Zajadając stres

Dopadają mnie sezony na fascynację super-zdrowym odżywianiem. Niestety jeszcze nie jest to ani miłość, ani nawyk. Szczęśliwie tym razem mój sezon pokrył się z wczesną wiosną - świeżych owoców będzie już coraz więcej, a dodatkowa motywacja przez zbliżającą się porę krótkich spodenek - może pomóc mi w wytrwaniu z postanowieniami na dłużej.

Ale tym razem chęć pobudzenia mojej świadomości żywieniowej ma dodatkowy podtekst. Początek roku nie był dla mnie łatwy i nic na razie nie wskazuje na wygładzenie mojej brukowej ścieżki. Mamusia ciągle powtarza, że mam nie stresować się rzeczami, na które nie mam wpływu - ale jak to z psychologiczną teorią bywa - trudno przeprogramować swoje emocje, zachowania i przyzwyczajenia na podstawie jednego mądrego zdania. Mam nadzieję, że z czasem się uodpornię i będę łatwiej radzić sobie z presją, wyzwaniami i stresem - ale jak wszystko - ten proces również wymaga wytrwałości. Wdrażam więc dziś kolejne świadome kroczki dla lepszego jutra.

Na dietach się nie znam. Bo za bardzo lubię jeść. Pełne ograniczenia nie wchodzą u mnie w grę. Mogę pójść na ustępstwa, zamawiać w knajpach najzdrowsze dania, kupować do domu wyłącznie zdrowe produkty, ale nie wyrzeknę się rodzinnych klasyków przy niedzielnych i świątecznych obiadach! ...ale nie o tym miało być...

Sprytne rozwiązania w kuchni, ciekawostki o produktach i mądre zagrywki - świadomie u siebie egzekwuję. Dużo więc czytam i pilnuję się, żeby do domu nie przynosić jedzeniowego syfu. Ostatnie informacje, jakich szukałam na temat jedzenia dotyczyły produktów, które w naturalny sposób będą uodparniać mnie na stres. Zamiast łykać magnez i inne specyfiki uspokajające w tabletkach - będę pamiętać o jakie produkty powinnam się szczególnie zatroszczyć w swojej lodówce. Kamień spadł mi z serca, gdy okazało się, że większość towarzyszy mi regularnie. Ulepszanie swoich nawyków jest zawsze łatwiejsze niż całkowita ich zmiana. Nie będę wymieniać tutaj wszystkiego, co zawiera magnez, bo takich artykułów jest w internecie na pęczki, ale zestawię smaki, które sama najbardziej lubię i kupuję z radością. Teraz ze świadomością o ich super-mocach!

Winogrono. Przez wielu spisane na straty. Słynie przecież ze swojego bogactwa w cukry proste, a sfiksowane diety traktują tą cechę jak czyste wcielenie zła. Rzeczywiście, winogrono zawiera w sobie prawie 20% cukru, a 30 dag tych owoców dostarcza ponad 200 kcal. To tyle co batonik. Ale wartości jakich dostarcza są nieocenione. Zawiera w sobie m.in. potas, wapń, żelazo, magnez i cynk. Odnawiają układ nerwowy, odświeżają cerę, nadając jej promienności. Nawadniają i uzupełniają minerały. Regulują wydalanie produktów przemiany materii, nie tylko przez poprawę perystaltyki jelit, ale też odkwaszając organizm (nawet te najkwaśniejsze odmiany winogron!). Zakwaszenie objawia się m.in. chronicznym zmęczeniem, bólami głowy, szarą i problematyczną cerą. Potas obniża ciśnienie krwi, więc polecany jest osobom narażonym na sytuacje nerwowe oraz przewlekle cierpiącym na nadciśnienie tętnicze. Ten sam pierwiastek oraz witaminy z grupy B i witamina PP odpowiadają za dotlenienie krwi, co przenosi się na poprawę koncentracji i działanie mózgu. Winogrono jest więc świetną przekąską przy nauce i zawodowym wysiłku umysłowym. I w formie takiej zdrowej przekąski, zastępującej te powszechne słodkie i słone, najlepiej je interpretować.

2015.03.10_09

U mnie w standardzie.2015.03.10_16

Truskawki są moim życiowo ulubionym owocem! Sezon truskawkowy jest dla mnie euforycznym okresem w ciągu roku i nie wyobrażam sobie dnia żebym mogła przegapić kupienie i zjedzenie co najmniej kilograma. W zamierzchłych czasach mieliśmy całą plantację. Jednocyfrowe lata mojego życia spędzałam z całą Rodzinką na owocowym polu, a także z Dziadziusiem na ryneczkach przy dwukołowym wózku ręcznym załadowanym truskawkowymi łubiankami - sprzedając je. W tym wieku nie specjalnie zdawałam sobie sprawę z harówki jaką wymusza zaangażowanie w taki biznes, ale wspomnienia wygenerował mi cudne. I zaszczepił niegasnącą miłość do kolejnego skarbu natury.

