Moje ulubione przepisy na śniadania

Gotuję za mało. Jest to w pełni świadome wyznanie. Odkąd zaczęłam kłaść nacisk na zdrowszy tryb funkcjonowania - powinnam (chciałabym!) zaskakiwać się bez przerwy nowymi pomysłami na zróżnicowaną, w pełni zbilansowaną dietę. Sam dobór składników nie jest dla mnie problemem, bo kupuję mądrze. Jeśli już na etapie zakupów jestem ze sobą uczciwa to nie mam później problemu z pokonywaniem zachcianek po otwarciu lodówki lub szafki. Zwyczajnie staram się nie oszukiwać. Nie ulegam podstępowi uknutemu przez moją podświadomość że np. kupione słodycze są żelaznym zapasem na wypadek niezapowiedzianych gości, bo wiem, że żadni goście by ich nigdy nie zobaczyli... Poza tym, co ze mnie byłby za człowiek gdybym bliskie mi osoby (a tylko takie sadzam przy swoim stole) karmiła tym, czego sama dla zdrowia staram się unikać.

Nauczyłam się wartościowych zakupów, jem częste zdrowe posiłki, jestem uzależniona od owoców, przywykłam do picia wody, a do tego ciągle czytam i wdrażam ciekawostki nt. prawidłowego odżywiania. Ale jest temat, którego nie mogę przeskoczyć żeby czuć się w pełni zadowoloną z mojej diety (nie znoszę słowa dieta! kojarzy mi się z notorycznymi wyrzeczeniami i zupą z kapusty jedzoną przez dwa tygodnie - a ja po prostu rewitalizuję swoje nawyki żywieniowe...)

Moim problemem są obiady, których nie jem w klasycznym tego słowa znaczeniu. Z definicji w SJP obiad to ciepły, spożywany w godzinach południowych, najobfitszy posiłek dnia. W mojej definicji obiad musi jeszcze pięknie wyglądać i być zjadany w towarzystwie. Bardzo rzadko komplet tych warunków udaje mi się spełnić. Poza tym zwyczajnie nie lubię gotować obiadów, z reguły moje starania kończą się na przeroście formy nad treścią. Proces przygotowawczy, później często proces naprawczy i etap sprzątania kompletnie nie rekompensują mi chwil spędzanych nad talerzem z wypracowywanym w pocie czoła dziełem, które smakuje kompletnie inaczej niż wyobrażałam to sobie patrząc na zdjęcie w książce z przepisami. Jestem wybrednym egzemplarzem w tej materii i zwyczajnie moje umiejętności kulinarne nie są w stanie zaspokoić moich potrzeb. Jestem najszczęśliwszym człowiekiem pod słońcem gdy ktoś zaprasza mnie na obiad. Ostatni filet z łososia ze szparagami, miętowym sosem i grillowanymi warzywami serwowany w Loft79 znów zawyżył mi poprzeczkę obiadowych doznań. Byłyśmy z Agatką zachwycone. Niestety mój budżet nie przewiduje takiego luksusu na co dzień, a moje ulubione i w miarę opanowane jajko sadzone z koperkiem, kartofelkami i maślanką jedzone przez pozostałe 6 dni tygodnia nie będzie już smakować tak samo...

Dlatego w praktyce jem dwa śniadania, dwa podwieczorki i kolację. Czasem dwa śniadania, podwieczorek i dwie kolacje - modyfikacja dowolna - idea problemu chyba jasno zakreślona.

Nie bez powodu więc śniadanie jest moim ulubionym posiłkiem dnia. Jem je codziennie bez żadnej dyspensy w formie możliwie najwartościowszej, najładniejszej i najwolniejszej. Uwielbiam proces przygotowywania i dekorowania owsianek, albo kanapek. Tutaj najprostsze składniki ładnie podane na białych talerzach niezmiennie robią na mnie wrażenie.

Normalni ludzie zapraszają znajomych na niedzielne obiady lub sobotnie kolacje. Ja swoich zapraszam na śniadania.

