Rzym – co, gdzie i za ile?

Przewodnikowych informacji nie zaoferuję, bo jest ich mnóstwo w książkach i w specjalistycznych artykułach. Plany na tygodniowe, weekendowe, nocne zwiedzanie Rzymu napisali już wszyscy, dużo mądrzejsi ode mnie, podróżnicy. A nie chcę robić z siebie specjalisty od Rzymu po spędzeniu w nim tygodnia. Ale będę czuła się doskonale, jeśli moja drobna, praktycznie zdobyta wiedza kiedyś komuś coś ułatwi. Sama z takiej lifestylowej blogowej wiedzy korzystam i czuję, że rewanż jest naturalny. Dzisiejszy post jest owocem tego założenia. Jeśli planujecie zobaczyć kiedyś Wieczne Miasto - postaram się trochę pomóc. Naszkicuję, jak wyglądał nasz, blisko tygodniowy wyjazd, a wy sami zdecydujecie, czy ta wiedza jest wam do czegoś potrzebna.

Wymyśliliśmy kiedyś, że każdą wiosną będziemy sobie robić kilkudniową wycieczkę do zagranicznego dużego miasta. To taki plan minumum, bo marzeń podróżniczych mamy znacznie więcej. Powiem wam w tajemnicy, że w tym roku naszym celem była Kopenhaga. Rozmawialiśmy o niej od zeszłorocznych wiosennych wakacji w Mediolanie, mieliśmy ją od roku w planach na wiosnę 2017. Jednak lodowate fronty odpowiedzialne za majowe europejskie zimno skutecznie nas do północnej wyprawy zniechęciły i zgodnie zdecydowaliśmy, że potrzebujemy ciepła. Na tydzień przed planowanym urlopem spontanicznie zmieniliśmy kierunek wakacji. Dokładnie o 180°. Zamiast do Kopenhagi polecieliśmy w przeciwnym kierunku, do Rzymu. W czasie, gdy Kopenhaga oferowała 8°C, Rzym przebijał ją o 20°C. To był wyjazd last minute, bez wcześniejszych długich przygotowań i planów. Rzym nigdy nie był na liście moich marzeń; wiedziałam, że wypada go zobaczyć (jak wiele innych historycznie cennych miast), że jest skrajnie turystyczny (jak wiele innych historycznie cennych miast) i że wielu zachwyca (jak wiele innych historycznie cennych miast). W dniu podejmowania decyzji o wylocie do Rzymu kluczowe było to, że leży we Włoszech, które uwielbiamy i że panuje tam lato. Ot! Nasze wyszukane argumenty.

 

Rzym - pierwsze wrażenia

Włochy nie schodzą z pierwszego miejsca naszej listy ulubionych wakacyjnych kierunków już od dwóch lat. Wygenerowały nasze najlepsze wspomnienia, jesteśmy do nich tak doskonale nastawieni, że nie ma dla nas większego znaczenia, które z włoskich miast czy zakątków przyjdzie nam w dalszej kolejności zobaczyć. Byle tylko móc to robić. Znamy już kilka włoskich miast - Rzym wydawał się być podobny. Wydawał się.

"Jestem po 6 dniach intensywnej pieszej eksploracji Rzymu. Wymęczona uczciwym zwiedzaniem, ze zdartymi podeszwami sandałów, ze spuchniętymi stopami, spalonym nosem. Mimo całodziennego obcowania z klimatem miasta i jego kluczowymi atrakcjami - czuję wielki niedosyt, czuję, że ominęło mnie za dużo i będzie trzeba szybko pomyśleć o uzupełnieniu tej wycieczki." - fragment zapisany na gorąco po wycieczce

Jechałam z zapewnieniami, że Rzym oferuje dużo i nie da się zobaczyć wszystkiego, bez znaczenia na jak długo się jedzie. Było mi to na rękę, bo tak naprawdę to ja wcale nie lubię zwiedzania. A już na pewno nie zamierzałam ścigać się z samą sobą na odhaczanie list obowiązkowych atrakcji. Mam do tego awersję, nie lubię pędzić po cokolwiek, lubię uważność, lubię słuchać swoich intuicyjnych preferencji. A ja chciałam tylko chłonąć klimat włoskich ulic, najeść się pizzy i odreagować zimną wiosnę w ciepłym kraju. Czułam jednak podświadomie, że to miasto może pokazać mi więcej niż inne i że warto się na nie otworzyć, może nawet trochę zmusić do zwiedzania. Wiedziałam, że jest stare, że prawdopodobnie nie widziałam starszego. Toczyłam w sobie małą wojnę.