Niedawno przeczytałam ile dobra się w nich kryje i jestem dumna ze swojej intuicji, która zawsze podświadomie mnie do nich kierowała. Zawierają całą listę witamin i minerałów, w tym witaminę C, A, B1, B2 oraz PP (która odpowiada za prawidłowe dotlenienie krwi), a dalej wapń, fosfor, żelazo i mangan. Tym samym truskawki wzmacniają nasze kości, zęby i włosy, a zawarty w nich magnez działa kojąco i uspokajająco na nasz układ nerwowy. Co ważne - najlepiej spożywać ją na surowo - jak większość owców - ponieważ wrażliwa witamina C niezbyt dobrze znosi obróbkę termiczną.

Do tej pory myślałam, że to tylko cudowne psychiczne nastawienie do tych owoców koi mój umysł nadwyrężony całym złem tego świata... Okazało się, że to po prostu magnez. Bez wątpienia to jasna strona zajadania stresu.

2015.03.10_08

Z pomarańczami nie łączą mnie głębsze rodzinne historie, poza zapachem roznoszącym się w domu głównie podczas Świąt Bożego Narodzenia - ale to pospolite skojarzenie. Ważny jest teraz dla mnie fakt, że są witaminową bombą biologiczną. Zwierają dużo wody, witaminy C i beta-karotenu, co w takim połączeniu powoduje wypłukiwanie toksyn z organizmu, tym samym minimalizując działanie stresu i innych szkodliwych czynników. Polecane są też osobom palącym papierosy i pijącym alkohol.

2015.03.10_06

2015.03.10_07

Borówki. Kolejne z mojej ulubionej grupy owoców jagodowych. Jak wpisane jest w ich charakterystykę - są świetnym źródłem antyoksydantów, czyli związków wpływających na procesy utleniania w organizmie, a tym samym regulujących procesy starzenia. Bogactwo witaminy C, B6 i magnezu - czyli mistrzostwo w łagodzeniu skutków stresu. I tu jeszcze jedna ważna właściwość - zapobiegają biegunkom. Które w zależności od preferencji organizmu - mogą towarzyszyć podwyższonemu stężeniu hormonów stresu.

2015.03.10_10

2015.03.10_12

Woda. To, że trzeba dostarczać ją w sporych ilościach dla utrzymania właściwych procesów życiowych - wie każdy. Szczegółowe podsumowanie dobroczynnego jej wpływu wypunktowała Sylwia Gaczorek na swoim blogu i TUTAJ Was przekierowuję.

U mnie ta kwestia znacząco ewoluuje ku lepszemu, jednak ciągle nie jest opanowana do perfekcji. Analiza składu mojego ciała sprzed dwóch miesięcy wskazuje, że mam jej 53%, czyli ciągle za mało. Długo nie mogłam przekonać się do smaku wody, nie rozumiałam jej fenomenu i przyczyn, dla których wszyscy tak się nad nią rozwodzą. Piłam soki, co było błędnym tokiem myślenia (szklance soku znacznie bliżej jest do świeżego owocu niż do szklanki wody). Dziś poradziłam sobie z tym problemem, wrzucając świeże owoce do wody mineralnej. Znacznie bardziej zachęca mnie to rozwiązanie niż nudna czysta... Kolorowa wersja nie dość, że smakuje fantastycznie, to jeszcze jak wygląda!

2015.03.10_35Poza tym co dostarczam do wewnątrz, równie ważna jest dla mnie komfortowa i bezpieczna otoczka, którą zapewnia mi dom. Dlatego tak ześwirowałam na punkcie kwiatów w domu! Zwyczajnie łatwiej żyje mi się w ładnych miejscach.

Jeśli będziecie chcieli mnie kiedyś przekupić to do tulipanów dokupcie truskawki!

2015.03.10_05

Zatracając się w codziennych dyskomfortowych sytuacjach, wieczór z książką, albo magazynem potrafi zdziałać w mojej głowie prawdziwe cuda. To dla mnie najprostsza forma odmóżdżenia.

PS. Część zdjęć z tego posta była już na bieżąco publikowana na moim Instagramie, ale pozwoliłam je sobie powielić. Wbrew pozorom odbiorcy różnych kanałów nie zawsze się pokrywają, a zatracenie w sieci takich materiałów zdjęciowych od Whiteberry byłoby czystym marnotrawstwem! Dlatego Ci, którzy widzieli już poniższe zdjęcia tydzień temu - niech nie myślą, że ciągle czytam jedną książkę i tego samego KMag'a. Zwyczajnie lubię te zdjęcia, a w temat postu wpasowały się doskonale.

2015.03.10_15

2015.03.10_01

No i została jeszcze jedna kluczowa metoda na odstresowanie. Ale o tym już jutro...