Poniżej kilka prostych przepisów na moje ulubione warianty śniadaniowe.

sniadanie_015

Mięso jem rzadko. Nie mam wegetariańskich obsesji, ale coraz bardziej przestaje mi smakować i nie wiem w jakim kierunku zabrnie jeszcze mój gust. Z reguły męczę się nad kilkoma kawałeczkami kurczaka w sosie do makaronu, więc z wielką przyjemnością wybieram warianty warzywne. Jeśli już coś mi każe zjeść kotleta to zamiast mielonych wolę jajeczne z zieloną natką pietruszki i szczypiorkiem. Oczywiście mam czasem smaka na hamburgera (najlepszego z konfiturą z czerwonej cebuli jadłam u Kingi i Marcina!) - ale tu znów powtarza się reguła gościnnego spożywania, w ładnym otoczeniu i towarzystwie (też ładnym).

Przepis na najlepsze hamburgery zwinęłam z fb Kingi, niech przepisy doskonałe ujrzą światło dzienne!

Bułki: 25 g świeżych drożdży, 300 ml wody, 500 g mąki, 10 g soli, 35 g miękkiego masła
(piec 210 stopni, 15 minut)

A w środku: boczek, ser żółty, ser pleśniowy, domowa konfitura z czerwonej cebuli, sałata, ogórek konserwowy, cebula, domowa konfitura z czarnej porzeczki, słodka musztarda, keczup, majonez oraz główny składnik - 100% kotlet wołowy.

1507152_10203782090943276_3849090425940750129_n

Tyle w kwestii moich sporadycznych obiadów.

Jesteśmy jednak ciągle przy śniadaniu, które dla mnie bezwzględnie MUSI być słodkie! (...dlatego podam Wam zaraz przepis na szynkę ;-)) A tak poważnie, męskie towarzystwo czasem generuje we mnie presję postawienia na stole czegoś więcej niż puddingu z nasion lub owsianki. Nie myśląc więc tylko o sobie - zdarza mi się od święta upiec szynkę. Mój ulubiony schab, który najbardziej lubię w wykonaniu Mamusi, już kilka razy robiłam u siebie. W wersji na zimno doskonale sprawdza się jako swojska szynka na chleb, a na ciepło - podany z buraczkami - robi za pieczeń.

Lubię ten przepis, bo jedzonko robi się samo! PS. Tylko najlepiej zabrać się za jego przygotowanie dzień wcześniej!

Przepis na pieczoną szynkę

Składniki: 1 kg schabu wieprzowego

Marynata: 4 łyżki oliwy, 2 łyżki octu balsamicznego, 2 łyżki wody, 3 ząbki czosnku, łyżeczka majeranku, ostrej papryki, kolendry i pieprzu (ja używam całych ziaren tych przypraw, ale równie dobrze można je rozbić w moździerzu lub użyć mielonych), soli gruboziarnistej, 4 listki laurowe do obłożenia mięsa. Kombinacja przypraw do marynaty jest z reguły zależna od mojej pamięci i zasobu szafek - lubię ten margines na własne modyfikacje.

Sposób przyrządzenia: Mięso czyszczę z błonek, myję i osuszam. Składniki na marynatę mieszam i dokładnie obtaczam w nich schab. Mięso wraz z marynatą wkładam od razu w rękaw do pieczenia i zostawiam w lodówce tak długo jak to możliwe (kilka godzin, całą noc lub dobę). Szynka ze zdjęć w marynacie leżała prawie dwie doby i po upieczeniu skórka wyszła doskonała! Po tym czasie wstawiam rękaw z mięsem w naczyniu żaroodpornym do nagrzanego piekarnika (200 stopni) i piekę znów tak długo jak pozwala mi cierpliwość. Moje 1,2 kg szynki piekłam ponad 3 godziny, dlatego, że kruchość i miękkość mięsa to kwestia dla mnie priorytetowa. Moje absolutne minimum to 2 godz. Ważne, żeby około pół godziny przed końcem pieczenia rozciąć folię i narazić skórkę na przypieczenie - tylko taki wariant akceptuję ;-)

sniadanie_002

sniadanie_008

sniadanie_007

Jest sezon owocowy. Bezkarnie żywię się truskawkami, czereśniami i rabarbarem. Bez skrupułów i opamiętania. Zupełnie jakbym przez miesiąc chciała nadrobić całoroczne deficyty. Ostatnio poza surową konsumpcją zrobiłam też dwa dżemy, ciasto jogurtowe i lemoniadę. Dżemy uzyskały aprobatę głównego specjalisty żywienia mojej rodziny - czyli Babci. Możecie gotować!

