Jak przejąć kontrolę nad życiem

[post 1/3 - MOTYWACJA]

Już wiecie, że zostałam zawodową blogerką. Mój piątkowy coming out (link) wywindował statystyki bloga do nieba, a wiadomości z miłymi głosami zalały moją skrzynkę. Przypieczętowaliście moje poczucie, że jestem na właściwej drodze. To najlepszy moment na podsunięcie idei i haseł, które doprowadziły mnie do bieżącego położenia. Tak, to dobry moment na wpis motywacyjny! Dziś ja jestem kołczem. Dla wszystkich, którzy od piątku zazdroszczą mi samoświadomości, determinacji i odwagi. Podrzucam Wam kilka zdań otuchy.

Miejsce, w którym się znajdujemy, poza unikalną sumą życiowych doświadczeń, zależy jeszcze od naszego nastawienia do nich. Na te pierwsze często wpływ mamy znikomy. Jednak nastawienia, czyli sposobu myślenia, czyli świadomej kontroli emocji, możemy się nauczyć. Nikt się z tą umiejętnością nie urodził. A to dobra wiadomość, bo szanse na sukces kolejnych ludzkich jednostek okazują się zrównane ;-) Jesteśmy unikalni, każdy z nas ma inne mocne punkty, wykształcone na indywidualnej sumie doświadczeń. Każdy z nas ma przewagę nad całą resztą ludzi. Tylko my wiemy, jak zinterpretować naszą historię i jakie lekcje wysnuć z doświadczeń.

Wysnuwanie wniosków z życia można oczywiście dowolnie odkładać. Na przykład o pół roku. Wszak idealna do przełomów i spełnienia marzeń jest wiosna, prawda? Wtedy przyroda naturalnie zatacza krąg życia, w który możemy się pięknie wkomponować. To bzdurne przekonanie sprawiło, że zmarnowałam wiele jesieni w oczekiwaniu na kolejną wiosnę. Wydawało mi się, że jesień nie jest dobra dla przełomów w życiu. W przeciwieństwie do wiosennego słoneczka, jesień sama w sobie przecież nie motywuje (gdy piszę te słowa jest 14:08, 7 listopada i jest tak szaro, że musiałam odwrócić wzrok w stronę okna, żeby sprawdzić, czy na pewno odsłoniłam rano zasłonki - teza potwierdzona). Można zaszyć się więc w domu i kolejne pół roku egzystować jak dotychczas. Zawinąć się w kocyk i marzyć, co zrobić wiosną... To jeden z tysiąca powodów, dla których odwlekałam swoje działania. Każdy może znaleźć swoją analogię do pór roku. Niewiarygodne, jakie bajki serwuje nam mózg, w co potrafimy mu uwierzyć, żeby tylko nie ruszyć się z miejsca. Zwlekanie zawsze będzie absurdalne, bez znaczenia w jakim układzie odniesienia je osadzimy, bez znaczenia jaką ideologię mu dorobimy.

Tak spędzałam lata godząc się na niepełną satysfakcję z życia, tkwiąc w swojej nierozwijającej strefie komfortu, marząc, niewiele robiąc, mówiąc sobie, że w sumie to jest całkiem nieźle. Wiele pozorów budowało moje życie. Egzystowałam w nielubianym, ale wygodnym systemie. Pojawiały się czasowe przyjemności, zapewniające iluzję dobrego życia. To wszystko odsuwało moje prawdziwe potrzeby na kolejne sezony.

Do tego najtrudniejsze życiowe zdarzenia nigdy nie dają zamknąć się w żadne ramki, nie dają się przewidzieć, nie dają odpocząć;  najtrudniejsze nie przychodzi gdy jest się silnym, tylko z reguły spada na nas, gdy jesteśmy najsłabsi. Zgodnie z prawami Murphy'ego - jeśli coś może pójść nie tak, to pójdzie w najgorszym momencie. Na swój przełom zdecydowałam się więc paradoksalnie kiedy byłam w najgorszej życiowej formie emocjonalnej, kiedy byłam na to najmniej przygotowana, nie wtedy, kiedy obiektywnie był wygodny czas na zmiany.

Mimo to, w tej chwili mam już wielką przewagę nad Martą sprzed miesięcy, bo w ogóle coś zapoczątkowałam, coś ruszyłam, coś zmieniłam. Jestem kilka kroków bliżej marzeń. Niewiarygodne jest, jak w chwilach skrajnych emocji ujawniają się nieznane nam wcześniej pokłady energii i determinacji.

