Książki przeczytane w maju 2019

Istnieje zaburzenie objawiające się obsesyjnym kupowaniem i kolekcjonowaniem książek, niekoniecznie zakończone ich czytaniem. To bibliomania, w japońskim - tsundoku. Czasem wydaje mi się, że to mam.

Kupienie książki przynosi ulgę. Co chwilę pojawia się na rynku pozycja idealna dla mnie, którą muszę mieć. Natychmiast, jakby świat się kończył. Tę ulgę fajnie jest poczuć nawet kilka razy w miesiącu. Książki są przecież sexy, pokazywanie, że się czyta wzbudza dobre emocje, można nimi bezkarnie szpanować. Posiadanie książek w wskazuje przecież na oczytanie, co w społeczeństwie jest aprobowane. Dom, w którym książki, jest domem inteligenckim. Dlatego na fali dobrego pijaru książek, łatwo wpaść w pułapkę i przesadzić z ich zapasem. Który nagle okazuje się nieproporcjonalnie duży do czasu na czytanie. Niestety, to o mnie. Mam kolekcję książek, które... mam. Nieprzeczytane, które kiedyś poruszyły moje serce, które dostarczyły mi miłej adrenaliny, na czym ich rola się skończyła.

Chcę z tego wyjść. Wrócić do swoich starych dobrych statystyk czytelniczych. Wpisywać książki na listę "przeczytane", a nie "kupione".

Przede mną przeprowadzka - to właściwy moment na weryfikację i sortowanie dobytku, w tym książek. Presja czasu, przestrzeni, dźwigania i transportu kartonów z papierem jest wstrząsająca.

Podejmuję więc wyzwanie czytania i recenzowania. Zobowiązanie do recenzji mnie motywuje. Będę Wam opowiadać, co przeczytałam. W blokach miesięcznych, bo dłuższe projekty mi wychodzą. Chcę "zużyć" zapasy książek, zostawić sobie najważniejsze pozycje, reszty się pozbyć, robiąc uczciwe miejsce nowościom w przyszłości. O nowości nie trudno.

Dziś pierwszy post serii. Pięć książek, które przeczytałam jako ostatnie, w maju. Mam nadzieję, że nie pogłębię w nikim tsundoku.

 

#1

Helga Flatland, Współczesna rodzina

To jedna z tych książek, której sama bym nie kupiła. Nie przekonuje mnie opis okładkowy, nie przekonuje mnie okładka, gatunek nie jest ulubionym. Książkę dostałam i tylko dzięki temu ją przeczytałam. Cieszę się, bo dobrze mi zrobiła. Przeczytałam ją w jeden dzień - ten rodzaj zaangażowania to u mnie najlepsza ocena. Zmartwiła mnie jednak nagła świadomość, że może omijać mnie dużo fajnych tytułów, tylko dlatego, że ich marketing nie jest widowiskowy albo uprzedziłam się do gatunku. Życie w hermetycznym świecie personalizowania treści ogranicza mi horyzont!

W książce opisana jest zwykły wycinek historii zwyczajnej rodziny. Codzienność lekko zaburza duże zdarzenie rodzinne, ale niespecjalnie zmienia ono bieg akcji, a staje się pretekstem do pogłębienia portretów psychologicznych bohaterów - trojga dorosłego rodzeństwa. Okazuje się, że ich spojrzenie na te same tematy mają zupełnie inne kąty - książka to konfrontacja tych perspektyw. W każdej z trzech głów kłębią się inne myśli, kształtowane różnymi mechanizmami. Myślę, że każdy znajdzie cząstkę siebie w którejś z postaci. A wtedy odetchnie ciężko, jakby ktoś właśnie ujawnił jego skrywane myśli.

Ciągle zaskakuje mnie, że są ludzie, którzy mają jak ja. Lubię się utożsamiać. Wiem, że to fikcja literacka, że bohaterowie nie są prawdziwi, ale wiele z ich cech odnajduję w sobie - i jest mi raźniej. Autorka wzbudza empatię, wyciąga na wierzch najgłębsze, niewypowiadane na co dzień, ludzkie myśli.

