„Slow fashion. Modowa rewolucja” – recenzja

Moja najświeższa książkowa zdobycz, którą skończyłam czytać dosłownie minuty temu, otwiera dziś subiektywną listę najbardziej stylowych książek, które fanka mody przeczytać powinna. Oczywiście każda z różnym nastawieniem pierwotnym, z różnymi opiniami końcowymi, wybierając z nich tylko to, co indywidualnie przydatne i ciekawe (trochę asekuracyjne to zdanie). Ale przecież rynek dobrze jest poznać za wczasu i zdanie wyrobić sobie samemu, zanim ktoś zdąży je nam narzucić.

Jedyne co śmiem teraz narzucać to teorię, że czasem warto coś przeczytać. To wzbogaca, ogólnie, a przeczytanie tej książki bezpośrednio rzutuje na wzrost naszej konsumenckiej świadomości i bliższe przyjrzenie się swoim potrzebom. Nie wiem jak u Was, ale dla mnie wszystko, co potencjalnie może być rozwojowe, pochłaniam bez reszty.

slow fashion_recenzja_Guzowska_2

Joanna Glogaza, autorka bloga styledigger.com, w swojej debiutanckiej książce "Slow fashion. Modowa rewolucja", bardzo zgrabnie ubiera w słowa idee, którymi karmię się od dłuższego czasu. Poza tym, że porusza kilka bliskich mi życiowo wątków - to jeszcze uświadamia nowe błędy, wzbogacone od razu pakietem metod na ich rozwiązanie. I choć owe problemy natury odzieżowej, bo o takich mowa, nie zagrażają bezpośrednio naszemu życiu - to potrafią je mocno skomplikować.

Nie odkryję niczego nowego, jeśli postawię teraz tezę, że kluczem do budowy (odbudowy lub utrzymania) swojej pewności siebie, a przez to, poprawy jakości życia (nad czym osobiście ciągle pracuję) - jest m.in. umiejętność radzenia sobie ze stresogennymi, niszczącymi nas od środka, czynnikami. Te, bowiem, potrafią zabić wiele zapału. Pewność siebie musi kipieć ze środka, emanować z oczu, przekładać się na pewny i silny krok, wzbudzać uczucie szacunku i podziwu w rozmówcach, prowokować miłe spojrzenia - to szczególnie satysfakcjonujący i atrakcyjny stan, nad którym warto popracować. Ja go uwielbiam! Ale zdarzają się okresy, kiedy problemy się piętrzą, a zapał, dobre nastroje i wszystkie motywacje spadają na łeb, na szyję. Stres zabiera wtedy błysk spojówkom. Metod radzenia sobie ze stresem (który gnębi nas od wewnątrz, ale widoczny jest na zewnątrz) jest pewnie tyle, co ludzi. I choć wyjątkowo męczą mnie psychologiczne teorie, to w tym przypadku, wiem już z własnego doświadczenia, że najskuteczniejsza jest tylko kompleksowa analiza problemu, zdystansowanie się i systematyczna eliminacja złych ognisk z umysłu. Prosty przykład - stresuje cię codzienne wyjście do pracy, nie znosisz swojego szefa, wracasz totalnie wyprany do domu przez 5/7 tygodnia, i choć wieczorami biegasz 10 km, ćwiczysz killera, czytasz poradniki, spędzasz czas z najbliższymi - zajmujesz się wyłącznie czynnościami, które sprawiają przyjemność - i problem zostaje zatuszowany - to nie znika. Zniknie dopiero kiedy polubisz swoją pracę lub ją zmienisz. A to duże tematy, które wymagają jednorazowego postawienia wielkiego kroku. Żeby było to łatwiejsze - zahartujmy się - zacznijmy od czegoś prostszego, wymagającego mniej wysiłku. Bo proces eliminacji problemów, rozpoczęty od tematów najłatwiejszych, pozornie wręcz błahych, jest najbardziej efektywny. Daje natychmiast zauważalne rezultaty, a te skutecznie rozpoczynają efekt kuli śnieżnej i siłę do większych wyzwań. Dlatego bardzo lubię satysfakcję z samodzielnego rozwiązywania nawet najmniejszych problemów - to daje poczucie pełnej kontroli nad swoim życiem. Joanna zgrabnie opisuje jak owe poczucie kontroli stopniowo w sobie odbudować, zaczynając od uporządkowanie najbliższej przestrzeni.

