Kwiaty w domu: Początek

Nie wiem czy to kwestia starzenia, czy częstego przebywania z ludźmi ześwirowanymi na punkcie kwiatów (pozdrawiam Babcię i Kingę!), ale moje mieszkanie zaczyna przypominać przytulny, sielski, wiejski domek, zamiast minimalistycznego, wymarzonego loftu.

Podczas sobotnich zakupów w Ikei kupiłam: szklarnię, dzbanek, dwa wazony, konewkę i puszki na zioła - to kładzie wyraźny nacisk na jeden kierunek rozwoju mojego wnętrza. Od tygodni doglądam zasianych pomidorków, papryczek i innych jadalnych zielonych badylków. Wczoraj z hurtowni ogrodniczej przywiozłam goździki, które przesadzałam do dużej donicy na balkonie o 5.40 (!) dziś rano. Na stole w kuchni stoi emaliowany dzbanek z ciętymi brzoskwiniowymi goździkami, a ja pomiędzy owsianką i zieloną herbatą zastanawiam się gdzie najlepiej postawić upolowanego filodendrona i figowca. Taka tam zajawka na retro kwiaty.

Do niedawna na balkonie stała tylko sucha lawenda sprzed dwóch sezonów, bo o dziwo, wyglądała jakby jeszcze żyła i żal było ją wyrzucić. Poza tym - żadna żywa istota (nawet mięta z Biedronki) nie wykazywała wcześniej grama chęci zadomowienia i wspólnego rozwoju.

Nie wiem czy weszłam w jakiś kryzys wieku "prawie przejściowego"? Czy wszyscy tak mają na wiosnę? Jeśli nie, to dajcie chociaż namiar na jakiegoś terapeutę...

2015.04.15_2

2015.04.15_3

2015.04.15_1

2015.04.15_24

2015.04.15_25

2015.04.15_23zdjęcia: Whiteberry www.whiteberry.com.pl