Helga Flatland buduje znakomite portrety psychologiczne swoich bohaterów i pokazuje, że jest świetnym obserwatorem współczesności. W świeżym, bezpretensjonalnym stylu odsłania najgłębiej ukryte w nas obawy i traumy. - fragment oficjalnego opisu wydawcy

To książka dla każdego, kto ma rodzeństwo, kto go nie ma, kto chciałby mieć, kto mierzy się z trudnymi relacjami rodzinnymi lub komu wydaje się, że żyje w "normalnej" rodzinie, kto chce lepiej poznać siebie i innych, kto chciały zadbać o relacje. Czyli uniwersalna książka o ludziach i życiu :) Polecam ją szczególnie wrażliwym jednostkom, skupiającym się na emocjach, nie zawsze rozumiejącym siebie i innych. Wszak to literatura piękna - pobudza, rozbudza, rozwija, uwrażliwia, wzbogaca.

Książka wciąga, łatwo się ją czyta, osoby żądne czytelniczych mocnych bodźców może trochę znudzić, akcja płynie spokojnie, jak codzienność w standardowym domu. Taka ludzka przeciętność bez fajerwerków, ale rozebrana z płaszczyka konwenansów. Jestem zadowolona, że ją poznałam.

Książkę dostałam w niezobowiązującym prezencie od Wydawnictwa Poznańskiego, gdyby to miało dla kogoś znaczenie. Nie czuję, żeby wpłynęło to jakkolwiek na moją ocenę.

 

#2

Peter Knobler, Tommy Hilfiger, Amerykański marzyciel. Mój świat mody i biznesu

Processed with VSCO with f2 preset

Książka zaczęła mi się podobać od 1/3 objętości. Książka nie zaczęła mi się podobać do samego końca.

Pierwsze sto stron kojarzę jako litanię nazwisk i suchych faktów z młodzieńczego życia autora. Opisywanych chyba dla zachowania konwencji autobiografii, która musi się przecież zaczynać od urodzenia. Mogłabym te sto stron streścić w kilku zdaniach, ale nie chcę psuć frajdy (wyłuskiwania konkretów z bełkotu) osobom, które mają ochotę ją przeczytać.

Od setnej strony poruszona zostaje w końcu geneza stylu marki Tommy Hilfiger - moje wyczekane meritum! Napaliłam się na najlepsze, rzucając w niepamięć dotychczasowe oczekiwanie.  Przez trzy krótkie rozdziały rzeczywiście można zdiagnozować Hilfigera jako pasjonata mody, projektanta, eksperta od ściegów, materiałów, guzików.

Opisy detali ubrań Tommyego Hilfigera, choć śladowe, zachęcają do przyjrzenia się własnej kolekcji ubrań - sprawdzam, która z marek w mojej własnej szafie przyłożyła się do pracy i zadbała o detale, tak jak on dbał... Dopadam kilka ubrań Hilfigera i widzę wszystko, o czym pisze - obszytą kontrastową nitką jedną z dziurek przy koszuli, kontrastowe podszewki w niedostrzeganych z zewnątrz miejscach, szalone mankiety, których szaleństwo widać dopiero po ich wywinięciu, unikatową, trójkątną metkę wszytą na karku swetra. Cenię markę TH za tę niepodważalną uważność w szczegółach.

Wydanie książki jest bardzo staranne - ładny papier, gruba oprawa, kolorowe wkładki ze zdjęciami - w początkowej fazie czytania uważałam to za przerost formy nad treścią. Po lepszym poznaniu autora czuję, że inna forma wydania nie mogła wchodzić w grę - książka musiała być dopracowana, jak wszystko, co tworzy Hilfiger. Na tym moje dobre wrażenie się kończy.

