The devil is in the detail

Dokonałam przewartościowania. Na niedocenianej wcześniej płaszczyźnie, która okazała się jednak w sposób bezpośredni  wpływać na odbiór mojego wizerunku. Nie wiem jak mogłam ją tak długo i otwarcie ignorować! Mówię tu o marginesie, który tworzą szeroko rozumiane szczegóły, detale i dodatki.

Przeczytałam wczoraj u Kasi Tusk na makelifeeasier.pl, że już sama świadomość posiadania nieułożonych włosów generuje w nas poczucie, że źle wyglądamy. Zapaliła mi się nad głową migająca żaróweczka. Nie często biorę do siebie wypunktowane porady w stylu: co zrobić żeby dobrze wyglądać? Ba! Nie biorę ich do siebie wcale. Bo jak przy naszej różnorodności możemy znaleźć na to uniwersalną odpowiedź?! Jednak tym razem - w pełni się ze stwierdzeniem utożsamiłam. Na swoje potrzeby rozszerzyłam jednak tą tezę. Uważam, że bez znaczenia jest czy chodzi o nieułożone włosy, fatalny makijaż, niezadbane paznokcie, czy zignorowanie dodatków. Jeśli czuję, że nie przyłożyłam się do każdego detalu - nigdy nie będę zadowolona z efektu końcowego.

Jestem już pewna, że znacznie lepiej poczuję się w najprostszych jeansach i białym podkoszulku, które uzupełnię o doskonale dodatki (dokładnie zaplecione włosy, pomalowane paznokcie i szpilki najlepszej jakości), niż w jakiejkolwiek drogiej kiecce, w falbanach której musiałabym ukrywać brzydkie paznokcie. W jednej chwili zrozumiałam wszystkie reguły modowe, upierające się przy stwierdzeniach, że dobra torebka jest w stanie uratować najsłabszy, codzienny, zwykły look. To odkrycie stanie się moim wizerunkowym przełomem! Drżyjcie! Ale dopiero od jutra. Dziś już mi się nie chce...

2015.01.21_36

2015.01.21_34

dwa2

2015.01.21_32

2015.01.21_31

2015.01.21_10

 

Zdjęcia: Whiteberry