Jak się okazało już pierwszego dnia naszej wycieczki - od Rzymu nie można się oderwać! Prowokuje uczucie ciągłego niezaspokojenia. Każda wielka i stara atrakcja zmusza do zrobienia kilku kroków w stronę kolejnej, i kolejnej. Tylko po to, żeby następnego rana uświadomić sobie, że chce się wrócić do nich ponownie. A sensu ma to dużo - bo o różnych porach dnia te same miejsca generują inną magię.

Tak jak Fontanna Di Trevi kompletnie nie rusza mnie w zaludnione upalne południe, tak rozczula mnie o świcie. Idąc tym tropem - nic nie rusza mnie w zaludnione upalne południe, więc szybko uświadomiliśmy sobie, że mamy za mało poranków, żeby móc zachwycić się wszystkim, co Rzym oferuje.

Wokół Wiecznego Miasta krążą legendy, że kto raz je zobaczy, będzie wracał do niego już zawsze. Uważałam się zawsze za indywidualistkę i byłam przekonana, że nie dam omamić się takim turystycznym propagandom. Znów muszę powtórzyć dla podkreślenia (podkreślić dla podkreślenia) - byłam.

Rzym to nie jest po prostu duże miasto. Mówiąc duże miasto wyobrażam sobie Warszawę, Londyn i Barcelonę. Rzym nie jest zwyczajną europejską stolicą. Naładowana pozytywnymi emocjami mam ochotę powiedzieć, że Rzym jest stolicą Świata. Określenie kolebka cywilizacji nie jest rozdmuchane. Bycie w kolebce czuje się na każdym spacerze. Rzym jest monumentalny. Nie tyle w prostym znaczeniu gabarytów, ale głównie w odczuciu głębszym - wzbudza szacunek i podziw; przygniata historią, każe się jej przyglądać. Poza normalnym europejskim wielkomiejskim życiem rozgrywa się tu jakaś równoległa nierealna historyczna rzeczywistość.

Nie lubiłam historii. Nudziła mnie do granic możliwości. Gdybym w wieku szkolnym została postawiona na jednym z rzymskich wzgórz z widokiem na starożytne miasto Forum Romanum i Koloseum, gdyby wtedy ktoś mi opowiedział o rzymskich Cesarzach - czuję, że mogłabym zaszczepić w sobie nieznaną dziś pasję. Nie wiem jak - ale szkoły podstawowe powinny przywozić tu dzieci na lekcje! Obowiązkowo i za darmo.

dsc_3051a0050-custom

Historia epok tasuje się tu w każdej ulicy. Surowa starożytność żyje obok bogatego baroku. Historia nie kłóci się ze współczesnością, nie jest odrealniona, zamknięta w szklanej gablocie. Turyści odpoczywają na leżących antycznych kolumnach, metro podjeżdża do samej bramy Koloseum, na Schodach Hiszpańskich odbywa się kolejny pokaz high fashion. Tu nic nie jest udawane, tkanka tego miasta jest naturalnie różnorodna.

 

Blogi, artykuły i przewodniki po Rzymie

Posty zagranicznych blogerek, które w tytułach zawierają travel guidetravel diary, travel story - są moim ulubionym typem artykułów. Uwaga ta dotyczy blogów lifestylowych, bo je śledzę w przewadze. Na wyspecjalizowane blogi podróżnicze wpadam doraźnie, gdy zdarzy mi się szukać konkretnej, praktycznej informacji. Jednak dla podróżniczych inspiracji, dla wczucia się w klimat miejsca, do którego się wybieram, zdecydowanie bardziej odpowiadają mi luźne relacje ulubionych blogerek.

Częste okazje do tworzenia tego typu materiałów to moje największe blogowe marzenie.

Przed wyjazdem praktycznych informacji na temat Rzymu szukałam na blogach.

Do przewodników podchodzę z dystansem - nie traktuję ich jak jedynego słusznego źródła wiedzy o podróżniczych punktach zainteresowania, bo przestały zaspokajać moje potrzeby. Nieczęsto jestem zainteresowana odhaczeniem wszystkich zabytków z zasobu miast.

Znacznie bardziej kręcą mnie subiektywne notki opublikowane przez ludzi, których styl życia znam, śledzę i lubię; notatki pisane przyjacielskim językiem realnego człowieka. Poza tym - po kilku moich wyjazdowych relacjach - mogliście się zorientować, że na wakacjach bardzo cenię „być i czuć”; że jestem najszczęśliwsza, gdy mogę zrosnąć się z tkanką miejsca, dopasować się do jego rytmu i nawyków, a instruktaż na ten temat rzadko kiedy dostępny jest w turystycznych broszurach.

Najczęściej szukam inspiracji na zdjęcia, sposób ubierania ludzi w danym miejscu, ciekawe punkty widokowe.

Na końcu wpisu linkuję kilka inspirujących postów poświęconych Rzymowi napisanych przez moje ulubione blogerki.

