Jak przejąć kontrolę nad życiem

[post 3/3 - CIĄGŁE DZIAŁANIE ]

Do celu doprowadzić może wyłącznie działanie. A nie wyobrażenie działania. Najlepiej ułożony, najznamienitszy plan, obleczony we wzniosłą motywację, jest niczym bez spełnienia warunku wykonalności. Jestem zdania, że o niebo lepsze jest działanie bez planu niż plan bez podjętego działania. Sprawdzone info! ;)

Poprzednie dwa posty oparłam o liczne słowa Katarzyny Kędzierskiej opublikowane w jej książce o minimalizmie. Wszystkie dotyczyły samoświadomości. Świadomości, która przekłada się na zarządzanie naszymi indywidualnymi priorytetami. Gdy samoświadomość się w nas wykształca - klarujemy potrzeby i wprowadzamy kolejne życiowe zmiany. Intuicyjnie, we wszystkich obszarach. Jasne jest przecież, że wzorowe relacje rodzinne ucierpią rykoszetem stresującej pracy, i odwrotnie. Dlatego chcąc żyć ze sobą w zgodzie, zaczynając walczyć o szczęście - porządek na wszystkich płaszczyznach jednocześnie okazuje się absolutną koniecznością.

Nasze mózgi mają świetną zdolność przyjemnego "wkręcania się" w działanie. Strasznie trudno jest zacząć, ale odhaczenie kilku małych punktów, później realizacja całego zadania, później kolejnego i kolejnego skutkuje w końcu spełnianiem głównego celu (a wznioślej - marzenia). To wyzwala w nas żądzę sięgania po kolejne, większe, odważniejsze. Każdy krok daje początek następnemu. Trzeba tylko przy pomocy swoich własnych motywacji zrobić ten pierwszy, by poczuć, że umiemy i możemy. Po kilku zrealizowanych (z lekkim wewnętrznym przymusem) zadaniach doświadczymy "efektu kuli śnieżnej", nazywanego też flow, który skutecznie popchnie nas w ramiona kolejnych wyzwań. Przypomnę, posługując się sporym skrótem myślowym, że ludzie potrafią odnieść życiowe sukcesy po tym jak wysprzątali swoje domy (!) lub zaczęli uprawiać sport. Przykłady roją się na każdym kroku. Spójrzcie na fejsbuka - metamorfozy kobiet, np. na fanpejdżu Chodakowskiej, które pozbyły się nadprogramowych kilogramów, nie kończą się na ich ciałach; zmianie ulega też (lub przede wszystkim) nastawienie do życia, wzrasta pewność siebie i wiara w swoją sprawczość. Ludzie, którzy już raz sięgnęli niemożliwego, mają odwagę sięgać po kolejne niemożliwe. To efekt flow. Małe sukcesy napędzają kolejne, coraz większe. Słonia przecież da się zjeść! Ale po kawałeczku ;-)

Wykorzystałam fragmenty książki Katarzyny do uzupełnienia swoich przemyśleń na temat podstaw moich zmian. Wykorzystałam kilka haseł odnoszących się do motywacji, wewnętrznych rozważań, głębokich idei. Nie nawiązywałam jednak do bardzo praktycznych, przyziemnych konsekwencji przestawienia się na świadome, minimalistyczne myślenie. A tego w książce "Chcieć mniej. Minimalizm w praktyce" jest zatrzęsienie! Jeśli zechcecie rozpocząć swoje flow od małych kroków - przeczytajcie, jak zrobić porządki w swoim statusie posiadania. Być i mieć są przecież ze sobą trwale powiązane. Do tematu "być i mieć" będą wracała w milionie postów, bo przecież styl życia to nic innego jak wizualizacja naszego stosunku do tych haseł.

Nieprzerwane działanie ku najlepszemu z możliwych scenariuszy życia Marty będzie obrazował każdy kolejny post. Mam całkiem łatwe zadanie, bo to, ile wkładam pracy w swój cel, widać będzie od razu na moim blogu. To motywuje, ale też natychmiast i bez skrupułów rozlicza. Trzymam kciuki za Wasze trzy kroki do spełnienia każdego marzenia, a Wy trzymajcie za mnie swoje. Ciągle jestem przecież na trzecim poziomie.

motywacja (określenie celu) -> plan działania -> systematycznie powtarzane działanie -> celchcieć mniej okładka"Chcieć mniej. Minimalizm w praktyce" - książka Katarzyny Kędzierskiej, autorki bloga Simplicite

W cyklu posłużyłam się licznymi cytatami z ww książki, bo zwyczajnie bardzo się polubiłyśmy. To jedna z tych książek, które pobazgrałam ołówkiem, chcąc wyłapać i w razie potrzeby wrócić do najtrafniejszych porad i spostrzeżeń. Katarzyna napisała przemyślany, merytoryczny, praktyczny przewodnik dla minimalistycznych laików, którzy chcą zmieniać swoje życie. Sama ułożyła już własne na doskonałych dla siebie torach. Nic nie inspiruje mnie bardziej, jak ludzie, którzy udowodnili, że się da!

Tym samym to już koniec mojego trójpostowego wywodu motywacyjnego. Mam nadzieję, że kilka duszyczek, zwracających się do mnie ze wzniosłym podziwem, zrozumiało, że nie robię nic ponadprzeciętnego ;) Poznaję siebie i robię to, co do mnie należy ;) Tak więc - ja tu sobie będę dalej pracować, a Wy możecie patrzeć.

PS W sobotę będą tu bardzo fajne rzeczy! Nie przegapcie!