Przepis na konfiturę truskawkową z migdałami (przepis z KUKBUK nr 15)

Składniki: 80 g płatków migdałowych, 50 g masła, 1 kg truskawek, 850 g cukru (ja użyłam 350g! Tak wiem, że cukier w konfiturach to naturalny konserwant i nie można się go obsesyjnie bać, ale mój dżem miał być zjedzony od ręki więc zrobiłam cięcia kaloryczne), sok z połowy limonki (ja użyłam cytryny), 1 łyżka pektyny spożywczej (jeśli znalezienie pektyny okaże się problematyczne, można użyć np. żelfix 1:3 do konfitur niskosłodzonych), 200 ml wina marsala (nawet po nie nie wyszłam do sklepu, użyłam pół szklanki innego białego wina, które akurat miałam w domu).

Przygotowanie: Prażę płatki migdałowe (długo smażę na suchej patelni w niskiej temperaturze do momentu aż zaczną się rumienić). W garnku rozpuszczam masło, dodaję cukier i truskawki. Duszę 10 minut aż owoce puszczą sok. Dodaję limonkę/cytrynę, migdały, pektynę i wino. Duszę 15 min. I gotowe! Można włożyć do wyparzonych słoiczków i odwrócić do góry dnem lub zjeść przy okazji najbliższego śniadania - jak ja.

sniadanie_003

Moja ulubiona, doskonała w każdym calu śniadaniowa potrawa to owsianka. Jem ją prawie codziennie w milionach wariantów, zależnych znów od zawartości lodówki. Niedawno przeczytałam w książce Ani Lewandowskiej, że najkorzystniejszym wariantem łączenia węglowodanów (owsianki) z owocami jest podawanie ich na ciepło. Poza ugotowanymi płatkami, również owoce powinny być ugotowane lub upieczone. Doskonale się składa, bo moja ulubiona owsianka jest właśnie zapiekana.

Przepis na zapiekaną owsiankę z bakaliami (pierwowzorem jest przepis Ani Starmach z książki "Pyszne na każdą okazję")

Składniki: 1 szklanka górskich płatków owsianych (nie korzystam z błyskawicznych), dwie łyżki miodu, szczypta cynamonu (lubię duuużą szczyptę), łyżka suszonej żurawiny i/lub łyżka rodzynek, 80 ml mleka + 20 ml wody do gotowania, 3 łyżki dowolnych orzechów (włoskie/nerkowca/ziemne), banan, pół jabłka, opcjonalnie wiórki kokosowe/płatki migdałowe i otręby (po 1 łyżce). W oryginalnym przepisie jest jeszcze masło (łyżeczka) + cukier (4 łyżki) + mleko kokosowe (100 ml), ale ja robię wersję lżejszą bez tych składników, które popsułyby mi wizję super-zdrowego dania. 

Przygotowanie: Piekarnik nagrzewam do 180 stopni. Mleko z wodą gotuję (woda zmniejsza ryzyko przypalenia), dodaję płatki, zmniejszam palnik do poziomu 2 i często mieszając czekam około 5 min aż płatki napęcznieją. Szczerze to proporcje płatków i mleka podałam sztucznie zgodnie z przepisem pani Ani. Nie mam zielonego pojęcia ile dodaję mleka, a ile płatków - robię to zawsze na oko - jeśli widzę, że są za gęste - dolewam mleka, gdy widzę, że powstaje zupa - dodaję garść płatków. Później do ugotowanej owsianki wsypuję cynamon, jabłko pokrojone w kosteczkę, wszystkie ulubione bakalie, otręby i miód. Mieszam i powstałą masę wkładam do kokilek. Na wierzchu układam plasterki banana (można też całość posypać wiórkami kokosowymi/płatkami migdałowymi) i zapiekam 15-20 minut.

sniadanie_004

sniadanie_005

sniadanie_006

Pudding z nasion chia (szałwii hiszpańskiej) jest moim świeżym odkryciem, które pokochałam od pierwszego przygotowania. Jest najłatwiejszym daniem na świecie (i podobno najzdrowszym!), bardzo sycącym, ale lekkim. Obszerny opis fenomenalnych właściwości tego produktu znajdziecie choćby TUTAJ.