Jest jedna linia anglojęzycznych przewodników, które robią na mnie wielkie wrażenie. To linia Wallpaper City Guide wydawnictwa Phaidon. Jednobarwne książeczki o największych miastach świata skupiają się na alternatywnych ścieżkach ich zwiedzania.

Jednak żaden papierowy przewodnik i internetowy post nigdy nie zastąpi spontanicznego szwendania się w uliczkach i zdobywania wiedzy o miejscu własnymi zmysłami.

dsc_0585a0050-customWallpaper City Guide - przepiękne alternatywne przewodniki miejskie [ang.]

Nie mogę dać Wam gotowego planu zwiedzania, bo sama takich nie robię i z takich nie korzystam. O najsłynniejszych zabytkach piszą wszyscy i wszędzie. Dlatego po przewertowaniu przewodnika szukam mniej oczywistych ciekawostek na blogach.

Chodzenie uliczkami bez planu jest dla mnie zawsze najlepszym planem. A tu szczególnie. Bo za każdym rogiem wpada się na coś zachwycającego.

dsc_1299a0050-custom

dsc_2330a0050-custom

dsc_2350a0050-custom

Czytałam w licznych artykułach, że przebicie się przez tłum przy Fontannie Di Trevi jest niemożliwe, że Schodów Hiszpańskich nie da się zobaczyć, bo zalewa je fala turystów, że przy Koloseum trzeba wystać swoje niezależnie od tego czy kupisz bilet online, czy nie. Absolutnie się z tym nie zgadzam! Kluczem do kameralnego obcowania z topowymi atrakcjami jest wstawanie o świcie. Jest to męczące jak diabli, ale tak samo skuteczne. Pobudki o 5 są naszym kluczem do przyjemnego zwiedzania turystycznych lokalizacji. Mój post z zupełnie pustymi Schodami Hiszpańskimi jest na to dowodem. Dla regeneracji świetnym pomysłem jest powrót do hotelu w godzinach połudnowych, w porze sjesty. To tryb życia zgodny z autentycznym włoskim rytmem.

flaga-wloch

Samolot, nocleg, komunikacja miejska

Jak wiecie z powyższego wstępu - nasz wyjazd do Rzymu był bardzo spontaniczny. Mieliśmy jednak od dawna ustalony termin urlopu, który był naszą jedyną wymaganą stałą. Musieliśmy w kilka dni kompleksowo zorganizować wyjazd w konkretnym terminie.

Bliski termin wyjazdu często wiąże się z wyższymi kosztami niż ten planowany ze sporym wyprzedzeniem. Polecam kupowanie biletów w pierwszej kolejności i pod nie planowanie dokładnego terminu urlopu. Listę kosztów naszych wakacji opisuję na końcu posta.

img_1264a0050-customimg_1262a0050-custom

Bilety lotnicze kupiliśmy przez kiwi.com, lecieliśmy WizzAir'em z Lotniska Chopina w Warszawie do głównego rzymskiego lotniska Fiumicino. Dla przykładu bilet do Rzymu z Warszawy i z powrotem można w tej chwili kupić za 357zł/osobę z terminem wylotu w przyszłym tygodniu.

Nocleg rezerwowaliśmy przez booking.com, gdyż airbnb w naszym terminie nie oferowało nic zachwycającego. Szczerze - miejskie włoskie mieszkania w korzystnych cenach rzadko kiedy oferują coś zachwycającego ;-) Ta forma noclegów bardziej nam odpowiada w toskańkich małych miasteczkach (patrz: Cortona rok temu), tam łatwiej znaleźć perełkę. Spaliśmy w butikowym hotelu San Carlo Suite przy via del Corso - jednej z zakupowych ulic Rzymu biegnącej od Placu Popolo do Pomnika Ojczyzny. W ciągu dnia nasza ulica była bardzo oblegana przez zakupowych turystów. Lokalizacja w centrum, śniadanie w hotelu, komfortowa łazienka - były naszymi wymaganiami, które stawialiśmy noclegowi, na tych wakacjach. Niestety nie udało mi się w granicach naszego budżetu i terminu znaleźć pokoju z balkonem, ani chociaż z ładnym widokiem.

Wyższy koszt noclegu i biletów lotniczych oraz ograniczony wybór noclegów to minus organizacji wyjazdu na ostatnią chwilę.

