TOP 10 kosmetyków pielęgnacyjnych

Zakładka "zdrowie i uroda" przeżywa kryzys. Podobnie jak właścicielka zakładki.

Wszystko wynika z faktu, że jest to dział życia, w którym nie czuję się dostatecznie mocna. Dbam o siebie w sposób intuicyjny, niewyszukanymi metodami. Mam w prawdzie zrywy z regularnymi ćwiczeniami, zdrowym jedzonkiem, piciem właściwej ilości wody, czy szczególnym dbaniem o skórę, włosy i paznokcie (wtedy jestem ekspertem absolutnie od wszystkiego!), ale w przeważającym procencie życia zdarza mi się te i poboczne tematy zdrowia i urody szczerze zaniedbywać. Jest wiele rytuałów kosmetycznych, których w ogóle nie praktykuję, bo nie lubię, bądź nie umiem i nie mam potrzeby się nauczyć. Na co dzień, z czystego lenistwa, wykonuję tylko kilka podstawowych zajęć pielęgnacyjnych, dzięki czemu nienaturalnie krótko, jak na kobietę (generalizacja poziom mistrz), okupuję łazienkę. Do tego tendencja do szybkiego przywiązywania się do rzeczy sprawdzonych i brak potrzeby zmian - tworzą ze mnie idealnie wierną klientkę ulubionych marek i produktów kosmetycznych na bardzo długi czas.

Minimalizm wkrada się w moje życie już od długiego czasu. Szczęśliwie nie pomija łazienkowych szafek. Świadoma konsumpcja nie pozwala mi kupować za dużo, więc na tą chwilę mam w łazience tylko to, czego absolutnie potrzebuję i używam.

Dzisiaj zestawiam moje TOP 10 kosmetyków pielęgnacyjnych, do których wiernie się przywiązałam i nowe opakowania kupuję zanim poprzednie zdążą opustoszeć.

To nie jest post z lokowaniem produktów, nikt nie zapłacił mi za recenzję. Jeśli w takiej współpracy wezmę udział, to o niej otwarcie poinformuję. Zestawienie obejmuje wyłącznie kosmetyki, które zgodnie z własnym gustem eksploatuję, lubię i mogę szczerze polecić, bo doskonale sprawdziły się na mojej skórze. Pełen subiektywizm.

Plener_045

Plener_042nr

Marta używa:

1. Kozie mleko Szampon z keratyną to przedstawiciel sztandarowej, odwiecznej linii Ziai. Pamiętam krem do twarzy i krem do rąk tej serii, będący zawsze na wyposażeniu naszej rodzinnej łazienki, jako własność Mamusi, już w czasach kiedy sama korzystałam tylko z szamponu Bambino. Ten standard po latach przechwyciłam też do swojego domku. Kozie mleko Ziai od zawsze ma ten sam świeży, mleczny zapach, minimalistyczne białe opakowanie i świetną cenę - rzeczy dobrych się przecież nie ulepsza!

Skupiając się na konkretnym produkcie, u mnie szampon ma przede wszystkim oczyszczać włosy i nie obciążać ich przy codziennym stosowaniu, nie oczekuję od niego cudownych właściwości regenerujących, bo od tego są odżywki. Mając tak skromne oczekiwania - już przy pierwszym użyciu wypadł znacznie lepiej niż zakładałam! Moje suche włosy, tylko po myciu, są odczuwalnie gładsze i bardziej miękkie. Cena: 6,64 zł / 400 ml

Gdyby wszystkie kosmetyki miały tak proste, nienachalne, białe opakowania - moja łazienka byłaby ładniejsza, a Marta szczęśliwsza :-)

2. Maska dyscyplinująca do włosów Actyva Disciplina Mask - używana po co drugim myciu włosów pozwala zapanować nad przesuszoną, puszącą się blond czupryną. Nakładam ją na umyte, lekko osuszone włosy, wmasowuję na całej długości, z pominięciem skóry głowy, rozczesuję pasma i pozostawiam na 10 minut. W efekcie otrzymuję ujarzmione, gładkie włosy, nie wymagające nawet prostowania. Jeśli nie mam tyle czasu, ile zaleca producent, to używam ją jak szybką odżywkę - już nawet trzy minutki pozwalają zauważyć różnicę w gładkości. Pięknie, intensywnie i długo pachnie - w składzie ma olejek z brzoskwiń i słodkich migdałów - gdyby to pomogło w wyobrażeniu nuty. To profesjonalny kosmetyk fryzjerski i właśnie z takiego źródła kupiłam go po raz pierwszy, dostępny m.in. tutaj: klik. Cena: 86 zł / 200 ml

