20

Styczeń

Życie pasją

Minął rok, odkąd opublikowałam pierwsze słowa na swoim własnym kawałku internetowej przestrzeni. Minął rok, odkąd funkcjonuje martaguzowska.pl, czyli rozszerzenie żywej Marty o wersję elektroniczną. Wracając do pierwszych postów, czytając to, co wtedy tkwiło w mojej głowie - można odnieść wrażenie, że niewiele się u mnie zmieniło. A w rzeczywistości zmieniło się wszystko.

Marta Guzowska życie pasją 1

Moi bliscy wiedzą, ile pomysłów i pasji krążyło zawsze wokół mnie. Wiedzą, jak bardzo chciałam uchronić się przed szarą przeciętnością, inwestując w swoje pasje pełne zaangażowanie czasu i środków. Wiedzą, jaką drogę ewolucji przeszły moje gusta i potrzeby, aby osiągnąć względną stabilność na obecnym etapie życia. Dziś jestem (jeszcze bardziej niż rok temu) przekonana, że poczucie owego zdefiniowania i ustabilizowania gustów buduje świetną bazę dla mojego lifestylowego bloga.

I choć ja sama jestem przekonana, że chcę poświęcić temu zajęciu wiele procent ze swojego produktywnego dobowego czasu, zdarza mi się słyszeć głosy niedowierzania i niezrozumienia dla całej tej idei. W niektórych kręgach przyjęło się przekonanie, że jeśli coś nie przynosi jednoznacznych, zauważalnych gołym okiem zysków, przeliczanych od razu na dolary, to jest czystą formą marnotrawienia czasu. Zupełnie się z tym nie zgadzam. Czuję, że wszystkie godziny, które "zmarnotrawiłam" na bloga w minionym roku, były najbardziej kreatywnymi godzinami w całym moim życiu. Wybór mojej hobbystycznej ścieżki w dalszym ciągu pada więc na twórczy rozwój osobisty.

"Jestem na sto procent przekonana, że każdy z nas musi znaleźć sobie w życiu do robienia coś, co go powstrzyma przed obgryzaniem kanapy. Może się to stać naszym zawodem lub nie, ale musi to być zajęcie, które pozwoli nam się oderwać od przyziemnych obowiązków i wyrwie nas choćby na chwilę ze stałych i ograniczających ról w społeczeństwie (ról takich jak matka, pracownik, sąsiad, brat, szef itd.). Wszyscy potrzebujemy czegoś, co pozwoli nam na chwilę zapomnieć - zapomnieć o swoim wieku, o swojej płci, o swoim pochodzeniu socjoekonomicznym, o swoich obowiązkach, o swoich porażkach (...)" - E. Gilbert tak pisze w mojej ukochanej "Wielkiej magii" (kilka recenzenckich słów o tej książce napisałam tutaj)

Rok temu siedziałam przed tym samym generatorem tekstu i patrzyłam na niego ze zdecydowanie większą dozą nieśmiałości. Wtedy blog miał być projektem trochę na próbę. Podchodziłam do niego jak do testu na kompetencje, ze świadomością, że w przypadku porażki, mogę liczyć przynajmniej na dwa poprawkowe terminy. Konsekwencją tego jest fakt, że w poniższym archiwum znajduje się sporo luk w regularności publikacji, usprawiedliwianych przed samą sobą na miliony sposobów. Tak kończę, gdy sobie pobłażam. Skończyłam więc z litowaniem się nad sobą, martwieniem się na wielką skalę rzeczami, na które nie mam wpływu.

To właśnie zmieniło się w moim nastawieniu. A "to" w przypadku kreatywnego życia jest "wszystkim".

Za plecami mam mocną grupę Najbliższych, którzy wtórują każdemu drobnemu sukcesowi. Nawet Dziadziuś nauczył się odpalać komputer i wchodzić na mojego bloga! Znajomi śledzą twórczość, przyjaźnie zagajając i komplementując wpisy w wiadomościach i komentarzach. Czasem ktoś (dzięki Anka!) podeśle link do zewnętrznych wzmianek o moim blogu znalezionych w sieci (jak na przykład do tego posta na blogu Kasi Tusk - link). Czuję się szalenie zmotywowana każdym napisanym i wypowiedzianym słowem uznania, każdym mailem z najmniejszą propozycją współpracy, każdą dodatnią wartością w statystykach. Już więcej nie zwolnię, bo się zwyczajnie nie opłaca. Za dużo dobrego dzieje się, jak piszę.