To, co najlepsze w tej książce, trwa chwilę. Autor szybko schodzi na suche tematy biznesowe i w nich pozostaje. Hilfiger w długich rozdziałach opowiada o swoim bogactwie, nieruchomościach, spotkaniach z celebrytami, streszcza zebrania zarządów, losy spółek, ryzykowne inwestycje, transformacje. Nie wiem, jak dużym trzeba być biznesmenem, jakim bogaczem, żeby ta forma prezentacji historii inspirowała, pomogła, a nie wpędzała w kompleksy. Temat obracania milionami, setkami milionów, miliardami jest dla mnie zbyt abstrakcyjny, żebym mogła potraktować Hilfigera jak wzorzec czy motywację. Pojawia się kilka zdań sugerujących, że należy się tą książką motywować - coś w stylu: spójrz, byłam biedny, jestem bogaty, ty też możesz wszystko. Nie kupuję tego amerykańskiego tonu.

Generalnie - przez całą książkę czekałam aż wydarzy się coś ciekawego, mocnego, pobudzającego, świeżego. Nie doczekałam się.

Mody w książce o modowej marce są śladowe ilości. Jestem nieusatysfakcjonowana - to najgrzeczniejsze podsumowanie, na jakie mnie stać.

Internet ocenia ją znacznie lepiej niż ja, więc może się nie zrażajcie ;-)

Przykro mi, że trafiam na kolejną suchą biografię. Mam ochotę na więcej literatury faktu, więcej biografii, ale ewidentnie potrzebuję czegoś niestandardowego w formie, bo inaczej historia mi nie wchodzi. Czy są na rynku publikacje tej kategorii pisane w przyjaznym tonie, innym niż podręcznik do historii?.. Przyjmę polecenia.

 

#3

Deborah Levy, Gorące mleko

Kupiłam, bo: 1. zachwyciła mnie nowoczesna okładka, 2. porusza temat trudnej relacji matki z córką, a ja lubię ten temat, 3. była przeceniona o połowę, 4. trafiła w moje ręce, gdy spędzałam chwilę w jednej z ulubionych stacjonarnych księgarń (Księgarnia Sztuki w CSW w Toruniu) i miałam ewidentnie zakupowy nastrój.

To powieść, ale bardzo dziwna powieść. Nazwałabym ją nowoczesną. Autorka włada bystrym językiem, używa wyszukanych metafor i porównań, które mam ochotę zakreślać markerem, żeby nie przepadły. Skupia się na portretowaniu psychologicznym, nie na urozmaicaniu akcji - ta jest stabilna. Główną bohaterkę chciałabym poznać, utożsamić się z nią, wesprzeć, ale jednocześnie utrzymać na bezpieczny dystans, żeby mnie nie przygniotła. Jest ciężka. Podczas lektury przeżywałam nie znany mi wcześniej dyskomfort. Miałam ochotę czym prędzej skończyć czytanie, żeby poznać finał historii, ale jednocześnie uwolnić się już od bohaterki i jej matki. Dziwna - to słowo przychodzi mi do głowy jako pierwszy epitet i nie umiem zastąpić go innym. To chyba atut, bo jestem ciekawa innych pozycji autorki. Lubię dziwność i nieoczywistość.

Nie wiem, czy mi się podobała, czy ona w ogóle może się podobać, chyba bardziej coś wnosi. Jest trudna, nieprzeciętna, ale czy uniwersalnie dobra - mam wątpliwość. Myślę, że to książka do nagradzania, jest głęboka, na pewno. Myślę, że więcej osób jej nie poczuje, niż polubi. Ale będą jednostki, które opis okładkowy zahipnotyzuje, jak mnie, i będą chciały się z nią zmierzyć.

 

#4

Małgorzata Czyńska, Dom polski. Meblościanka z pikasami

Czyhałam na nią od dawna - moją uwagę skupiało artystyczne wydanie i temat. Wiadomo - design <3 Kupiłam i łyknęłam w jeden dzień. Odczucia z czytania pokryły się z oczekiwaniami - nieczęsto mi się to przytrafia, z reguły oczekiwania mam za wysokie.

