Mleko i miód – współczesna poezja

Nie zakładałam, że kiedyś kupię, przeczytam i jeszcze komuś polecę tomik wierszy. Bo poezji nie lubię. Lubię historie rozwleczone na dziesiątkach kartek, opowiadane jednoznacznymi czasownikami. Lubię, gdy nadużywa się przymiotników, bo rozwijają moją wyobraźnię. Dlatego wciągają mnie powieści, reportaże, felietony i inne prozaiczne formy prezentacji treści.

Poezja od czasów szkoły naznaczona była w mojej pamięci nudą i abstrakcją. To bardzo smutne, że czas edukacji nie wpłynął korzystnie na moje lubienie różnorodnych form kultury i sztuki. Dopiero dorosła pasja poznawania wszelkich odcieni świata otwiera przede mną tajemnice tych dziedzin. To bardzo smutne, bo nie wszyscy po skończeniu swoich szkół pozostaną z niedosytem wiedzy i będą mieli możliwość poznania dzieł, które mogłyby wpłynąć na ich życie.

Te myśli wpadły mi do głowy po tym, jak w ręce wpadła książka "Mleko i miód" młodej autorki Rupi Kaur.

Czarno-biała okładka wypełniona czarno-białymi kartkami, pełna odręcznych minimalistycznych szkiców zwróciła moją uwagę w księgarni. Tak, oceniam książki po okładce. Ale nie nabrałam do niej przekonania, kiedy w środku zobaczyłam wierszowaną treść. Nie kupiłam. Kilka tygodni później, przed pierwszym dniem wiosny dostałam ją w prezencie od wydawnictwa. Zrobiłam do niej drugie podejście, zaskoczyło.

21 marca obchodziliśmy Światowy Dzień Poezji. Święto ustanowione przez UNESCO, które ma dać nowy impuls, aby docenić poezję. Tego dnia sięgnęłam po tomik "Mleko i miód". To spore wydarzenie, bo ostatni wiersz przeczytałam 10 lat temu, przed maturą z języka polskiego. 21 marca 2017 roku w dwudziestymósmym roku życia zrobiłam to po raz pierwszy dobrowolnie i samodzielne, z możliwością osobistej interpretacji. Za ten stan rzeczy winię system edukacji.

Sama autorka pisze, że chciałaby umieć pisać poezję, co dogłębnie mnie rozczuliło. Bo ona to już bardzo umie!

"Mleko i miód" to książka dla kobiet. Przykro mi, ale TYLKO dla kobiet. Mimo mojego pełnego szacunku do równouprawnienia, mimo braku we mnie chęci do dyskryminacji - tej książki mężczyźni nie mają prawa zrozumieć. Opiera się bowiem na emocjonalnych i cielesnych odczuciach kobiet, unikalnych i jakże odmiennych od męskich. Może silnie trafić w wiele kobiet, szczególnie w te, które w doświadczeniach podmiotu dostrzegą własne. A jest ich cały wachlarz.

24-letnia autorka dysponuje zasobami doświadczeń, których nie możemy jej zazdrościć. W rozdziałach: cierpienie, kochanie, zrywanie, gojenie opowiada o emocjach, których doświadczyła na różnych etapach życia. Ciężkiego, dołującego, momentami patologicznego życia. To obraz barwnego życia uczuciowego kobiety.

Marta Guzowska www.martaguzowska.pl mleko i miód recenzja 1

Marta Guzowska www.martaguzowska.pl mleko i miód recenzja 2

mleko-i-miod-opinie-recenzja-marta-guzowska-blog

"Mleko i miód" koi. To manifest kobiecości. Zrodzony z cierpienia. Kształtujący. Jednoczący. Mówiący o akceptacji siebie, swojej historii, innych kobiet. To opowieść wzruszająca i wywołująca współczucie, niejednokrotnie cytująca nasze własne myśli, obawy, tajemnice. To poruszające doświadczenie!

To, jak bardzo wpływa na kobiety, odbiło się tytułem bestsellera New York Timesa i ilością cytowanych fragmentów, które w ostatnim czasie zalały internet.

Kilka moich ulubionych:finance-reviewAutorka wyraża się białym wierszem. Porusza współczesne tematy. Traktuje swoją twórczość jak osobistą terapię. Jej wiersze to zlepki kilku wersów, przypominające raczej urwane, wyplute i spisane myśli niż poważną i wzniosłą poezję.

Napisałam, że poezji nie lubię. Ja po prostu nigdy nie poznałam odcienia, który mi odpowiada. Ten biało-czarny tomik stworzony przez współczesną autorkę trafił we mnie dogłębnie.

Przeczytałam go w 47 minut.

Książka dostępna w księgarniach stacjonarnych i internetowych (najlepsze oferty). Również w wersji dwujęzycznej z zachowaniem oryginalnej angielskiej pisowni i polskim tłumaczeniem - uważam, że to musi być prawdziwa uczta dla zmysłów i żałuję, że sama nie mam tego wydania w biblioteczce.