Chciałam napisać własny, krótki wstęp do kilku moich ulubionych teorii i wniosków, które przedstawia w swojej książce Joasia (Czy nie pozwalam sobie na zbyt duże zdrobnienie? Czy to przestaje już być taktowne?), a przez przypadek rozdmuchałam egzystencjalny problem (dorabiając ideologię do sprzątania szafy - można sobie pomyśleć - kompletnie nie czując idei 'slow'). Zacznę więc od początku.

Wstęp książki był dla mnie nieco męczący, ale teraz rozumiem, że konieczny, żeby tekst stworzył spójną, zrozumiałą całość. Kilka pierwszych, dość teoretycznych stron, opisujących historię autorki oraz pułapkę szybkiej, współczesnej mody, nieco mnie znużyło. Posługując się obrazową metaforą - to zupełnie jak analiza rysunku z budową soczewki na wykładzie tuż przed zobaczeniem prawdziwego obiektywu na żywo podczas ćwiczeń. Powtórzę - nie zakochałam się w pierwszych stronach, ale racjonalnie uważam je za potrzebne. Może wiąże się to z faktem, że za szybko chciałam się zachwycić, a czytane akapity nie wnosiły do mojej wiedzy nic szczególnie inspirującego, o czym bym jeszcze nie wiedziała lub nie mogła dowiedzieć się wcześniej, gdybym tylko poczuła taką potrzebę.

Tylko do chwili, aż poruszone zostały moje ulubione konkrety. Jasne instrukcje jak zrobić sobie detoks od obsesyjnego sieciówkowego śledzenia trendów i kupowania dla sportu na wyprzedażach, jak posprzątać raz na zawsze swoją szafę (czuję, że zbliża się moment na finałową #3 wyprzedaż moich ubrań), wreszcie jak najlepiej poznać swój gust i wypracować sobie własny styl, a później pięknie go utrzymać i wywindować do nieba pewność siebie. Wszystko bez utartych kanonów, schematów, uogólnień, z naciskiem na indywidualne gusta i cechy zainteresowanych.

W związku z faktem, że jestem już na dość zaawansowanym etapie przestawiania się na świadome konsumowanie (nie tylko mody) i że coraz lepiej znam siebie, to co chwilę z radością przytakiwałam głową, wykrzywiałam usta w półuśmiechu aprobaty i niebieską kredką podkreślałam kolejne zdania, z którymi się utożsamiam. Po czym bazgrałam na marginesie mały wykrzyknik lub koślawe serduszko.

slow fashion_recenzja_Guzowska_1

Pora na kilka moich ulubionych cytatów, zdań wyjętych bezpośrednio z książki, składających się na klarowną listę rad doświadczonej koleżanki. Żeby nie zabrać komuś frajdy z ich samodzielnego odkrywania, skupiam się tylko na jednym z moich ulubionych rozdziałów: "Jak odnaleźć swój styl?". Z niego wybieram esencję haseł, które szybko zarażą poglądami Autorki, bądź przekonają ostatecznie, że takie teksty nie są dla was. Dla mnie to pigułka rzeczy, o których chcę pamiętać i do których będę wracać. Mimo, że kontekst pozwalam sobie zignorować - obiecuję, że zdania nie tracą swojego właściwego wydźwięku i uniwersalnej mocy. To przy nich stoją moje wykrzykniki:

