Widelec

Zapomniałam, czym jest lifestyle.

Codziennie wyobrażam sobie, jak powinien wyglądać mój post idealny, jakie chciałabym dodać do niego zdjęcia, jakie wydarzenia opisuje, jaka ja w nim jestem. Całe tygodnie czekam na wyjątkowe, fotogeniczne momenty, które będą zasługiwać na uwiecznienie, opis i publikację. Po czym rozpaczam nad normalnością kolejnych dni, które niczym nie zechciały mnie zaskoczyć.

Naoglądałam się ideałów, do których zaczęłam aspirować. Przez to bardzo wysoko postawiłam sobie poprzeczkę atrakcyjności życia, a co za tym idzie - materiałów na bloga.

Złapałam się na wdrożeniu w swoje blogowe życie systemu 0-1, objawiającego się tym, że materiał musi być, według mojej surowej oceny - idealny, albo nie będzie go wcale. Dotarło do mnie, jak łatwo ulegam presji atrakcyjności. Swojej własnej presji. Jak wiele od siebie oczekuję. I jak łatwo frustruję się nie spełniając własnych oczekiwań.

Przeszłam kolejny twórczy kryzys. Zakończyłam go wnioskiem, że największym wrogiem mojej twórczości jestem ja sama, że robię sobie realną krzywdę zbyt surowo się oceniając i sztucznie ograniczając.

Ja przecież uwielbiam swoją codzienność. Myśl, że jest zbyt mało atrakcyjna na blogowe materiały, to zabicie pierwotnej idei mojej strony.

dsc_6118afilm002

dsc_6120afilmfilm002

Moje aktualne życie to podróże pomiędzy Toruniem a Poznaniem. To ciągłe szukanie równowagi na wielu polach. To ciągłe definiowanie siebie. To planowanie życia. I powolna realizacja wielkich projektów. To marzenia o dalekich podróżach. To dużo miłości i czasu spędzanego we dwoje. To obiady jadane w ulubionych knajpkach, to wieczorne spacery, to leżenie na kanapie w wygodnych ciuchach i czytanie. Blogów i książek. To wiele godzin spędzanych z rodziną.

Te wszystkie tematy prawie codziennie zatrzymuję na kilku zdjęciach. Każdemu mojemu wyjściu z domu towarzyszy aparat. Nie są to wielkie wyprawy, ani unikatowe wydarzenia, ale generują masę ciekawych, naturalnych kadrów, składających się na moją realną rzeczywistość. Ich fotografowanie sprawia mi przyjemność. To wystarczająco dużo, żeby tworzyć dziennik o stylu życia.

Każde zdjęcie to krok do wymarzonego fotograficznego warsztatu, każde zdanie to lekcja składania myśli, każde wyznanie to budowanie pewności siebie, każdy post to krok w stronę blogowej kariery.

Dlatego będę pokazywać codzienność. Taką, którą sama z ciekawością podglądam u ulubionych blogerów lifestylowych.

Dziś ośmielam się opublikować kilka zdjęć z wczorajszej kolacji, kilka zdjęć uchwyconych w styczniowy paskudny wieczór, kiedy krem z pomidorów, talerz frytek, wielki sweter zarzucony na grzbiet, okazują się szczytem pragnień.

dsc_6124afilm002800

dsc_6129afilm002

dsc_6131afilm002

dsc_6133afilm002

dsc_6136afilm002

dsc_6156afilm002

dsc_6132afilm002botki Vagabond <3

dsc_6140afilm002

dsc_6155afilm002

dsc_6164afilm002

dsc_6166afilm002

dsc_6169afilm002Kolację jedliśmy w Widelcu

dsc_6179afilm002