To książka dla fanów designu, wzornictwa, projektowania, sztuki; dla fanów ładnych i kulturalnych wydawnictw; dla osób przejmujących się, jak mieszkają. To pakiet rozmów z osobistościami ze świata designu - artystami, inżynierami, twórcami, wizjonerami - proste rozmowy na zadany temat, bez naburmuszenia i ozdobników. Z pełnym, ale nienachalnym skupieniem na unikalnym rozmówcy. To tylko i aż dobra rozmowa. I choć każdy z rozmówców porusza podobne wątki, zahacza o podobne czasy, to zmienność punktów widzenia ciekawi. Bohaterowie pochodzą z domów inteligenckich, w których dostęp do sztuki, książek, edukacji był łatwiejszy niż przeciętnie. Co bezwzględnie odbiło się na ich zmysłach, a przez to na wyjątkowych wizerunkach ich domów. Czytanie tej książki jest jak oglądanie czasopism wnętrzarskich sprzed 20, 40, 70 lat, które prezentują mieszkania-perełki. Dążę do tego, że domy osobistości sztuki nie są miarodajnym obrazem polskich domów. A ja po tytule nastawiałam się na nieco bardziej przyziemne historie, szersze konteksty, powszechniejsze wnętrza. Ale to tylko moje wyobrażenia. Publikacja naprawdę godna! Pięknie wygląda, pięknie opowiada, pięknie dokształca.

Książka jest niezwykle gładka w odbiorze, przeczytałam ją ciurkiem. Mądrzy ludzie, którzy są tu bohaterami, władają pięknym, plastycznym językiem. Obcowanie z nim to przyjemność.

Największą sympatią, po przeczytaniu wszystkich rozmów, obdarzyłam Panią Teresę Kruszewską. Opowiadała o sobie, swoich priorytetach i pragnieniu twórczego życia, a ja czułam, jakby opowiadała o mnie. Takie utożsamienie to prosta droga, żeby kogoś wielkiego polubić i zapamiętać. Gdyby biografie były tak redagowane, chętniej poznawałabym wielkich ludzi, nie przytłaczaliby mnie. Krzesło Muszelka jej projektu - wielkie, raczej nieosiągalne marzenie.

To taka książka, w której podkreślam fragmenty - utożsamiam się z nimi, inspirują mnie, zastanawiają. Na koniec trzy przypadkowe, zaznaczone przeze mnie zdania:

  • Bo dom jest po to, żeby do niego wejść i odetchnąć z ulgą. - Basia Dereń-Marzec
  • Same fajne przedmioty nie są przepisem na dobry dom. - Basia Dereń-Marzec
  • (...) mam nadzieję, że będziemy poszerzać swoje horyzonty, zapragniemy mieszkać lepiej, piękniej, wygodniej. To, jak mieszkamy, to składowa fantazji, możliwości i ambicji. - Boris Kudlicka

Wydawnictwo Czarne to jedno z moich ulubionych, na marginesie. Wszystkie książki,  na jakie trafiam są wyjątkowe.

 

#5

Ichiro Kishimi, Fumitake Koga, Odwaga bycia nielubianym

Książkę kupiłam pod wpływem Pauliny Mikuły, która niechętnie zagaiła o niej podczas trzygodzinnego wywiadu na You Tube u Karola Paciorka. Postaci łatwo wygooglać, jeśli ktoś nie zna.

W trakcie wywiadu okazało się, że Paulina zmaga się z podobnymi do mnie lękami i ograniczeniami narzucanymi na siebie przez samą siebie, co przepracowuje na psychoterapii. Lubię się z kimś porządnie utożsamić, więc poszłam w dym za jej książkowym hasłem. Tytuł intryguje. Poza tym - ja zwyczajnie lubię psychologiczne poradniki. Wszystko sprawnie złożyło się na zakup. Udany, bo przeczytałam od ręki.