Wysiadając z samolotu na lotnisku Fiumicino, musieliśmy zorganizować dojazd do centrum Rzymu. Opcji było kilka:

  • taksówka - korzystniej cenowo wychodzi skorzystać z taksówki zarejestrowanej w Rzymie niż we Fiumicino, choć to i tak najdroższy wariant (kilkadziesiąt euro kosztuje kurs, taksówkarze podobno bardzo oszukują);
  • oficjalny pociąg o nazwie Leonardo da Vinci (14€) dojeżdża do dworca głównego Termini, skąd kursuje metro i wiele lini autobusowych;
  • regionalny pociąg (8€) dojeżdżający do stacji Ostiense, skąd również kursuje metro - bilety dostępne w kasach i w automatach biletowych; uwaga! ważne żeby bilet na pociąg regionalny skasować w kasowniku przed wejściem na peron - jest to restrykcyjnie kontrolowane w pociągu - mimo wielkiego ścisku w pociągu włoski konduktor sprawdzał nam bilety;
  • autobusy kilku konkurencyjnych przewoźników jadące bezpośrednio na dworzec Termini (5,9€) - bilety można kupić w licznych stanowiskach przewoźników na lotnisku - na bilecie będzie napisana godzina odjazdu naszego autobusu i numer stanowiska; ps najbliższy autobus to nie zawsze nasz autobus, chętnych na ten najtańszy sposób komunikacji jest wielu, więc bilety wyprzedają się szybko i ciągle. Autobusy odjeżdżają co 15 min, ale nas powinien interesować tylko autobus z zaplanowanej dla nas godziny. Czas oczekiwania na autobus w naszym przypadku (w szczycie dnia) wynosił niecałe pół godziny.

W jedną stronę jechaliśmy autobusem, w drugą regionalnym pociągiem - obie opcja sprawdzone, obie wygodne. Choć my jesteśmy z tych, którzy preferują pociągi.

metro2Poruszanie się po mieście jest bardzo proste. Linie metra poprowadzone są pod największe zabytki - których nazwy znajdziemy w nazwach stacji, np. Di Trevi, Colosseo. Bilet jednorazowy na wszystkie linie komunikacji miejskiej kosztuje 1,5€, jest do kupienia w automatach na stacjach metra, pozostaje ważny przez 100 min od pierwszego skasowania. Co ważne - w metrze można się przesiadać dowolną liczbę razy do czasu aż nie wyjdziemy przez bramki, na tym samym bilecie po raz drugi nie wejdziemy do stacji metra.

Gdy uporamy się z noclegami i biletami lotniczymi można zastanowić się nad kupnem biletów online na największe atrakcje. Kolejki przy biletowanych zabytkach są dwie - dla osób z kupionymi wcześniej biletami online i dla osób, które chcą kupić bilety w kasie. Bilet online jest kilka euro droższy niż ten sprzedawany w kasach na miejscu. Ale podobno oszczędza dużo czasu. Do tej opcji namawiają też liczni pośrednicy krążący przy atrakcjach i oferujący usługę kupienia u nich biletu online. My nie skorzystaliśmy i sprawdziliśmy, co się stanie ;-)

dsc_2568a0050-custom

Tu czas na naszą historię. Któregoś pięknego dnia zaplanowaliśmy sobie zwiedzanie Koloseum. Poszliśmy na codzienny poranny spacer, planując na 8:30, czyli na godzinę otwarcia, pojawienie się pod ruinami starożytnego amfiteatru. Ruszyliśmy w ciąg taśm porządkujących kierunek kolejki spodziewając się mitycznych tłumów. Szliśmy w kierunku kolejki dla osób bez biletów. Braliśmy pod uwagę możliwość, że tłum nas zniechęci i z kolejki uciekniemy. Przeszliśmy kontrolę bezpieczeństwa i zanim omówiliśmy strategię - już byliśmy przy kasie! Przed nami szło pięć osób, które rozdzieliły się na pięć czynnych kas. Wszystko zajęło dwie minuty. Co zabawne - długa kolejka utworzyła się wśród posiadaczy biletów zakupionych z wyprzedzeniem. Czuliśmy, że wygraliśmy dzień! Nie chcę tworzyć teorii, bo nasz przypadek mógł być szczęśliwym zbiegiem okoliczności. Dąże tylko do tego, że naprawdę warto doświadczać miasta na swoich zasadach, nie trzymając się kurczowo wszystkich dobrych rad znalezionych w internecie. Przecież teraz wszyscy czytają rady w internecie i postępują zgodnie ze sprytnymi rozwiązaniami. Może czasem lepiej zrobić coś po swojemu? ;-) Naszą strategią na wyjazdach jest wyłącznie wczesne wstawanie, które nigdy nas nie zawiodło - to jedyna rada, której z czystym sumieniem udzielam.

dsc_1841a0050-customŚwit jest świetny!

Obowiązkowe w Rzymie

Nic nie jest obowiązkowe. Mam alergię na listy zaczynające się od musisz i trzeba. Za to bardzo wiele rzeczy warto zobaczyć.

