, a poza tym to jest niewygodnie i ja bym nawet nie chciała! To, że twoja rzeczywistość wygląda inaczej niż blogerek podróżujących w jednym tygodniu między Mediolanem a Nowym Jorkiem - nie oznacza, że twoja jest bardziej realna i wartościowa. Oczywiście - zdecydowanie więcej jest jednostek przeciętnych, które z góry założą, że Nowy Jork jest poza ich zasięgiem, które będą siedzieć nad rosołem i pisać, że im z tym dobrze. I wierzę, że może być im dobrze. Nie oceniam wyborów, każdy ma to, co chce. Póki co - też mam w lodówce jogurt, chrzan i dżem od babci, na środku pokoju stoi suszarka ze skarpetkami, a ja potykam się o matę do ćwiczeń leżącą na ziemi, bo miałam ćwiczyć. Od poniedziałku. Rok temu. Ale nie opowiadam bzdur, że mi z tym dobrze, że takie są realia i nie ma co wierzyć w lepszy świat. Nie wrzucam na instagram zdjęć starych butów i bałaganu w torebce, bo nic to nie wniesie. Zdjęcie ładnie zastawionego stołu pewnie nie oceli świata, ale zdjęcie bałaganu pod nim również tego nie zrobi... Wolę wyciągnąć z szafy nowe, oszczędzane szpilki i postawić je sobie na widoku, żeby cieszyły oko; otaczać się ładnymi rzeczami, tworzyć ładne kadry, szukać drobiazgów, które cieszą i inspirują, niż pogrążać się w całokształcie szarości i bylejakości. Nie godzę się z sytuacją zastaną i trwającą, wolę zbudować sobie tą wymarzoną i uznaną za perfekcyjną. Wierzę w sukces i małymi kroczkami staram się do niego zbliżać (czasem muszę postawić dwa kroki do tyłu, ale kwestia nauki na błędach otwiera już inny wątek). Tymczasem kupuję sobie często żonkile, bo niosą za sobą powiew wiosny na stole. A wiosna jest zawsze optymistyczna i wróży zmiany na lepsze. Poza tym ładnie wychodzą na zdjęciach. Zlinczujcie mnie teraz za powierzchowność.