Wiosenny weekend w mieście

Przepadam za czasem spędzanym na wyjazdach. Uwielbiam biwaki, wyjazdy do dżungli, chodzenie z plecakiem w nieznane, dalekie podróże pociągiem, letnie wieczory nad jeziorem i inne okoliczności, które można podsumować wspólnymi hasłami "wyzwanie" i "przygoda". Nie przeszkadza mi wtedy fakt, że zdarza mi się wyglądać kompletnie niekorzystnie. Przez wiele podróżniczych doświadczeń nauczyłam się wyważać pewne wartości. Doskonałym przykładem będzie zbliżająca się fotorelacja z mazurskiego rejsu, na którym dużo ważniejsze było dla mnie założenie kolejnej warstwy nietwarzowego polaru niż wyciągnięcie z plecaka modnych, niepraktycznych, wiosennych ubrań (które z resztą nietknięte mazurskim kurzem wróciły ze mną do domu).

Kiedy jednak przez kilka dni nasycę się survivalem, wszystkimi siłami docenię posiadanie ciepłej wody w kranie, puchową kołdrę i sklep spożywczy pod domem, to z wielką przyjemnością wracam do swojego Torunia. Bo ja na prawdę lubię miasto! Dla zdrowej równowagi staram się wyważać proporcje swojego otoczenia. Wyjeżdżając na weekendy i wakacje pełne przygód, szczerze ciesząc się zmianą otoczenia, dostaję też szansę żeby zatęsknić za miastem, docenić i pokochać je na nowo. Gdy wracam - korzystam ze wszystkich jego dobrodziejstw.  Cieszę się z możliwości, które dostaję. Cieszę się, że mam wybór gdzie mogę mieszkać i jak spędzać czas. Wszystko za sprawą przełomu w myśleniu, że wszystko mogę, a niczego nie muszę. Przy takim nastawieniu - generuje się szeroki wachlarz dostępnych możliwości. Przestałam patrzeć na miasto przez pryzmat tłumów i braku miejsc do parkowania, gdy nie mam obowiązków do realizacji nie myślę o kolejkach na poczcie, w banku i w markecie, a delektuję się słońcem i obrazkami, które inni mogą oglądać tylko na pocztówkach. Wybieram to, co chcę widzieć i na czym mam ochotę się skupić. Nie zamykam się w żadnej przestrzeni, uwielbiam je wszystkie, ale w kwestii codziennego życia wyraźnie sympatyzuję z miejską stroną.

I tak - zostawiając za plecami wczesnowiosenny biwak, spędziłam weekend w doskonale miejskiej atmosferze. Razem z Rodzinką i Whiteberry podziwialiśmy, spacerowaliśmy, odkrywaliśmy, jedliśmy, robiliśmy zdjęcia i uśmiechaliśmy się do siebie. Udało się uratować jedne zatrzaśnięte kluczyki, zrobić dużo zdjęć kwitnących magnolii, wykorzystać ofertę "Toruń za pół ceny", poznać nową restaurację, zjeść pyszny ręcznie robiony makaron, tartę gruszkową, odkryć zaciszny kościelny dziedziniec, spędzić dużo czasu z pełnym rodzinnym składem. Wszystko dokładnie tak, jak lubię! Kiedyś tak będą wyglądać całe moje tygodnie, a nie tylko wybrane weekendy!

Wygodne jeansy, t-shirt, szpilki - baza znana już z wczorajszego wpisu - to moja esencja miejskiego stylu. W tym wpisie całą uwagę zgarnia błękitna bluza Rabarbar. Ta linia to owoc polskiego rzemiosła, wykreowany przez markę Bialcon - jestem wielką fanką twórczych rodzimych projektów, więc zbyt długo się nad nią nie zastanawiałam.

bluza rabarbar Bialcon

KNG_8239

KNG_8252

KNG_8256

KNG_8262

KNG_8258

KNG_8263

KNG_8268

KNG_8264

MLN_8630

MLN_8650

KNG_8286

KNG_8299

KNG_8303

KNG_8317

KNG_8318

MLN_8666

MLN_8669

MLN_8688

MLN_8696

MLN_8704

MLN_8701

jeansy: LEE | koszulka w paski: Mango | torba: Badura | buty: Ryłko | kapelusz: H&M | bluza: Rabarbar by Bialcon

Zdjęcia: Kinga i Marcin Malinowscy www.whiteberry.com.pl