To jest książka, która może odmienić życie. Mówię to z pełną odpowiedzialnością. Dla mnie jest przełomowa - mówi to, czego nie słyszałam jeszcze nigdzie indziej, a trochę grzebię w swojej głowie i książkach tego typu. To nowy sposób myślenia o emocjach, możliwościach, relacjach, który wywraca powszechne przekonania. To świeże spojrzenie na świat, mózg, emocje mnie kręci.

Książka oparta jest na elementach psychologii Adlera, psychologii indywidualnej. Alfred Adler, obok Junga i Freuda, jest jednym z trzech największych psychologów XIX wieku. Jego teorie budzą więcej wątpliwości i niezrozumienia, bo są opozycyjne do powszechnych schematów, zadziorne, wymagające. Adler nie opiera się na przyczynach i skutkach pomiędzy naszą historią a teraźniejszością, wyklucza istnienie traum, przekonuje, że na wszystko mamy wpływ i nie musimy stawać się więźniami niewygodnej przeszłości. Budzi to bunt, jest trudne. Dla mnie to odświeżające - nurt przypisuje bowiem człowiekowi pełną sprawczość w organizowaniu swojego życia. A to nie jest to wcale oczywiste ;-)

Zafascynowano mnie tym nurtem. Książka zadziałała.

Przez liczne zaznaczenia i notatki na marginesach mój egzemplarz wygląda jak osobisty podręcznik życia. Chyba nie mogłabym go nikomu pożyczyć. Ale zacytuję kilka podkreślonych, wyrwanych z kontekstu zdań. Klimat książki, przez ubranie treści w formułę rozmowy młodzieńca z filozofem jest nieco filozoficzny, choć oczywiście oparty o naukę.

  • Ktoś wybiera albo bycie docenianym przez innych, albo drogę wolności bez tego uznania.
  • Wartość jest czymś, co człowiek nadaje sobie sam.
  • Nie brakuje nam umiejętności. Po prostu brak nam odwagi. Wszystko sprowadza się do odwagi.
  • Jeśli ktoś jest smutny, niechaj się smuci, ile dusza zapragnie. Właśnie przez to, że uciekamy od bólu i smutku, zatrzymujmy się w miejscu i przestajemy być zdolni do budowania głębokich relacji z kimkolwiek.
  • Bez względu na to, czy dziecko próbuje być wyjątkowo dobre, czy wyjątkowo złe, cel jest ten sam. Chce przyciągnąć uwagę innych, wyjść poza normę i stać się kimś wyjątkowym.
  • Odwaga do bycia zwyczajnym. Cóż za straszliwe słowa. (...) Może po prostu muszę się pogodzić ze swoją przeciętnością, poddać się i zacząć wieść liche, powszednie życie. Ale będę walczył.

×

To był dobry czytelniczo miesiąc. Książki pomogły mi się uspokoić w chwilach dużego stresu. Znów przypomniałam sobie, że tak działają. Czuję, że wchodzę w swój czytelniczy rytm pełen ciekawości i satysfakcji. Pięć przeczytanych książek w maju to na tym etapie mojego życia naprawdę dobry wynik, może w czerwcu uda się sześć?.. ;-) Jeśli się ścigać, to z samą sobą.

Nigdy nie żałuję żadnej przeczytanej książki, czuję, że każda otwiera szerzej oczy. Zawsze też kończę zaczęte książki, nawet gdy niespecjalnie mi się podobają (Hilfiger z dzisiejszego zestawienia). To taka dygresja, gdyby ktoś chciał się odnieść do mojego stylu.

Post zawiera linki afiliacyjne (autor i tytuł) - jeśli dokonasz przez niego zakupu, otrzymam jakąś mikro prowizję.

Z kolejnym odcinkiem tej serii widzimy się za miesiąc ;-)