Cała reszta mojej wymiernej rzeczywistości ma się dobrze, również ze sporym potencjałem rozwojowym.

Ocierając się o hasło rozwoju - na moim horyzoncie pojawiła się nowa idea, którą chcę dokarmiać, żeby urosła duża i silna; czego przebieg będzie się dokumentował również na łamach tej strony. Mowa o jednej z wielkich, bardzo starej i niedopieszczonej pasji Marty - fotografii. Przez ostatni rok bazę wizualną bloga stanowiły zdjęcia najlepszych fotografów jakich znam. Wszystko po to, aby suma składowych tej strony była powodem do dumy; aby zagwarantować sobie poczucie przekazywania do sieci wyłącznie wartościowych treści. Nie byłoby w moim stylu jakiekolwiek nadwyrężenie tej reguły. W moim stylu będzie natomiast obarczenie się nowym wyzwaniem... Przejmuję część udziałów w temacie autorstwa zdjęć na blogu. Będę fotografować surowy, najbardziej pierwotny, nieustawiany, niesesyjny lifestyle Marty. Będę realizować wizje, materializować inspiracje, będę się szkolić i ćwiczyć, żeby umieć samodzielnie przedstawić to, co kipi mi w głowie. Podobno najgorsze jest tylko 30 000 pierwszych zdjęć - proszę o odrobinę cierpliwości i wyrozumiałości :)

Od początku roku mieszka ze mną Nikon. Najpiękniejszy model cyfrowej lustrzanki, jaki znam, pożądany przeze mnie od wielu miesięcy. Wtóruje mi w wyzwaniu, umilając je swoją obecnością. Przeszedł wszystkie stawiane przeze mnie wymogi. Obiecał mnie wspierać na wszystkich meandrach niełatwej sztuki fotografii. Obiecał wybaczać czasem amatorskie błędy przy ustawianiu ISO i przysłony. Obiecał poszerzać zdolność patrzenia. Obiecał towarzyszyć w weekendowych wyjazdach i dalekich podróżach. Zasłużył sobie na dużo miejsca na komodzie.

Najbliższe kilka dni spędzę w zaśnieżonych polskich górach. Chcę przywieźć ze sobą zmęczone uda od szusowania i białą relację na fotografiach. Będzie to nasza pierwsza duża próba. Trzymajcie kciuki.

Zanim duet Marta-Nikon Df będzie mógł zaprezentować efekty swojej wspólnej pracy, zamieszczam sesję "wizerunkową", żebyście mogli się lepiej poznać.

Jestem Nikon. Jestem pasją.

Marta Guzowska Nikon Df zdjęcia modeluMarta Guzowska Nikon Df sesja w lesieMarta Guzowska i Nikon Df przy pracyMarta Guzowska_inspiracja zdjęciem Kasi Tusk

Ad hoc: Inspiracją dla powyższego zdjęcia był w prostej linii kadr Kasi Tusk zamieszczony na jej blogu we wrześniowym poście z 2014 roku (link). 

Z ciekawostek - rok po publikacji tej leśnej sesji na blogu Kasi - pojawiła się u amerykańskiej blogerki Julii Engel (link) jednoznaczna inspiracja zamieszczonym wcześniej zdjęciem polskiej blogerki. Inspiracja, jak przystało na Julię, w równie dobrym stylu.

Klimat luźnego leśnego spaceru na obu sesjach tak mnie urzekł, że zapragnęłam zrobić coś podobnego u siebie. 

Jak widać - naturalne plenery fascynują pasjonatów fotografii bez względu na miejsce zamieszkania i porę roku. 

12122710_962552943787810_6300534740919517918_nźródło kolażu: link

Marta Guzowska Nikon Df

pion (4)

poziom (3)

poziom (2)

poziom (5)

kurtka: Levis (link) | jeansy: River Island (second hand)| kalosze: Hunter (dostępne tutaj i tutaj) | sweter: Tommy Hilfiger (link)

zdjęcia: Magda Kutc www.facebook.com/whitepicture; miejsce zdjęć: Barbarka