Pomnik ojczyzny na Placu Weneckim, gigantyczna budowla z białego marmuru, wznosząca się nad miastem, nielubiana przez rzymian, pogardliwie nazywana maszyną do pisania lub tortem, jest charakterystycznym centralnym punktym miasta. My go lubiliśmy - bardzo pomagał nam w orientacji; stąd zaczynaliśmy zwiedzanie starożytnej części miasta, a rydwany na szczycie wskazywały nam kierunek do domu ;-) Przyjdźcie tu i zdecydujcie, w którą stronę chcecie się udać. Za jego plecami znajdują się największe katalogowe atrakcje - Palatyn, Forum Romanum, Koloseum, Circo Massimo, Termy Karakali. Idąc zgodnie z kierunkiem i zwrotem rydwanów, na północ, dojdziemy Via Del Corso (ulica, przy której stał nasz hotel) do Placu Popolo, po drodze mijając stare miasto z Fontanną Di Trevi i Schodami Hiszpańskimi. Kierując się na zachód - po chwili jesteśmy nad Tybrem (za nim jest Watykan). To bardzo wygodne uproszczenie. Jedno spojrzenie na mapę - wybranie charakterystycznego punktu i zorientowanie się względem niego z innymi celami - pozwala poruszać się po mieście w głównych kierunkach bez komplikacji.

dsc_0625a0050-customDo czasu aż wieczorem nie zaczniecie błądzić w wąskich uliczkach starego miasta ;-) Weźcie ze sobą małą mapę w kieszeń.

dsc_2116a0050-custom

dsc_0902a0050-customPomnik Ojczyzny, widok od strony Placu Weneckiego

dsc_2256aKoloseum. Wow! To naprawdę robi wrażenie!

dsc_2270a0050-custom

dsc_2207aTuż obok Koloseum góruje Palatyn i Forum Romanum

img_1774a-0050Przyznaję się - nie spodziewałam się wiele po Fontannie Di Trevi, miałam ją za przereklamowany zabytek. Po pierwszym spojrzeniu przyznałam, że bardzo się pomyliłam! To jedna z najpiękniejszych budowli, jaką widziałam. Porusza i onieśmiela. Biały piaskowiec komponuje się wybornie z turkusową wodą. A gdy dowiedziałam się, że woda wpływa do niej starym akweduktem - to zupełnie oniemiałam. Z zastrzeżeniem - muszę ją oglądać bez towarzystwa innych turystów.

dsc_1544a0050-customPlac Świętego Piotra w Watykanie na żywo jest mniejszy niż w tv!

dsc_3585a0050-customCampo de'Fiori - targ spożywczy z bogatą historią. Przeczytajcie, czyj pomnik i dlaczego tu stoi ;-)

dsc_3588a0050-custom

dsc_3625a0050-customPanteon, czyli świątynia poświęcona wszystkim bogom. Taka najprawdziwsza, o jakiej uczono nas na historii! Niezwykle zachowana. Można wchodzić do woli, jest za darmo.

dsc_2971a0050-customCirco Massimo - gigantyczny starożytny stadion. Tu odbywały się wyścigi rydwanów. Ry-dwa-nów! :D Nie jestem w stanie o tym myśleć bez emocji!

Dla porównania zabraliśmy jedną z kart naszej ulubionej gry - Cuda Świata. Pojedynek. Niestety, poza dziurą w ziemi ukształtowaną pod trybunę - nic z monumentalnego stadionu nie zostało.

dsc_3238adsc_3232aPlac Popolo i wzgórze Pincio - doskonały punkt widokowy na zachody słońca

Ile potrzeba czasu, żeby zobaczyć wszystko? Nie da się zobaczyć wszystkiego, niezależnie od tego, ile dni na wycieczkę się przeznaczy. Nawet jeśli pomyślisz, że widziałeś wszystko, to wiedz, że i tak nie widziałeś. Warto zaznaczyć, że każdy plac, zabytek, ulica robią zupełnie inne wrażenie o różnych porach dnia.

Mimo sześciu dni intensywnej eksploracji nie byliśmy w Muzeach Watykańskich, Muzeach Kapitolińskich, nie przeszliśmy całego Palatynu i Forum Romanum, nie byliśmy w Bazylice Św. Piotra - przez co czujemy niedosyt. Wiem - nie jesteśmy żadnym wyznacznikiem. Dałoby się odhaczyć wszystko. Ale takie odhaczanie to nie dla nas. Wolimy uważniej, wolniej i świadomiej. Ale za to widzieliśmy Schody Hiszpańskie, Fontannę Di Trevi, Koloseum w kilku różnych sceneriach i to bardzo doceniamy. To specyfika Rzymu, że zawsze jest do niego po co wracać - przekonaliśmy się o tym podczas pierwszej wizyty.

Po artykule primocappuccino.pl pierwszy raz w życiu żałuję omijania budowli sakralnych.