  • "Celowo użyłam słowa «budować», a nie «szukać». Jestem przekonana, że każda z nas swój styl ma już od dawna, w końcu bezpośrednio wiąże się on z tym, kim jesteśmy, co lubimy, jak spędzamy czas. To opakowanie naszej osobowości. Jeśli potrafisz wyeksponować to, co masz w środku, ze wszystkimi niuansami, twój styl zawsze będzie wyjątkowy. Styl ubierania się jest wypadkową twoich estetycznych preferencji, stylu życia i typu urody. Zwykle trzeba go tylko dostrzec (...)" (s. 100)
  • "(...) jestem gorącą zwolenniczką budowania swojej bazy na podstawie osobistych preferencji. Rozwiązania przeznaczone dla wszystkich są tak naprawdę dla nikogo." (s. 100)
  • "Baza to ubrania, które mogę powyciągać z szafy i zestawić je po ciemku i wiem, że będą dobrze wyglądać, bo są świetnie dopasowane do mojej sylwetki, mojego gustu i do siebie nawzajem. Czuję się w nich pewnie, dlatego mam dzięki nim wolną głowę w sytuacjach, gdy zupełnie nie mam czasu zajmować się wybieraniem ciuchów." (s. 111)
  • "(...) jesteśmy «poskładani» z kawałków osób i rzeczy, które w jakiś sposób wywierają na nas wrażenie (...)" (s. 120)
  • "Wygoda jest bardzo często niedocenianym składnikiem stylu." (s. 122)
  • "Jeśli nie będzie ci wygodnie, nigdy nie będziesz czuć się w ubraniu jak w drugiej skórze, a to właśnie ten niewymuszony komfort, ta naturalna nonszalancja, jest najważniejszym składnikiem stylu." (s. 123)
  • "Pamiętaj, że to ubrania powinny służyć nam, nie odwrotnie, i zaakceptuj, że budowanie garderoby to proces, w którym wiele może się po drodze zmienić." (s. 122)
  • "Zadbane ciało, ładna cera i dobrze dobrana fryzura to absolutna podstawa, punkt wyjścia, od którego powinnaś zacząć." (s. 125)
  • "pewnie zauważyłaś, że w tej książce nie ma osobnego rozdziału na temat różnych typów sylwetek. To dlatego, że nie jestem gorącą zwolenniczką takiej typologi. (...) poradniki poświęcone temu, jak ubrać taką czy inną sylwetkę, sugerują, że coś jest z nami nie tak, że jesteśmy niepełnowartościowe, ale kupując właściwe rzeczy, możemy to naprawić." (s. 126)
  • "Nie zapomnij, jak ważnym składnikiem stylu jest odwaga. (...) mówię o odwadze bycia sobą i podkreślania swojej wyjątkowości." (s.130)
  • "(...) instrukcja pod tytułem «obowiązkowy kolor w szafie każdej kobiety» jest takim samym bezsensem jak lista ubrań, bez których rzekomo nie możesz się obejść. Ani czarny, ani biały, ani czerwony, ani żaden inny kolor wcale nie musi się znaleźć w twojej szafie, jeśli nie masz na to ochoty." (s. 133)
  • "(...) charakterystyczny styl zapewnia konsekwencja i spójność, nie zaś nieustanny przypływ nowości." (s. 134)

I jeszcze tylko definicja stylu, autorska definicja Joanny, która wraz z przytoczonymi powyżej zdaniami, uświadamia, że wszystko, co niezbędne do budowy własnego stylu jest już zakodowane głęboko w nas, a jedyne co musimy zrobić to otworzyć się na proces swojego kompleksowego poznania.

"(...) styl wynika z doskonałej znajomości siebie - swoich estetycznych preferencji, głęboko zakorzenionych sympatii i antypatii odzieżowych oraz inspiracji, zarówno tych płynących bezpośrednio z mody, jak i pośrednich, wynikających z fascynacji filmami, książkami, muzyką czy jakąś ideologią, wizytą w galerii, podróżami, obserwacją natury. Inspiracją może być wszystko i tylko od ciebie zależy, jak ją odzwierciedlisz w swoich stylizacjach."

Niedługo przedstawię swoją interpretację tych wszystkich haseł. Spróbuję, w formie ćwiczenia dla samej siebie, opisać jak ja czuję swój styl, co uwielbiam, a co kompletnie nie jest moje, jak wygląda moja doskonała wizja szafy, i na jakim etapie jest jej wdrażanie, czego ciągle nie potrafię w sobie zrozumieć i czego nauczyłam się przez lata popełnianych błędów. Wracam przed komputer po weekendzie.

Zdjęcia: Kinga i Marcin Malinowscy www.whiteberry.com.pl