Plener_044

3. Kosmetyczna pielęgnacja włosów byłaby spisana na straty, gdybym nie odkryła Tangle Teezer - unikalnej konstrukcyjnie, profesjonalnej szczotki do włosów. Przy moich suchych, delikatnych i bardzo łamliwych włosach - etap ich rozczesywania po myciu jest prawdziwym koszmarem. Internet huczy od recenzji światowej nowości jaką jest Tangle Teezer, jedni ją kochają, inni nie zauważają różnicy w zestawieniu z klasycznymi szczotkami. U mnie krótkie wypustki świetnie radzą sobie z mnóstwem małych kołtunów i procedura rozczesywania odbywa się już bezboleśnie. Do kupienia na oficjalnej stronie internetowej klik i w dobrych salonach fryzjerskich. Cena: 55 zł

4. Złoty peeling cukrowy i 5. balsam do ciała z masłem shea, pomarańczą i chili ORGANIQUE - tę firmę poznałam dopiero wczesną wiosną tego roku, ale już wiem, że byłabym bezkrytycznie zachwycona każdym jej produktem. To jeden z tych przykładów, kiedy moja fascynacja otacza całą markę, a nie pojedynczy produkt.

Może ciężko w to uwierzyć, ale dopiero w tym roku, pierwszy raz w życiu, zrobiłam sobie peeling (przypominam - mam 26 lat)... Doprawdy nie wiem jak wcześniej mogłam przegapić taką frajdę! Poprzeczkę startową ustawiłam od razu na poziomie Organique, więc nie wiem czy jakiś inny produkt będzie szybko w stanie sprostać moim nowym standardom :D Poza właściwościami oczywistymi dla tego rodzaju produktów, czyli złuszczanie naskórka i przyjemne odkrywanie miękkości skóry - ten pozostawia nawilżającą warstewkę z masła shea. Aż żal wytrzeć się ręcznikiem po takim zabiegu, żeby nie usunąć z siebie tego całego dobra! Producent nie precyzuje zapachu - używa w jego stronę tylko epitetu "perfumowany" - co pozostawia duże pole do interpretacji. Mi pachnie lekką, białą herbatą... A ja uwielbiam herbatę!

Drugie ulubione odkrycie Organique to balsam z pomarańczą i chili. Kupiony dla zapachu! ...i pudełka z metalowym wieczkiem... Okazało się, że do zaoferowania ma zdecydowanie więcej! Kojarzy mi się z długimi, zimowymi wieczorami, które bardzo lubię. Gęsta baza z masła shea i wosku pszczelego długotrwale odżywia i nawilża. Skóra pozostaje doskonale mięciutka! To jedyny balsam jakiego teraz używam. Polecam stosowanie na noc, rano nie doczekałabym się pełnego wchłonięcia odpowiednio szybko i straciłabym frajdę z jego stosowania.

Balsamu i peelingu nie używam nigdy jednocześnie - mają zbyt charakterystyczne zapachy, żeby się ze sobą nie gryźć. Żeby to wykluczyć - powinnam zaopatrzyć się w całe serie - ich eksploatacja byłaby na pewno znacznie bardziej efektywna, ale nie są to produkty pierwszej potrzeby i przy ich dość wysokich cenach - jestem się w stanie obejść z pojedynczymi egzemplarzami.

W związku z faktem, że Organique wprowadza w aurę aromaterapii, dzięki doskonałemu doborowi naturalnych olejków zapachowych - polecam stosowanie tych produktów w leniwe weekendowe albo zimowe wieczory. Krótkie poranki przed pracą odzierają z nich magię i nie pozwalają na pełną degustację. A takimi zapachami trzeba się delektować. Cena: odpowiednio 67,90 zł / 200 g i 34,90 zł / 120 g

Plener_043

6. Rajstopy  w sprayu Lirene - ciekawostka i mój tegoroczny letni hit! Z miłości do noszenia sukienek, z tendencji do nabijania sobie siniaków na każdej wypustce i nierówności, z kompleksu do problematycznie opalającej się karnacji - musiałam znaleźć rozwiązanie. Delikatny samoopalacz o właściwościach make-up'u - zabrzmiało idealnie i zadziałało idealnie. Niweluje niedoskonałości, wyrównuje koloryt, nadaje promienny wygląd - to co wszyscy producenci kosmetyków piszą na wszystkich swoich produktach - tu spełnia się w całości ;-) Sucha konsystencja idealnie się rozprowadza, a po dokładnym wyschnięciu nie zauważam śladów nawet na białych spodenkach. Cena: 29,99 zł / 200 ml (aktualnie w Rossmanie za 24,99 zł).