Życia nie zmienia się jedną decyzją. Na tę jedną kluczową decyzję złożyły się lata przeróżnych emocji.  Musiało minąć naprawdę sporo czasu, zanim zrozumiałam, że wszystko zależy tylko ode mnie, że wszystko muszę zrobić sama, że nie pojawi się ten dobry moment, że lepszego czasu nigdy nie będzie.

"Z oczywistych względów nasza świadomość kształtuje się wraz z wiekiem i nabywanym doświadczeniem i na poszczególnych etapach naszego życia będzie odrobinę inna."

Teraz mam już świadomość. Często obciążałam się myślami, że mogłam zrobić coś wcześniej, szybciej podjąć pewne kroki. Ale przecież wcześniej byłam o kilka doświadczeń inna, może nie do końca gotowa.

Brzmi nieznośnie, ale w kierunku marzeń trzeba po prostu postawić fizyczny krok. Postawić pierwszy krok wbrew wszystkiemu! Ten bowiem automatycznie ułatwia postawienie każdego następnego. Ta teza brzmi bardzo sztampowo, niejednoznacznie, niekonkretnie, wkurzająco dla każdego, kto chce się zmotywować i zupełnie oczywiście dla każdego, kto świadomie posuwa swoje życie na przód. Niestety "nie ma lepszego planu działania niż samo działanie". Kolejne kroki stawia się szybciej niż można przypuszczać.  I tu pojawia się clou wątku. Jak zacząć działać? Jak postawić pierwszy krok w stronę marzeń? Jak się zmotywować?

Dalej będę opowiadać o sobie. Bo tylko na tym się znam. "(...) każdy z nas jest inny i pod wpływem odmiennych impulsów czy motywacji porządkuje swoje życie".

Podstawą moich działań, najlepszą radą, jaką mogę przekazać, jest: dobrze poznaj siebie! Spędzaj ze swoim wnętrzem dużo czasu. Regularnie zadawaj sobie pytania: "Co w moim życiu liczy się najbardziej? Czy to, co robię, przynosi mi prawdziwą satysfakcję? Jaki jest mój cel w życiu? Czy to, co robię, jest spójne z moimi wartościami?" Znając jednoznaczne odpowiedzi na te pytania - będziesz wiedzieć, co robić ;-) Odpowiadaj szczerze, narzuć na siebie kluczową zasadę, że "aby wieść zdrowe i szczęśliwe życie - w żadnym wypadku nie będę oszukiwać samej siebie." Długo wypracowywałam to w sobie. "Spędziłam godziny na dyskusjach sama ze sobą, na sortowaniu i segregowaniu myśli. Wróciłam do podstaw - do wartości. Nareszcie ustaliłam swoje priorytety. Żeby te działania były skuteczne, musiałam być ze sobą niezwykle szczera." Od chwili, gdy postanowiłam nie robić nic wbrew sobie - byłam gotowa zrobić dla siebie wszystko! A "jaki jest Twój plan na życie? Zastanawiałaś się kiedykolwiek, kim jesteś, jakim człowiekiem chcesz być i co jest dla Ciebie najważniejsze?"

Poznaniu siebie oczywiście sprzyjają życiowe doświadczenia, ale tylko wtedy, gdy się nad nimi świadomie zastanowimy. Samo przeżywanie nic nie wniesie, jeśli nie padnie pytanie: po co to robiliśmy? co nam to dało? czy umiem wyciągnąć z tego lekcję?

Poznawaniu mechanizmów swoich działań, zaglądaniu w swoje wnętrze sprzyja czytanie. W czasie wzmożonej emocjonalnej aktywności - obecność książek w moim codziennym życiu jest priorytetowa. Miej jednak świadomość, że "zamiast działać, lubimy o tym czytać". Taką zasadzkę serwuje nam własny umysł. Nie przeciągaj więc w nieskończoność fazy motywowania. Doświadczyłam na sobie, że najbardziej inspirujące jest czyste działanie!

Przez trzy kolejne dni podrzucać będę garść mądrości, które pomagają mi przejmować kontrolę nad życiem. Dziś padło kilka słów o motywacji, jutro opowiem o układaniu planu, pojutrze o wytrwaniu w postanowieniach. To tylko trzy kroki, które są potrzebne do spełnienia każdego marzenia! :)

motywacja (określenie celu) -> plan działania -> działanie systematycznie powtarzane -> celchcieć mniej okładka

Serię tę wiążę z recenzją przeczytanej niedawno książki Katarzyny Kędzierskiej, autorki bloga Simplicite "Chcieć mniej. Minimalizm w praktyce". Idealnie ubiera w słowa moje zamysły i uzupełnia monolog. Wszystkie zamieszczone w tekście cytaty pochodzą z tej książki.

Na końcu serii zamieszczę listę ulubionych motywacyjnych książek, które przeczytałam na drodze do swojego marzenia.