mswindows.org cheap office-professional-plus-2016 key parajumpers sale www.troilus.es anneshealinghands.nl canada goose jas parajumpers outlet

16

Grudzień

Love X Style X Life

Istnieje pewna prosta inklinacja. Jeśli siadam z książką na kanapie zaraz po przyniesieniu jej ze sklepu i czytam ją w jeden wieczór, zapominając o jedzeniu, spaniu i innych potrzebach fizjologicznych, jeśli nie zdążę zorganizować sobie do niej nawet zakładki, to znaczy, że doskonale trafiła w mój gust. Może to już uzależnienie od magicznej mocy słów spisanych na papierze, może wyjątkowo trafnie, już na etapie księgarni, nauczyłam się definiować swoje potrzeby, a może po prostu wydawnictwa tej jesieni wydrukowały multum ciekawych publikacji, bo nie pamiętam, kiedy przez moje ręce przewinęło się tyle dobra!

Love X Style X Life jest kolejną „stylową” książką, której kupno, przeczytanie i postawienie do kolekcji na półce sprawiło mi ogromną przyjemność. Jeśli ktoś teraz pomyślał, że „kolejna” znaczy „taka sama”, to będę zmuszona go mocno rozczarować.

09

Grudzień

K. Tusk „Elementarz stylu” – recenzja

Zaczynam pisać kolejny post z recenzją książki. Tym razem pozwolę sobie zacząć od akapitu przepełnionego hipokryzją.

Należę do osób, które nigdy nie czytają recenzji. Ani książek, ani filmów, ani żadnego innego produktu wprowadzanego na rynek. Nie lubię oddawać nieznajomym ludziom mocy decyzyjnej w kwestii mojego kulturalnego i życiowego wzbogacania. Za bardzo lubię doświadczanie. Uwielbiam proces tworzenia opinii, która powoli krystalizuje mi się w głowie z każdą przewróconą kartką, czy obejrzaną minutą. Dlatego wszelkie decyzje o kupnie „kultury” podejmuję impulsywnie. To jedna z niewielu dziedzin życia, w której taka strategia się sprawdza. Na poznawaniu szeroko rozumianej kultury nie można bowiem stracić. Ani czasu, ani pieniędzy. O poznawanie, wzbudzanie emocji, tworzenie opinii, wyrabianie gustu przecież w tym wszystkim chodzi. Dlatego na pytanie „czy opłaca się przeczytać tę książkę?”, niezależnie od tytułu, którego będzie ono dotyczyło, zawsze odpowiem, że się opłaca.

18

Sierpień

THORN

Od czasów, kiedy szczytem moich marzeń był najnowszy tom Harrego Pottera, na żadną książkę nie czekałam z tak wielką niecierpliwością. Mimo że przyjemność czytania zaszczepiono we mnie jakieś dwadzieścia lat temu, do dziś nie wykreowałam sobie żadnego schematu w tym całym procederze. Nie mam ulubionej książki, autora, serii, gatunku, czy nawet kącika w domu do czytania. To tematy, które ciągle ewoluują, w zależności od humoru, pory roku i planu na życie. Ciągle poznaje i zaspokajam bieżące potrzeby. Większość swoich książkowych pozycji dostałam w prezentach od Najbliższych, albo kupiłam impulsywnie podczas łowów w księgarniach. Wybór kolejnych książek zawsze pozostawiam intuicji. Czasem kluczem okazuje się chwytliwy tytuł albo ładna okładka – to chyba klasyka damskiego gatunku. Rzadko przeglądam recenzje, nie śledzę nowości wydawniczych, ani list bestsellerów. Thorn był wyjątkiem – jasnym, zaplanowanym punktem do przeczytania, zanim wiedziałam kiedy i pod jakim tytułem się ukaże.

06

Sierpień

„Slow fashion. Modowa rewolucja” – recenzja

Moja najświeższa książkowa zdobycz, którą skończyłam czytać dosłownie minuty temu, otwiera dziś subiektywną listę najbardziej stylowych książek, które fanka mody przeczytać powinna. Oczywiście każda z różnym nastawieniem pierwotnym, z różnymi opiniami końcowymi, wybierając z nich tylko to, co indywidualnie przydatne i ciekawe (trochę asekuracyjne to zdanie). Ale przecież rynek dobrze jest poznać za wczasu i zdanie wyrobić sobie samemu, zanim ktoś zdąży je nam narzucić.

Jedyne co śmiem teraz narzucać to teorię, że czasem warto coś przeczytać. To wzbogaca, ogólnie, a przeczytanie tej książki bezpośrednio rzutuje na wzrost naszej konsumenckiej świadomości i bliższe przyjrzenie się swoim potrzebom. Nie wiem jak u Was, ale dla mnie wszystko, co potencjalnie może być rozwojowe, pochłaniam bez reszty.

07

Kwiecień

Radości wielkanocnego weekendu

W minione Święta zaszyłam się na rodzinnej „prowincji” i nie miałam najmniejszych chęci na wystawianie nosa poza domową sielankę. Nie włączyłam komputera, nie wysłałam do nikogo sms’a z życzeniami, nie odpisałam na żadnego maila i nie przygotowałam się do niczego, co w codziennym slangu funkcjonuje pod pojęciem „obowiązek”.

Zajmowałam się najważniejszymi rzeczami na świecie! Cieszyłam się czasem spędzanym z Bliskimi.

Przez całe trzy dni rozmawialiśmy o rzeczach ważnych i wzruszających, dzieląc się całym wachlarzem emocji, wspominaliśmy, oglądaliśmy piękne filmy pod kocami, śmieliśmy się i przekomarzaliśmy, gotowaliśmy i wcinaliśmy pyszności…