Przygotowanie: cztery łyżki nasionek zalewam szklanką mleka (jeśli przydarzy mi się takowe kupić to świetnie sprawdza się też ryżowe), odstawiam na pół godziny często mieszając, żeby uniknąć powstawania grudek. Na instagramie pod tym przepisem, jedna z czytelniczek zasugerowała też żeby zamiast mleka użyć jogurtu naturalnego - jeszcze nie spróbowałam, ale brzmi kusząco. Tak wygląda wersja podstawowa, ja lubię podany ze zmiksowanymi truskawkami, miodem, syropem z agawy, borówkami lub innymi świeżymi owocami jagodowymi.

Jak smakuje? Zdania są podzielone:) Mi przypomina kisiel o mlecznym smaku, trochę kaszkę mannę, a w konsystencji jest trochę jak siemię lniane, ale ziarenka są mniejsze i bardziej delikatne. Nieoczywiste, ale bardzo ciekawe zjawisko :) Polecam spróbować choć raz w formie ciekawostki.

sniadanie_009

sniadanie_001

sniadanie_016

sniadanie_017

Kiedy w letnie poranki nie mam ochoty na gorącą herbatę z przyjemnością sięgam po domowe lemoniady. Moja ulubiona to ta z rabarbaru.

Przepis na lemoniadę z rabarbaru i pomarańczy

Składniki: 500 g rabarbaru, 1 pomarańcza, pół cytryny, 3 łyżki cukru do smażenia + ok. 3 łyżki do smaku, łyżeczka cukru z prawdziwą wanilią, kilka listków mięty, 1,5l wody mineralnej (preferuję niegazowaną).

Przygotowanie: Rabarbar umyć, odciąć i wyrzucić liście, łodygę pokroić na 1-2 cm kawałki. Cukier zbrązowić na dnie garnka i dodać rabarbar. Smażyć 3 minuty aż rabarbar puści sok. Dodać wodę, cukier waniliowy i cukier wedle własnego uznania (u mnie około 3 płaskich łyżek). Gotować 5 minut. Na koniec dodać sok wyciśnięty z cytrusów. Odstawić do schłodzenia. Przecedzić przez sito. Podawać z lodem, plastrami pomarańczy i listkami mięty. Pycha!

Zastanawiałam się co zrobić z rozgotowanym rabarbarem na bazie którego przygotowałam kompot/lemoniadę. Gdzieś w internecie znalazłam przepis na dżem z rabarbaru i pomarańczy (ta spontaniczna receptura zasmakowała mi jeszcze bardziej niż planowany od kilku dni dżem z truskawek).

Składniki: ugotowany rabarbar (0,5 kg) jak wyżej, jedna pomarańcza, 3 goździki, pół szklanki cukru.

Przygotowanie: ugotowaną wcześniej pulpę rabarbarową przekładam do garnka i znów gotuję (uwaga! bardzo łatwo się przypala) wraz z goździkami i wyfiletowaną (pozbawioną białych błonek i skórek) i pokrojoną drobno pomarańczą. Miksturę mieszam i gotuję około 15 min. W chwili kiedy osiągnę pożądaną konsystencję (przez odparowanie wody) dodaję cukier. Tak późne dodanie cukru zapobiega przypalaniu. Gotuję jeszcze kilka minut ciągle mieszając aż cukier się rozpuści. Gotowe. Przekładam do wyparzonych słoiczków i odstawiam do góry dnem. 

Smacznego!

sniadanie_011

sniadanie_018

Po KUKBUK sięgnęłam dopiero dwa miesiące temu i żałuję. Żałuję, że tak późno. To kolejny (po moim ulubionym USTA) pięknie wydany magazyn z doskonałymi zdjęciami. Zjadam ilustracje oczami, nawet jeśli niektórych przepisów nigdy nie odważę się przetestować, bo wyglądają na najwyższy poziom kuchennego wtajemniczenia. Dla samych inspirujących zdjęć będę go mieć!

JADŁONOMIA Marty Dymek, książka blogerki, autorki przepisów kuchni roślinnej - zadziałała na mnie podobnie. Byłam szalenie ciekawa spojrzenia na gotowanie przez bezmięsny pryzmat, a forma wydania zdecydowanie do kupna tego nowego eksperymentu zachęciła. Piękna duża księga aż prosi z półki żeby ją pooglądać i coś z nią odkryć...

sniadanie_012Zdjęcia: Kinga i Marcin Malinowscy www.whiteberry.com.pl