 

Co zrobić w Rzymie?*

*poza zwiedzaniem zabytków

• Pójść na mecz miejscowej drużyny piłkarskiej ROMY i kupić pamiątkę w jej firmowym sklepie

Szczęśliwym trafem w terminie naszych wakacji odbywał się na Stadionie Olimpijskim ważny mecz ligii włoskiej - Roma vs. Juventus. I choć nie jestem czołowym fanem piłki nożnej w domu, to na takim wyjeździe wrażenia związane z kibicowaniem pomnożyły się stukrotnie. Oszalałam z entuzjazmu! Do dziś rozkoszuję się brzmieniem rzymskiego hymnu śpiewanego przez sześćdziesięciotysięczny tłum, uśmiecham się do wspomnień o entuzjastycznych włoskich kibicach. Szczerze zazdroszczę sobie tego doświadczenia. Cieszę się, że poznałam też na żywo fenomen kochanego w Rzymie Tottiego - piłkarza wszech czasów, który całą swoją zawodową karierę spędził w jednym klubie. Dwa tygodnie po naszej wycieczce odbyła się uroczystość kończąca jego karierę.

img_1431a0050

W Rzymie są dwa kluby piłkarskie - Lazio i Roma. Nigdzie nie widziałam śladów Lazio.

Stadion Olimpijski został przebudowany na Igrzyska w 1960 roku, jest też włoskim stadionem narodowym. To, co zachwyca mnie w nim ogromnie, to mozaika wyścielająca otaczające go arterie. Mozaika nie byle jaka, bo przedstawiająca dyscypliny olimpijskie. Dzieło niby współczesne, ale utrzymane w starożytnym klimacie.

img_1593a0050-custom

dsc_3830a0050-customdsc_3821a0050-custom

dsc_3841a0050-custom

dsc_3857a0050-custom

 

• Stworzyć serię zdjęć

czegoś, co uchwyci wyjątkowość miasta. Rób zdjęcia na tle unikatowych drzwi, zdjęcia własnych stóp na pięknych posadzkach, zdjęcia witryn ekskluzywnych sklepów, starych samochodów. Czegokolwiek! Zrób galerię.

dsc_0988a0050-custom

dsc_2341a dsc_2348a

Pomysł z drzwiami realizowaliśmy przy okazji greckich wakacji: klik. Do dziś nie umiem przejść przy pięknych drzwiach obojętnie i regularnie służą nam za tło wakacyjnych zdjęć. Poza tym - wyłapywanie określonego elementu z krajobrazu pobudza spostrzegawczość i uważną eksplorację miejsca - polecam, sprawdziłam.

dsc_1244a0050-custom

dsc_3757a0050-customWyłapywanie niezwykłości w zwykłych rzeczach to przepis na satysfakcjonujące zdjęcia. Niezwykłość stoi tu na ulicy!

• Zrobić wyjazdowe statystyki

Na przykład - policz ilość kilometrów przebytych na piechotę (aplikacja sports tracker) lub zapisuj przeznaczenie każdego wydanego centa (aplikacja dollarbird) - będziesz miał na koniec wyjazdu prywatne statystyki. Bardzo lubię takie podsumowania! Możesz też robić codziennie zrzut ekranu bieżącej pogody wyświetlanej na smartphonie. My swoje podsumowanie już mamy. Przez 6 dni przeszliśmy blisko 70km! A koszty - na końcu posta.

dsc_1144a0050-custom

• Kupić lokalne produkty

Na przykład lokalną gazetę codzienną, regionalną wędlinę, makaron lub... kalendarz z księżmi. To nie żart - kalendarz z przystojnymi księżmi robi furorę wśród turystek. Z nami do domu wróciła La Gazetta Dello Sport - dziennik sportowy wydawany na charakterystycznym różowym papierze, który w większości skupiał się na przeżytym przez nas dzień wcześniej meczu. I włoski Vogue. Vogue kupuję tylko na zagranicznych wyjazdach - niewielki stosik jest więc miarodajnym wspomnieniem wyjazdów, które przeżyłam. Poza tym kosztuje 5€, więc jest dużo tańszy niż zaimportowany do Polski i sprzedawany w Empikach. Makarony, oliwę, passatę pomidorową uwielbiamy, ale kupujemy tylko podczas włoskich wypraw samochodem. Podczas podróży samolotem nie mamy miejsca w walizce ;-)

dsc_2355a_kalendarz-z-ksiezmi0050-custom

Można też kupić sobie antyczną rzeźbę :D Sklepów-galerii jest w Rzymie na pęczki. Dla mnie to niecodzienna ciekawostka.

dsc_0715a0050-custom

dsc_0714a0050-custom

• Wysłać pocztówki

Nie wyrosłam z tego zwyczaju, a mojej rodzinie nigdy się nie znudził. Analogowe pozdrowienia robią zawsze dobre wrażenie, są dużo milsze niż taśmowe smsy.

