Suit up

Idzie wiosna - wiem to! Wszystkie moje nastroje i potrzeby jednoznacznie fokusują się na zmiany. A nic przecież tak doskonale nie udowadnia, że po największej szarudze można zacząć wszystko od nowa, jak corocznie rozkwitająca wiosna.

Jeśli jakieś zadanie obarczam presją, że "muszę" je zrealizować - mam pewność, że się do niego nie dotknę. Dlatego do tej pory nie odżywiam się ultra zdrowo, nie ćwiczę regularnie, nie wysprzątałam mieszkania do podszewki, nie skończyłam roztrząsanego od lat remontu... Jedyna słuszna taktyka, przy której mój organizm nie zapiera się w przewlekłym buncie, to łagodne wytłumaczenie, że dana zmiana jest mu naprawdę potrzebna do życia. Po udanych negocjacjach obligatoryjnie wizualizuję sobie efekty zmian - wplatając, tym samym, marzenie w wymiarową rzeczywistość. Wszystko to uzupełniam stworzeniem maratońskiego planu realizacyjnego. Podświadomie (i świadomie) wiem, że zrobię absolutnie wszystko, jeśli mam komfortowe zaplecze czasowe (którego z reguły nie wykorzystuje, ale psychologicznie działa na mnie jak bufor bezpieczeństwa). Deadline'y nie poprawiają mojej wydajności, a bardzo stresują i paraliżują zdolności logicznego myślenia. Plus - paradoksalnie - im więcej i ambitniej dzieje się w kalendarzu - tym sprawniej nim zarządzam. Zupełnie gubię się w bezczynności, mała lista obowiązków mnie rozleniwia i wytrąca z rytmu. A ja nie chcę się cofać w rozwoju, tylko zdrowo ewoluować. Więc jeśli chcę odbudowywać swoje organizacyjne umiejętności - to najlepiej łapiąc trzy sroki w garści na dachu.

W tym roku zaplanowałam na przykład zakończyć wszystkie (!) swoje bieżące projekty. Te duże i małe, zawodowe i prywatne. Bieżące, czyli te już rozpoczęte, te zawieszone, i te, które z braku odwagi, tkwią jeszcze w fazie szeroko rozumianych przygotowań. Przy moim długodystansowym charakterze - plan na 10 miesięcy nie jest niczym abstrakcyjnym - zapewniam.

Jest środek lutego, to dla mnie dobry czas na podejście do ważnych postanowień od nowa, z czystą kartką, bez wyrzutów sumienia i złości na swoje okresy z gorszą formą. Z przekonaniem, że mam na nie siłę właśnie teraz. Bo nawet tak prozaiczna rzecz, jak noworoczne postanowienia, działają na mnie odpychająco, tylko dlatego, że obiegowo został przyjęty najwłaściwszy czas na rozpoczęcie ich realizacji.

A ja - żeby żyć szczęśliwie - muszę robić wszystko po swojemu, jak czuję.

IMG_7932 Marta Guzowska torba z frędzlami

IMG_7934 Marta Guzowska

IMG_7931 Marta Guzowska suit Massimo Dutti

IMG_7942 Marta Guzowska

IMG_7960 Marta Guzowska

IMG_7949 Marta Guzowska suit up

IMG_7953 Marta Guzowska

IMG_7950 Marta Guzowska

IMG_7957 Marta Guzowska

IMG_7991 Marta Guzowska

IMG_7999 Marta Guzowska

IMG_8028 Marta Guzowska

IMG_7997 Marta Guzowska

garnitur: Massimo Dutti | sweter: United Colors of Benetton | torba: Badura | buty: Ryłko (wszystko z bardzo starych kolekcji)

zdjęcia: Zuzia Garsztka chromaticstudio.pl