Love X Style X Life

Istnieje pewna prosta inklinacja. Jeśli siadam z książką na kanapie zaraz po przyniesieniu jej ze sklepu i czytam ją w jeden wieczór, zapominając o jedzeniu, spaniu i innych potrzebach fizjologicznych, jeśli nie zdążę zorganizować sobie do niej nawet zakładki, to znaczy, że doskonale trafiła w mój gust. Może to już uzależnienie od magicznej mocy słów spisanych na papierze, może wyjątkowo trafnie, już na etapie księgarni, nauczyłam się definiować swoje potrzeby, a może po prostu wydawnictwa tej jesieni wydrukowały multum ciekawych publikacji, bo nie pamiętam, kiedy przez moje ręce przewinęło się tyle dobra!

Love X Style X Life jest kolejną "stylową" książką, której kupno, przeczytanie i postawienie do kolekcji na półce sprawiło mi ogromną przyjemność. Jeśli ktoś teraz pomyślał, że "kolejna" znaczy "taka sama", to będę zmuszona go mocno rozczarować.

love x style x life Marta Guzowska recenzja

Tomek Tomczyk zaszczepił we mnie chęć poznawania biografii ludzi sukcesu. Dzisiaj każdą okazję do przyjrzenia się ciekawej postaci traktuję jak cenną lekcję życia - coś w rodzaju próbnika, jakie postawy, cechy i działania mogą się opłacać w kształtowaniu moich osobistych sukcesów. Czytanie o początkach, pomysłach, później latach doświadczania, zmaganiach z problemami, co w konsekwencji stanowi podstawę przy budowaniu własnej, szeroko rozumianej marki - aplikuje sporą dawkę wiary we własne możliwości.

Garance Dore jeszcze miesiąc temu była dla mnie zupełnie obcą postacią. Wiedziałam, że jest "sławną, amerykańską blogerką, która napisała książkę". Książkę kupiłam, bo... była ładna. Ona - książka. W sensie - ładnie wydana. Poza tym - ja kocham kupować książki! Nawet gdyby miała okazać się tylko albumem z ciekawymi zdjęciami - byłabym usatysfakcjonowana (bycie "usatysfakcjonowaną" to już wyraz zadowolenia, ale jeszcze nie zachwytu). Przy kasie niestety nic więcej do niej nie czułam.

Photo of Garance Dore by Taea ThalePhoto of Garance Dore by Taea Thale

Garance Dore to w pierwszej kolejności ilustratorka, graficzka, artystka. Blog miał być narzędziem do promowania jej artystycznych zacięć, więc tytuł blogerki spadł na nią raczej jako efekt uboczny pasji, a nie cel sam w sobie. Zupełnie nieodkrywcze jest stwierdzenie, że pasja uzupełniona wytrwałą pracą - zawsze przekuje się w sukces, ale musiałam go użyć. Mi też ciężko trawi się takie patetyczne zdania, jeśli obok nie stoi przykład. Dlatego jeśli ktoś, tak jak ja, potrzebuje ciągłych dowodów, że wszystko się w życiu da, to czas żeby poznał historię Garance. Zarysowując, dodam tylko, że dziś słynie z pięknych ilustracji i zdjęć, które wypełniają strony najpopularniejszych magazynów na świecie, pracuje w sposób który kocha, czuje się szczęśliwą i spełnioną kobietą, a w moim wieku była zupełnie spłukaną maniaczką Zary...

Od pierwszych kartek uwielbiam ją za lekkość języka, którym mówi; za zdystansowanie do swoich trudnych życiowych historii; za umiejętność żartowania z siebie, za silne więzi rodzinne i wyraźne podkreślanie tematów w życiu najważniejszych. Mimo że historia Garance rozgrywa się na kompletnie obcym dla mnie gruncie - przedstawia prawdy uniwersalne. I to jest bazą książki - wartości. O których zawsze się dobrze myśli i czyta.

Tło stanowią lekkie rozważania o stylu (znów potwierdzające, że świetne jeansy, biały podkoszulek i dobre skórzane buty to klucz do wyjścia z każdego odzieżowego dylematu), branży i zwyczajach panujących w dwóch wielkich stolicach mody. Chcąc dotknąć podszewki tych tematów - fajnie zaprzyjaźnić się z Garance. Nikt przecież lepiej nie opisze specyfiki Paryża i Nowego Jorku, prawdziwych, żywych scen w nich rozgrywanych, niż Paryżanka, która odniosła swój sukces w Wielkim Jabłku. W związku z faktem, że nie miałam przyjemności osobiście poznać żadnego z tych miast - mogę chłonąć każdy opis ze świadomością posiadania najbardziej wiarygodnego źródła. Prawie uścisnęłam rękę żywej Paryżance! ;-)

garance dore_Marta Guzowskathumb-about-max (2)32

Dla wielu kobiet '40' to ważna granica. A dla Ciebie?

To trochę jak okres dojrzewania – wszystko od nowa. Na przykład kiedy niedawno flirtował ze mną młodszy facet, byłam w takim szoku, że pytałam w myślach: "może to jakiś zboczeniec?". Oto, jak człowiek głupieje, zbliżając się do czterdziestki. Chyba za bardzo brałam do siebie niektóre prawdy z kolorowych magazynów. Naprawdę wierzyłam dziennikarkom, które pisały, że "czterdziestka to nowa trzydziestka". "Twoje jajniki nie czytają tych pism", mówi mój ginekolog. W wieku czterdziestu lat uderza cię to, że twoje ciało naprawdę zaczyna się zmieniać. Jeśli zatem chciałaś żyć tak jak dotąd i zapomnieć, że się starzejesz, to niemożliwe – ciało będzie ci o tym przypominać.

A co się dzieje w Twojej głowie?

Jestem mądrzejsza, spokojniejsza, mniej spłukana i nie pociągają mnie już niedopasowane związki. No i szalone noce w klubach tanecznych nie wydają mi się już takie fajne jak kiedyś...

fragment wywiadu dla Onet.pl: link


Zdanie podsumowujące: nie miało żadnego znaczenia, że wcześniej nie zetknęłam się z Garance. Pokochałam tę kobietę od pierwszych kartek jej książki i przysięgłam sobie, że za dekadę będę tak fajną czterdziestolatką jak ona!

3_4

zdjęcia: Magda Kutc www.facebook.com/whitepicture