Małe wielkie zmiany

No dobra - nie do końca wyszły mi noworoczne postanowienia. Kończy się marzec, a ja nie schudłam, nie przeorganizowałam diametralnie swojego czasu ani budżetu, nie udało mi się przeczytać założonej jednej książki tygodniowo, nie wytrwałam na siłowni, nie skończyłam wielkich porządków w garażu (ba! nawet ich nie zaczęłam), nie skończyłam segregacji ubrań w szafie, nie zamówiłam stolika kawowego u stolarza, nie zaczęłam odkładać pięciozłotówek do słoika... I choć świat nie kończy się na takich drobiazgach to...

...w skali życia - właśnie drobiazgi zapadają mi najgłębiej w pamięci. Wszystko jest pięknie dopóki władzę przejmują najmilsze drobiazgi. Jednak gdy wśród piętnastu miłych dni - zapamiętuję jeden koszmarny poniedziałek, a spotykając się z jedną nieżyczliwą osobą - pomijam niewdzięcznie całe grono wtórujących mi popleczników - muszę się zatrzymać i poważnie ze sobą pogadać. Zaczęłam się świadomie na tym łapać i teraz jak najszybciej eliminuję takie udręki ze swojego umysłu. Bez próby zdystansowania się do świata, przy współczesnym stresie wpisanym w standard funkcjonowania, mogłabym już dawno zwariować. Do tego zadręczanie się małymi komplikacjami (bo słowo 'porażki' jest zbyt duże) nie wnosi ani grama siły do dalszej walki. Powtarzam więc sobie po raz kolejny: jeśli coś nie zagraża twojemu życiu to nie jest problemem! W taki sposób szkoląc swój umysł...

...już w chwili, w której skończyłam pisać pierwszy akapit - wiedziałam, że nie powinnam zapomnieć o rzeczach, które mimo wszystko udało mi się zmienić lub skierować na lepsze tory. Przy wszystkich minusach, nie mogę pomijać rzeczy, które zasłużyły na plusy - nawet jeśli były to tylko mikro plusy. Spędzam więcej czasu z Rodzinką, bo dbając o Nią - dbam o siebie; karmię się dobrze - zaczęłam świadomiej robić zakupy i mniej złego przynosić do domu; mimo, że nie udaje mi się przeczytać jednej książki w tygodniu - odczuwalnie czytam ich więcej; słucham też częściej muzyki, która oscyluje przy najlepszych wspomnieniach; założyłam bloga i zapał do jego prowadzenia mi nie opada - dzięki temu np. częściej mobilizuję się do spacerów; utrzymuję kontakty z wartościowymi ludźmi i szczerze delektuję się chwilami, które mogę z nimi spędzać. Wyłuskiwanie z każdego dnia najlepszych drobinek dodaje mi wiary, że jak się naprawdę uprę to mogę wszystko! A jeśli coś do tej pory mi się nie udało to widocznie jeszcze za słabo tego chciałam.

Wracając więc do postanowień noworocznych - jak mam planować mądrze dzień, który kończy się zaraz po tym jak zdążył się zacząć?! Pomysł na układanie postanowień na super-zmiany w środku zimy wydaje mi się poroniony. Natura chciała, żeby zmiany następowały wiosną. I dała nam to jasno do zrozumienia krokusami i zielonymi pączkami. Mnie jej argumenty przekonały bez negocjacji. Tak jak nie przekonał mnie do nich nowy rok. Wstaję teraz bez budzika, racjonalniej analizuję, planuję kroki, łatwiej dochodzę do konstruktywnych dla siebie wniosków, wprowadzam korekty do swoich filozofii, umysł mam bardziej trzeźwy, a organizm znajduje uśpione pokłady energii.

To będzie dobra wiosna!

2015.03.23

2015.03.23_1

2015.03.23_2

2015.03.23_4

2015.03.23_22

2015.03.23_23

2015.03.23_25

2015.03.23_26

2015.03.23_5

2015.03.23_6

2015.03.23_7

2015.03.23_8

2015.03.23_9

2015.03.23_10

2015.03.23_11

2015.03.23_12

2015.03.23_13

2015.03.23_15

2015.03.23_17

2015.03.23_18

2015.03.23_19

2015.03.23_20

2015.03.23_28

2015.03.23_29

2015.03.23_30

2015.03.23_31

2015.03.23_32Zdjęcia: Kinga i Marcin Malinowscy www.whiteberry.com.pl