• Zrobić selfie z klasyczną atrakcją

nawet jeśli nie umiesz i na co dzień ich nie robisz. A może właśnie szczególnie wtedy! ;-)

dsc_3433a

• Spacerować, przyglądać się ludziom, budynkom, ulicom, fotografować

Każda uliczka kryje swoją magię. W każdym kącie bluszcz inaczej oplata kamienice, krzesła w innym kolorze stoją pod pizzerią, inne auto zaparkowało pod murem.

dsc_0608a0050-custom

dsc_1992a0050-customW Rzymie nie można patrzeć pod nogi - ponad głowami dużo się dzieje!

dsc_3524a0050-custom

dsc_2334a0050-custom

• Ulec window-shopping

Włosi uwielbiają dobre marki. W Rzymie ekskluzywność wylewa się z witryn. Ulice zakupowe są oblegane. Eleganckie kobiety zgrabnie chodzą na szpilkach między drogimi butikami. Wiem coś o tym, bo mieszkaliśmy przy jednej z rzymskich alei modowych. Window-shopping to zjawisko polegające na delektowaniu się widokiem witryn bez dokonywania zakupów :D Ja wiem, że to jest dosyć śmieszne... Ale witryny Gucci, Chanel, Fendi, Prady to prawdziwe dzieła sztuki! Nie rozumiałam zjawiska window-shoppingu, dopóki nie znalazłam się w modowym raju. Bez budżetu.

dsc_3772a0050-custom

dsc_3724a0050-custom

dsc_3870a0050-custom

dsc_2004grey0050-custom

dsc_1671a0050-custom

dsc_1669aa0050-custom dsc_0729a0050-custom

dsc_2009a0050-custom

dsc_1648a0050-custom

dsc_1652a0050-custom

dsc_1649a0050-custom dsc_2356a0050-custom

• Jeść!

To przede wszystkim! ;-)

Co i gdzie zjeść w Rzymie?

Pizzę, makarony, owoce morza, jagnięcinę, panini, cornetto, tiramisu, panna cottę, lody, owoce. Pić kawę, wino i wodę.

dsc_3006a0050-custom

Dużo rekomendacji miejsc ze sprawdzonym jedzeniem można znaleźć na blogach. My spacerując po mieście raczej nie szukamy miejscówek z polecenia. Nasze trasy zwiedzania są spontaniczne, więc zatrzymujemy się w knajpkach, które nam się spodobały, w porze kiedy potrzebujemy przerwy. Oczywiście grozi to lepszymi i gorszymi doświadczeniami, ale podczas wakacji zupełnie mnie takie ryzyko nie rusza.

Na włoskich wyjazdach staramy się żyć rytmem Włochów i planować obiad przed sjestą. W Rzymie jednak jest tak turystycznie, że znalezienia otwartego lokalu w porze sjesty nie jest trudne - zupełnie inaczej jak w małych toskańskich miejscowościach.

dsc_3094a0050-custom

Kilka razy zamiast klasycznego siedzenia w trattorii zdecydowaliśmy się kupić kawałki pizzy sprzedawane w piekarniach na kawałki, na wagę (pizza al taglio). To świetna wariant okołopołudniowej przekąski, kiedy rytm naszych organizmów nie domaga się jeszcze obiadowej uczty. Decydując się na zakup kawałków można automatycznie przetestować więcej różnych rodzajów pizzy i różne piekarnie - my z tej możliwości czynnie korzystaliśmy ;-) To też wersja budżetowego włoskiego jedzenia.

dsc_3061a0050-custompizzaNa powyższe zdjęcia załapała się akurat Pizzeria Florida. Wyjątkowo nie polecamy. A jeden z polskich przewodników po Rzymie akurat ją poleca...

dsc_2277a0050-custom

Alternatywą lekkiego obiadu może być panino, czyli włoska kanapka. Wiecie, ze na stadionie Romy, jako meczową przekąskę zamiast hot-dogów sprzedają panini? <3

dsc_3485a0050-custom dsc_3473a0050-custom

Włoska kawa jest pyszna - mocna i aromatyczna. Polecam choć raz udać się na poranne espresso do małej kawiarni i wypić je przy barze w towarzystwie Włochów biegnących do pracy. Ciekawostką jest, że cenę kawy w Rzymie normują władze, żeby było na nią stać mieszkańców. Tym sposobem espresso nie może kosztować więcej niż 1€, a cappuccino więcej niż 1,2€. Z zastrzeżeniem, że kawę pijemy przy barze, nie korzystając ze stolika i obsługi kelnera. Wiem, co mówię - przerobiliśmy to na sobie.

dsc_3978a0050-custom

dsc_0647a0050-customRavioli - mój najulubieńszy rodzaj makaronu

dsc_3169a0050-custom

Do pełni jedzeniowego szczęścia zabrakło mi rurki z ricottą, czyli cannoli - włoskiego przysmaku moich marzeń. Czy podają je tylko na Sycylii?

dsc_3031a0050mc-custom dsc_2011a0050-customNie chodźcie do McDonald's, mimo że znajdziecie je przy wszystkich wielkich atrakcjach. Zjedzcie coś włoskiego ;-)

 

Podsumowanie

Od kilku dni zadaję sobie pytania: Co zrobiłabym inaczej? Czy coś mi się nie podobało? Co bym poprawiła? Odpowiadam zupełnie na serio: zjadłam za mało lodów pistacjowych i zabrałam za mało sukienek. Wszystko inne było idealne!