Tyle w temacie ciała. Teraz buzia (jakby ciałem nie była). To część, której poświęcam najwięcej uwagi w ciągu dnia. Jeśli nie chce mi się absolutnie nic ze sobą robić, to poza umyciem zębów, zawsze myję i kremuję twarz. Bezwzględnie. Codziennie. Dwa razy dziennie.

7. Mixa, przeciw niedoskonałościom, oczyszczający żel do mycia twarzy - to pierwszy i jedyny kosmetyk Mixa, który kupiłam. I od razu zadeklarowałam, że ze mną zostaje! Uwielbiam francuskie kosmetyki, mają charakterystyczny delikatny zapach wody termalnej (Tak, wiem, że woda w czystej postaci nie ma zapachu. Ale mi pachnie... :)). Ci, którzy mają problematyczne cery wiedzą jak ciężkim tematem jest ich oczyszczanie. Produkty z kwasem salicylowym są skuteczne na krótką metę - szalenie przesuszają skórę, a te do skóry wrażliwej są zbyt delikatne. Ten produkt cudownie umiejscowił się w złotym środku - dzięki mu za to! Używam dwa razy dziennie, jest nieinwazyjny a skuteczny. Cena: 19,99 zł / 200 ml

8. Płyn micelarny Tołpa, dermo face physio w buteleczce 75 ml to rzecz, którą mam przy sobie zawsze i wszędzie. Nie pamiętam ile tych małych sztuk się już u mnie skończyło. Jest cudownie neutralny, nie ma zapachu, nie nudzi się, doskonale zmywa makijaż, nie szczypie w oczy (co nie jest rzeczą oczywistą przy kosmetykach tego typu), doskonały dla każdego typu skóry. Poza tym uwielbiam kosmetyki o małych gabarytach opakowań - nie martwię się przed wyjazdami jak zmieścić się w jedną kosmetyczkę. Więc mimo istnienia tego produktu w pełnowymiarowych opakowaniach - nigdy ich jeszcze nie kupiłam. Cena: 9,99 zł / 75 ml

9. Barwa siarkowa, krem siarkowy długotrwale nawilżający - kolejny produkt dla cery problematycznej, podchodzący do tematu w sposób delikatny. Barwa to polska firma z tradycjami - skoro dziadziuś godzi się na używanie ich klasycznego szarego mydła w płynie, to muszą być naprawdę dobrzy! ;-) Wracając do mojej buzi - toleruję tylko lekkie, szybko wchłaniające się, nie zatykające porów, nie tworzące filmu konsystencje. Ten krem natychmiast przynosi ulgę podrażnionej skórze, pomaga w regeneracji i odświeża. Tego od niego oczekuję. Cena: 17,99 zł / 50 ml (aktualnie w Rossmanie za 14,99 zł)

10. Vitamine E Aqua Boost Sorbet Body Shop - okazjonalna, ale regularna, mała przyjemność kosmetyczna, którą funduję sobie w strefach bezcłowych na lotniskach. Używam go, jak mam ochotę poczuć się trochę bardziej luksusowo (wyzwala we mnie takie subiektywne wrażenie, bo z półki kosmetyków luksusowych zdecydowanie nie pochodzi). Idealnie lekki, z fenomenalnym efektem chłodzenia, o miłej konsystencji musu/żelu/sorbetu (?), wchłania się błyskawicznie i świeżo pachnie. Ideał! Cena: 13 funtów

Na jutro czeka post z recenzją kremów marki Evree, która dała mi możliwość ich przetestowania.

We wtorek moje kolejne TOP 10 - tym razem z kosmetykami do makijażu.

W weekend odpoczywam bez internetu.

Pozostańmy w kontakcie. M.

Zdjęcia: Kinga i Marcin Malinowscy whiteberry.com.pl