Każda konfiguracja dnia, jaką zaplanujecie, będzie dobra! Nie poddawajcie się perfekcyjnemu planowaniu, bo Rzym je i tak zdominuje. A wy uwięzicie się we własnych zapiskach. Nie przeceniajcie swoich możliwości, dajcie sobie margines na spontaniczny obiad albo leniuchowanie w parku z widokiem na Koloseum. My na przykład dla rozrywki obserwowaliśmy pana wyławiającego z fontanny monety kijkiem do selfie ;-) Nie chcijcie za dużo, bo ominie was magia tego miasta schowana w jakiejś wąskiej uliczce. Trzeba się nastawić na to, że Rzymu nie zwiedza się na raz. To miasto, do którego trzeba wrócić.

Nasze dni były dobre, bo robiliśmy rzeczy zgodne ze swoimi preferencjami i rytmem. Nauczyliśmy się odpuszczać i doceniać. Gdy ludzie stali w kolejce do Koloseum, albo przepychali się pod fontannami - my szliśmy na południową sesję. Gdy wszyscy spali - my kameralnie podziwialiśmy perełki wśród zabytków. Naszą złotą i jedyną radą są wczesne pobudki i poranne spacery.

Poczytajcie na blogach o tematach, które szczególnie was interesują. Tak subiektywnie i specjalistycznie; uczciwie wybierzcie swoje ulubione atrakcje i im się poświęćcie.

Podrzucam swoje ulubione posty o Rzymie. W związku z faktem, że przed wyjazdami szukam głównie inspirujących pomysłów na zdjęcia, unikalnych miejsc, inspiracji na stroje - nie wszystkim moja lista może się spodobać.

„Całymi dniami zwiedzaliśmy jak nawiedzeni, więc nie powiedziałabym, że odpoczęłam, ale na pewno się zresetowałam. Takie oderwanie się i zmiana otoczenia (no i temperatury) naprawdę dobrze robi na mózg.” - Ryfka

I zupełnie na koniec - podsumowanie kosztów.

Ile kosztują wakacje w Rzymie?

Rzym nie jest najbardziej ekonomicznym kierunkiem. Pokuszę się o stwierdzenie, że wakacje w Rzymie to jedne z najdroższych, jakie w życiu zrobiłam. Ale wrażenia, które zapewnia, są warte wszystkich pieniędzy!

Konkretne finansowe podsumowanie weekendowych rzymskich wakacji znalazłam na tym blogu: https://duze-podroze.pl/ile-kosztuje-weekend-rzymie/?bp Bardzo pomocne!

prt-screen-due-podroze-martaguzowska-pl-ile-kosztuje-rzym

Nasz sześciodniowy wyjazd do Rzymu kosztował prawie 4500zł/os. To suma zawierająca 100% poniesionych przez nas wydatków związanych z podróżą - bilety lotnicze, hotel, wyżywienie, bilety wstępów, biletu komunikacyjne, pamiątki, pocztówki, kawę, bilety na mecz Romy, moją sukienkę z Zary, bilety PKP Poznań - Warszawa, ubezpieczenia, gazety, wodę, mentosy, itd. No dokładnie wszystko! :) To kwota bardzo bliska kosztom opisanym powyżej przez Aleksandrę, przy założeniu warunków komfortowych :)

Jakbyście nie czuli się przekonani, ducha Rzymu oddają słowa W.Allena:

„To niezwykła metropolia. Wszystko tam dzieje się w przestrzeni publicznej. Na ulicach, placach, skwerach. Imponował mi ten wspaniały rwetes. W Rzymie stale mijają się ze sobą ludzie, skutery, samochody, miasto żyje w słońcu. Włosi są głośni, krzyczą, nawołują się, sprzeczają. Kochają życie. Nie mają  amerykańskiej opresyjności, braku odwagi, skłonności do akceptowania średniactwa i życia pod pantoflem korporacyjnego szefa. Kochają jedzenie, politykę, kobiety, muzykę, operę, modę, architekturę. Pragną czerpać ze świata pełnymi garściami” - Woody Allen

Gdybym mogła pomóc organizacyjnie lub informacyjnie - jestem do dyspozycji!

key words: Roma, Roma bella, Rome city guide, Rome travel diary, Rzym